Ci, co lubią mieć rację, nie podejmują ryzyka związanego z prognozowaniem wydarzeń przyszłych i niepewnych, to jest wyników zawodów piłkarskich. Cały nieduński internet przewidywał pogrom i festiwal goli wpadających do jutlandzkiej bramki, a tu figa: Duńczycy przypomnieli sobie, że bywają dynamitem i mocno skomplikowali sytuację w tzw. grupie śmierci.
Ten dynamit póki co wywołuje eksplozje kontrolowane - reprezentacja Danii przestudiowała przed Euro przepisy gry w piłkę nożną, z których wynika, że celem zabawy jest strzelenie jednego gola więcej niż przeciwnik. Nadwyżkę sił chowa się na później. Holendrzy zostali wypunktowani w bokserskim znaczeniu tego słowa.
Wicemistrzostwo świata obliguje do gry na odpowiednim poziomie, ale jej nie zapewnia a priori. W sporcie każdy mecz trzeba rozgrywać od zera. Piłka nożna jest w dodatku sportem tak sprytnie pomyślanym, że obecność w zespole gwiazd drogich, sławnych i biegle posługujących się futbolówką sukcesu nie gwarantuje. Pomarańczowi pokazali dziś sporo błyskotliwych indywidualności, ale nie pokazali drużyny.
Drużyna, by osiągnąć sukces w mistrzostwach, musi spełnić jeszcze jeden warunek, poza samym istnieniem. Musi być ‘turniejowa’, czyli taka jak Duńczycy w 1992 roku, albo Czesi prawie zawsze w ME. Holendrzy muszą się sporo napracować, by taką właśnie drużynę stworzyć w ciągu najbliższych dni.
Czy w tym świetle Polacy mogą się wybić na ćwierćfinał? Biało-czerwoni dysponują wprawdzie dortmundzkim tercetem z aspiracjami do gwiazdorstwa, ale z niderlandzkim dream-teamem po 10 mln euro sztuka niewiele ma to wspólnego. W polskim zespole dominują gracze na arenie europejskiej anonimowi, raczej sierżanci niż generałowie i bardziej rzemieślnicy niż artyści, zdolni do zamęczenia przeciwników i widowni greckim stylem z 2004 roku, o ile im wystarczy sił na 90 minut, a nie 17 jak w meczu otwarcia.
Spotkanie z Rosją pokaże, co potrafi Smuda w dziedzinie piłkarskiej psychologii. Do wtorku musi on wytłumaczyć podopiecznym, że Sborna jest drużyną zza miedzy, a nie z kosmosu, i jej popisy wrocławskie zaistniały tylko dlatego, że Czesi na nie pozwolili. I że z każdym można wygrać.
O polskich piłkarzach mówi się czasem, że nie lubią występować w roli faworytów. Mecz z Rosją jest więc wymarzoną okazją do takiej gry, jaką Polacy podobno lubią. Na korzyść naszych przemawia też widownia - polska da z siebie wszystko, a rosyjska będzie zmęczona maszerowaniem przez miasto.
Nie napiszę, że Polacy mecz z Rosjanami wygrają, bo lubię mieć rację także po meczu. Zapewniam natomiast, że to spotkanie można wygrać, biorąc przykład z Duńczyków. Jak nie wygrać z Rosją - to nasi już wiedzą po meczu z Grekami. Uczenie się na błędach to przecież abecadło futbolu na poziomie ligi okręgowej, a nie jakiegoś tam Euro.
10.06.2012


Komentarze
Pokaż komentarze