Blog
Bez dekretu
Aleksander Ścios
600 obserwujących 693 notki 3851194 odsłony
Aleksander Ścios, 27 grudnia 2009 r.

SKAZANY PRZEZ III RP – RZECZ O PUŁKOWNIKU (1)

 

Są w najnowszej historii Polski postaci, których III RP nigdy nie uzna za heroiczne i nie przydzieli im miejsca w panteonie narodowych bohaterów. Niezależnie – kto i w jakiej konfiguracji rządzi państwem, powstałym na mocy porozumienia „okrągłego stołu” – te postaci pozostaną w cieniu, a ich czyny będą skazane na zapomnienie i przemilczenie.

Nie może być inaczej, bo państwo zbudowane na sojuszu ze zdrajcami musi bać się każdej, autentycznej wielkości – głównie dlatego, że obnaża ona zaprzaństwo i nędzę tych, którzy państwo to utworzyli.

Jak w żadnym innym przypadku, stosunek III RP wobec postaci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego jest dowodem, że państwo to stanowi kontynuację PRL-u, a ludzie je tworzący – nawet po śmierci pułkownika, odczuwają strach przed przyznaniem mu godnego miejsca w polskiej historii. Podobnie - jak istnieje milcząca „zmowa elit”, w sprawie wyjaśnienia okoliczności mordu na księdzu Jerzym, – tak w przypadku pułkownika Kuklińskiego mamy do czynienia  z systemowym  dezawuowaniem  tej postaci. Mają w tym udział wszyscy beneficjanci III RP – począwszy od partyjnej nomenklatury i ludzi policji politycznej, po koncesjonowaną opozycję i hierarchów Kościoła. Miano postaci „kontrowersyjnej” jest, w przypadku pułkownika najmniej obraźliwym epitetem.

Gdybyśmy chcieli dociec przyczyn tego stosunku, trzeba wskazać kilka istotnych przesłanek. Najważniejsza wydaje się ta, iż działalność pułkownika Kuklińskiego dowiodła prawdziwej roli ludzi takich jak Jaruzelski czy Kiszczak i pozwoliła zrozumieć, czym naprawdę był twór zwany PRL –em. To jedna z fundamentalnych kwestii, o których twórcy III RP nie zechcieli poinformować Polaków.

Jedna z naczelnych zasad naszej doktryny operacyjnej stał się pogląd, że broń jądrowo –rakietowa jest obecnie głównym środkiem rozwiązywania zadań... W przyszłej wojnie światowej walka toczyć się będzie w sensie politycznym o istnienie lub nieistnienie jednego ze światowych systemów społecznych...”.

Taką zasadę głosiła „Doktryna Obronna Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”, a faktycznie doktryna wojenna Układu Warszawskiego - supertajny dokument przeznaczony jedynie dla wąskiej grupy kilkunastu generałów. W rzeczywistości – nie była ani obronna, ani polska, podobnie jak cały tzw. Układ Warszawski, którego dowództwo składało się bez wyjątku z sowieckich marszałków i generałów, a siedzibą była Moskwa. 

Szczegóły planów nuklearyzacji Polski znalazły się m.in. wśród materiałów, które dostarczył Amerykanom pułkownik Ryszard Kukliński. Jako szef Oddziału Planowania Obronno-Startegicznego w Sztabie Generalnym WP, Kukliński miał wgląd w strategiczne plany Układu Warszawskiego. Znał dyslokację wojsk i trasy ich przemarszu, przez jego ręce przechodziło mnóstwo dokumentów, a resztę potrafił sobie sam dopowiedzieć.

Dariusz Jabłoński – twórca filmu „Gry wojenne”, w rozmowie z niezależną.pl przypomniał, że 1979 roku wszystkie kraje Układu Warszawskiego przyjęły statut na wypadek wojny. Dokument ten stanowił, że w wypadku konfliktu dowództwo przechodzi w ręce dowódcy Zjednoczonych Sił Zbrojnych, którym był trzeci wiceminister obrony narodowej ZSRR.

Polskim” frontem działań byłaby Dania i Hanower. Generałowie polscy dostaliby koperty z Moskwy i musieliby wykonywać rozkazy, niezależnie od swoich chęci i poglądów. Połowa polskiej armii poszłaby w pierwszym rzucie na świetnie uzbrojone Niemcy Zachodnie i Danię – pamiętajmy, że były tam m.in. pasy min jądrowych – straty byłyby kolosalne. Druga połowa zginęłaby na terenie kraju w odwetowych nuklearnych atakach amerykańskich, próbując osłonić drugi rzut Armii Czerwonej przechodzący przez Polskę. A razem z nimi miliony Polaków-cywili.” –twierdzi Jabłoński.

„Celem ataku byłby ten drugi rzut wojsk radzieckich poruszający się na terenie Polski. Układ Warszawski zakładał, a Amerykanie zdawali sobie z tego sprawę, że przez Polskę ruszy na zachód masa wojsk i sprzętu - milion pojazdów i dwa miliony ludzi. Nawet, jeśli nie byliby dobrze wyszkoleni, to ich masa byłaby przerażająca. Szliby przez Polskę 26 wytyczonymi trasami. Amerykanie wiedzieli, że muszą ich zatrzymać. Najlepiej w miejscu powstawania zatorów – czyli na przeprawach mostowych. Cel osiągnięto by, bombardując miasta położone nad Wisłą i Odrą... Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław... Wszystkie główne polskie miasta poszłyby z dymem, a właściwie wyparowałyby.”

Informacje te oznaczają, że polskie dowództwo ludowej armii świadomie akceptowało fakt, iż Sowieci skazali Polskę na zagładę, a Polaków na fizyczną eksterminację. Znaczyło to również, że wojska polskie miały walczyć poza granicami Polski i posuwając się do przodu, powinny dojść aż do Atlantyku. Równocześnie, w ciągu pierwszych trzech dni, na teren Polski miał wkroczyć drugi rzut sił Układu Warszawskiego - to jest ok. 2 mln żołnierzy Armii Czerwonej i kilkaset tysięcy czołgów i pojazdów opancerzonych.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Mail: bezdekretu@gmail.com 

....................

Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na „zdradę o świcie” i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu „niezastąpionych”. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

............... image

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • detoxic Mówiąc szczerze - nie interesuje mnie rzesza ujadaczy zadowolonych z mojego odejścia....
  • obiboknawlasnykoszt Proszę też tę drogę wskazywać innym :) Dziękuję Panu i pozdrawiam
  • obiboknawlasnykoszt Jest Pan wielce łaskawy z tą lampą, bo ja zostawiłbym ich w kompletnych...

Tematy w dziale