Sporo ostatnio mówi się o reakcji rządu izraelskiego na ustawę zakazującą używania terminu "polski obóz zagłady". Warto może zastanowić się skąd wziął się ten termin i kto oraz dlaczego go użył. Tematem tym zajął się polski historyk i barwna postać Leszek Pietrzak. Ten wykładowca uczelniany pracował m. in. w Urzędzie Ochrony Państwa, Instytucie Pamięci Narodowej oraz Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Swego czasu interesowała się nim Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego usiłując wrobić go w rzekomą korupcję w Komisji Weryfikacyjnej WSI. Pietrzak zeznawał później jako świadek w procesie jaki prokuratura postanowiła wytoczyć dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu.
Pietrzak napisał w 2011 roku artykuł "Plan Grubego" zamieszczony w nieistniejącym już czasopiśmie "Wręcz Przeciwnie". Później jeszcze w nieco innej formie artykuł opublikowało "Uważam Rze" a na końcu trafił do drugiego tomu książki Pietrzaka "Zakazana historia".
Według Pietrzaka termin "polskie obozy zagłady" wymyślił w 1956 roku Alfred Benziger, były nazista pracujący dla tajnej komórki zachodnioniemieckiego kontrwywiadu "Agencja 114". Leszek Pietrzak cytuje jego słowa: „Odrobina fałszu w historii, po latach może łatwo przyczynić się do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę”
Benziger pracował po kierunkiem Reinharda Gehlena a jego zadaniem było m. in. poprawa wizerunku Niemiec. Chodziło nie tylko o dobre imię nowego państwa, lecz także o pieniądze. Przez pewien czas w krajach dotkniętych wojną nikt nie chciał kupować niemieckich towarów.
Tezy Pietrzaka powtarza od tego czasu wiele osób, ostatnio zrobił to minister Gowin. Jednak ani w artykułach, ani w książce (będącej zbiorem artykułów) nie ma żadnych przypisów i bibliografii. Nie wiadomo więc skąd historyk zaczerpnął tę wiedzę.
Może Leszek Pietrzak ulituje się nad nami i zabierze głos w sprawie swoich źródeł i skąd wziął cytat z wypowiedzi Benzigera. Ostatnia wypowiedź Jarosława Gowina sugeruje, że źródłem wiedzy są ustalenia izraelskiego i amerykańskiego wywiadu. Wspomniał także, że obecnie może być trudne dotarcie do dokumentów tej tajnej komórki. Powstaje więc pytanie czy cała ta sprawa nie jest powtarzaniem jakiejś plotki opowiadanej w gronie "dobrze poinformowanych osób".
Jeśli jednak to prawda to przyznać trzeba, że ten semantyczny zabieg niemieckich specjalistów od PR udał się znakomicie i zrobił zawrotną karierę.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)