ochocki ochocki
207
BLOG

Smuda goni Małysza

ochocki ochocki Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Nie wszyscy pamiętają, że polskim sportem narodowym skoki narciarskie zostały dopiero w momencie, kiedy zaistniał Małysz bijący resztę świata w stylu rzadko na skoczniach widywanym. Przed Małyszem każdy polski skoczek był nielotem i patałachem, a Fortuna kojarzył się z czarno-białym archiwalium, co do którego nie było wcale pewności, czy wydarzyło się naprawdę.

Z piłkarzami przez ostatnie 30 lat było podobnie. Nieliczne przebłyski formy drużyn klubowych, które zwykły odpadać z wszelkich możliwych rozgrywek pucharowych przed Bożym Narodzeniem, pojedyncze bramki strzelone na Wembley i nieustanna niemoc w grze o wielkie stawki przyzwyczaiły kibiców do myśli, że nasi nie potrafią, a może nawet nie chcą.

Ani mi się śni stawiać w jednym rzędzie piłkarzy Smudy z Małyszem, który miażdży ich przecież osobowością i przebiegiem kariery, a nawet osiągnięciami rajdowca samochodowego, co stanowi zaledwie relaksujące hobby mistrza, podczas gdy tamci w pocie czoła wykonują swój pierwotny zawód. Chodzi po prostu o to, że po raz pierwszy od chwili, gdy odwiesił na kołek korki Boniek, reprezentanci w piłce kopanej wykonują swój zawód tak porządnie, że powrócił ten znany dzięki Małyszowi dreszcz: nasi mogą wygrać. I cały świat to zobaczy!

Żeby ostudzić emocje, które już każą widzieć naszych w kijowskim finale 1 lipca: o wyjście z grupy wciąż jest piekielnie trudno, Czechom w spotkaniu z Polakami najprawdopodobniej wystarczy do awansu remis, a dla nas to znów mecz o wszystko, który trzeba wygrać. Tym razem jednak szanse gry w ćwierćfinale nie są iluzoryczne i nie ma już meczu o honor, który prześladował selekcjonerów od Engela, poprzez Janasa po Beenhakkera. Wszystko w rękach Smudy i jego drużyny - aż chce się kibicować.

Gdyby zastosować narciarską symbolikę do wyczynów biało-czerwonych na Euro, to oddali oni właśnie w pierwszej serii konkursu przyzwoity skok, plasujący ich w czołowej trzydziestce; jak daleko stąd do podium, wie arcymistrz Małysz, ale też muszą zdawać sobie sprawę nasi piłkarze, którzy atakują niedostępną dotychczas rundę pucharową mistrzostw z pozycji 62. w rankingu FIFA, w którym wyprzedzają nas Algieria, Walia, Libia, Honduras z Salwadorem, Sierra Leone i Jamajka.

Fakt, że oba zremisowane dotychczas mecze grupowe można było wygrać, łatwo podkreślać z głębi ustawionego przed telewizorem fotela. Kibic płaci za skonsumowane piwo i biało-czerwoną koszulkę, więc wymaga zwycięstw. Rozum podpowiada jednak, że Smuda dobrze wywiązuje się jak dotąd z powierzonego mu zadania. Polegało ono na tym, by nie powtórzyć błędów popełnionych przez wspomnianych już Engela, Janasa i Beenhakkera. Jeśli Polacy pokonają w sobotę Czechów, remisy z Grecją i Rosją uznane zostaną za zwycięskie, taktyczne i wkalkulowane, sam Smuda natomiast dostąpi miana najwybitniejszego trenera od czasu Piechniczka, który ostatnio w 1986 roku awansował dokądkolwiek z reprezentacją.

Doceńmy Smudę i wyrzeźbioną przez niego z trudem drużynę za to, że potrafili przyciągnąć na Stadion Narodowy i przed odbiorniki tłumy widzów skłonnych przeklinać i wychwalać ich popisy nie tylko w dotychczas obowiązującej konwencji, że Polak nie potrafi, a może nawet nie chce. Cieszmy się, że bodaj pierwszy raz od 30 lat chce i może. I podziwiajmy fenomen dyscypliny sportowej, która potrafi niezmiennie od dekad trwać na pozycji tej najważniejszej w kraju, w którym ostatni sukces piłkarski mogą pamiętać ludzie bez mała czterdziestoletni.

13.06.2012

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości