4 obserwujących
66 notek
88k odsłon
  349   0

Nic o Polonii, bez Polonii - ale jak to zrobić?

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski udzielił wywiadu, w którym zapowiada zasadniczą zmianę kursu w stosunku do Polonii. Sprawa jest bardzo ważna, bo dotyczy nawet 20 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia przebywających poza Polską.

W wypowiedzi Marszałka zwróciłem przede wszystkim uwagę na deklarację, że chce on dążyć do zwiększenia nakładów na wsparcie Polonii z obecnych 60 mln do 100 mln złotych. Zawarta jest również sugestia, że zmienią się również zasady przyznawania tych środków w trybie konkursowym oraz przyspieszone zostaną transfery tych środków. Ponieważ mam pewne doświadczenie w tej materii, postanowiłem podzielić się z czytelnikami S24 paroma refleksjami na ten temat.

Tezy mojego krótkiego raportu są następujące:

1. Nakłady na Polonię i środowiska polskiej diaspory są żenująco niskie w relacji do potrzeb;

2. Mimo żenująco niskich nakładów środki te nadal nie są dobrze wykorzystywane;

3. Zwiększenie nakładów na ten cel nie jest możliwe bez reorientacji polityki wobec diaspory polskiej: zarówno pod względem geograficznym, jak i problemowym.

Pierwszy punkt nie wymaga chyba specjalnego uzasadnienia. W sytuacji, gdy w ostatnim 10-leciu zanotowaliśmy migracyjną stratę netto na poziomie blisko 1,5 miliona Polaków, zaś całkowita liczebność diaspory szacowana jest nawet na 20 mln (licząc jednak potomków polskich emigrantów, często mających luźny związek z naszym krajem) obecne 60 mln oznacza że wydajemy co roku 3 złote "na głowę", by utrzymać związki tych ludzi z naszą ojczyzną. Skoro na ratowanie 100 tys. górników wydajemy co roku kolejne miliardy złotych, zasadnym jest stwierdzenie że na wsparcie Polonii moglibyśmy skierować kwotę co najmniej 10-krotnie większą (a więc 600 mln złotych rocznie). Szczególnie że korzyści z takiej inwestycji mogą być znaczące i wielokrotnie przewyższyć mogą nakłady.

Paradoksalnie jednak nawet i te marne 60 mln złotych jest źle wydawane. Przeciętny polski obywatel nie ma bowiem świadomości, że w świetle obecnych przepisów nie jest możliwe np. bezpośrednie dofinansowanie polonijnego zespołu folklorystycznego z Kanady, polskiego stowarzyszenia kulturalnego z Litwy czy dzieci z ubogich polonijnych rodzin na Ukrainie. Do konkursu o środki przystąpić mogą tylko polskie organizacje i stowarzyszenia które w porozumieniu z partnerem (lub partnerami) polonijnymi chcą zrealizować jakiś projekt. 

Sam fakt przeniesienia tych środków z MSZ z powrotem do Senatu nie rozwiązuje więc dotychczasowego problemu, czyli alternatywy między "solidnym rozliczaniem" a "wartością projektu". Bardzo często bowiem podmioty realizujące najbardziej wartościowe projekty - np. kolonie dla dzieci z ubogich rodzin w Polsce, stypendia dla zdolnej młodzieży polonijnej ze Wschodu etc. - przedstawiały do konkursu wnioski kiepsko przygotowane pod względem rozliczeń finansowych. Z drugiej jednak strony do konkursów przystępowały profesjonalne ngosy (organizacje pozarządowe), których wnioski były nienaganne pod względem finansowym, natomiast mało użyteczne z punktu widzenia potrzeb samej Polonii. W skrajnych przypadkach partner polonijny był brany "z łapanki", byle tylko był pretekst do wydania środków, przy czym głównym beneficjentem była de facto organizacja pozarządowa która hojnie się wynagradzała za jego obsługę.

Mam nadzieję, że nowa komisja konkursowa powołana przez Senat poradzi sobie z tą trudną alternatywą. W moim odczuciu nie ma niestety innego wyjścia, jak premiować wnioski całkowicie przejrzyste pod względem finansowym. Dawanie komuś środków "za zasługi" prowadzi bowiem do patologii i zwyczajnie rozleniwia.

Z drugiej strony cieszy deklaracja Marszałka, który chce dążyć do wydłużenia czasu realizacji projektów. Moim zdaniem zupełnie bez sensu jest 2-letni okres konkursowy choćby w przypadku projektów edukacyjnych - jeśli np. mamy szkołę specjalizującą się w kształceniu młodzieży polonijnej w Polsce, to powinna mieć ona - w razie wygrania konkursu - gwarancję do zakończenia pełnego cyklu edukacyjnego danego rocznika (a więc min. 3 lata).

Trzeci punkt jest najdelikatniejszy i najbardziej kontrowersyjny. Niemniej nie widzę innego wyjścia - konieczne jest przeorientowanie się na Zachód i nowe środowiska emigracyjne w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Holandii. Obecnie nadal główny nacisk kładziony jest na Wschód - w tym głównie Litwę i Ukrainę, w mniejszym stopniu (z uwagi na napięcia polityczne) - Białoruś. Wynika to nie tylko z trudnej sytuacji finansowej środowisk polonijnych w tych krajach, ale także z potrzeby zadośćuczynienia za lata PRL, gdy z oczywistych względów kontaktów nie było. Jednak w obecnej sytuacji potencjał polonijny tych środowisk jest znacznie mniejszy. Tymczasem w nowych środowiskach polskiej emigracji potrzebna jest budowa instytucji, które mocniej zwiążą tych ludzi z Polską. Chodzi nie tylko o kluczowe w tym przypadku szkoły weekendowe dla dzieci emigrantów, ale także wspieranie działalności kulturalnej (np. kluby filnowe, teatry polonijne, zespoły folklorystyczne) czy sportowej (np. polonijne turnieje sportowe organizowane w Polsce). Za 10-15 lat dzieci poakcesyjnych migrantów (już urodzone poza Polską) wejdą w wiek dorosły, co daje nadzieje na to że przyjadą na studia do Polski. To olbrzymia grupa, potencjalnie nawet kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie. Ale czymś ich trzeba do tych studiów w Polsce zachęcić. Jeśli nie zainwestujemy w tych ludzi teraz, utracimy ich definitywnie.

Tak więc przed rządem PiS kluczowe kilka lat, w których również należy podjąć działania na rzecz wsparcia i aktywizacji polskiej diaspory w Europie Zachodniej. Do tego oczywiście potrzebne są pieniądze, ale pieniądze wydane w sposób przemyślany.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale