ochocki ochocki
323
BLOG

Igrzyska okiem tetryka - dzień 9

ochocki ochocki Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Usain 'ich bin ein Berlino' Bolt tym razem kompletnie bez formy: żeby wygrać o metr z resztą stawki, nie mógł sobie pozwolić na bieganie bokiem i pozowanie do zdjęć na 90. metrze. Rezultat: skromne 9.63 i jakiś tam rekord pocieszenia, tj. olimpijski.

* * *

Oscar Pistorius, dotąd kontrowersyjny ze swoimi protezami, ukończył półfinał 400 m na siódmej pozycji. To powinno na długo zawiesić dyskusję o tym, czy jego bieganie wśród zdrowych jest moralne i bezpieczne. Niech biega. Gołym okiem widać, że technologia nie daje mu przewagi nad pełnosprawnymi sportowcami, a przeciętne wyniki nie wywołają parcia na igrzyska tłumów kalek. Wszyscy wielcy humaniści chyba nawet obawiali się, że w odpowiedzi na sukcesy Pistoriusa zdrowi zaczną sobie obcinać kończyny, żeby móc biegać tak jak on, ale humaniści zawsze przesadzają.

* * *

Na zimowych igrzyskach w Salt Lake City, kilka miesięcy po ataku na WTC, widoczni byli na trasach narciarskich agenci chroniący ruch olimpijski przed terroryzmem; co kilkadziesiąt metrów stał - tyłem do biegaczy - ubrany na sportowo facet patrzący na zamarznięty las przez ciemne okulary. Angielska elegancja kazała poustawiać na trasie maratonu w Londynie umundurowane wojsko. Moro i czerwone berety skutecznie odstraszyły terrorystów. Gdyby ochroniarzy ubrać w mniej ostentacyjny strój bobbies, z pewnością doszłoby do masakry w imię Allaha.

* * *

A skoro mowa o moro: Odeta Moro-Figurska została odwołana z misji prowadzenia studia olimpijskiego pod wpływem krytyki ze strony internautów. Drżyjcie quasi-prezenterzy, skoro nawet żona Figurskiego nie jest nietykalna, to nikt nie jest. Oprócz, rzecz jasna, Kurzajewskiego.

* * *

Koniec kariery ogłosił Michael Phelps, zdobywca 22 medali olimpijskich (18 złotych, 2 srebrnych, 2 brązowych). Żeby nazbierać taki wór kruszcu nie wystarczy być zwycięzcą, ani killerem, ani herosem. Trzeba mieć płuca o pojemności 12 litrów i cierpieć na ADHD. Paavo Nurmi też nie chciał mówić i nie jadał mięsa, co czyni go większym od Phelpsa dziwakiem.

* * *

Trwa ogólnopolska wymiana opinii o upadku polskiego sportu olimpijskiego. Osobiście stoję na stanowisku, że nie ma już czegoś takiego, jak polski sport, są tylko poszczególni zawodnicy, osiągający sukcesy nie dzięki, lecz wbrew polityce związków i organizacji sportowych w kraju. Korzeniowski, Jędrzejczaki Małysz nie wywodzili się wszak z polskiej szkoły chodu, pływania ani skoków narciarskich, ani powstania takowych swoimi osiągnięciami nie wywołali.

Mądry Samuel Hamilton w powieści Johna Steinbecka "Na wschód od Edenu" podał receptę na uzdrowienie polskich związków sportowych: Dawno temu nauczyłem się, co następuje: jeżeli pies zeżre strychninę i już ma zdechnąć, trzeba wziąć siekierę i zanieść go na pień. Potem powinno się zaczekać na następny skurcz i w tejże chwili odrąbać psu ogon. I wówczas, jeżeli trucizna nie rozeszła się zanadto, pies może wyzdrowieć. Szok bólu czasem przeciwdziała truciźnie. Bez tego szoku pies z całą pewnością zdechnie.

* * *

Czym się różni Polska od Norwegii? W klasyfikacji medalowej Norwegów wyprzedzamy, ale ich jest 5 milionów, a nas bez mała 40. Poza tym Norweg na nartach to tak jak Brazylijczyk z piłką u nogi, więc letnie igrzyska są dla nich tym, czym dla nas zimowe. Dlaczego się uczepiłem tej biednej Norwegii (trzecie najbogatsze państwo świata wg PKB per capita)?

Kiedy reprezentujący Norwegię Bartosz Piasecki zdobył srebro w szpadzie, wśród fiordów wybuchło szaleństwo. Uczniowie szkoły, w której Piasecki jest matematykiem, zadeklarowali chęć uprawiania szermierki, a sam nauczyciel stał się niemal bożyszczem. Niewykluczone, że za 16 lat kolejny Norweg stanie na podium igrzysk i opowie w wywiadzie, że do uprawiania sportu natchnął go w 2012 roku srebrny medal Piaseckiego. To może być nawet któryś z jego własnych uczniów, Norwegia to niewielki kraj, w którym wszyscy się znają.

W Polsce po dwóch złotych medalach w rzucie młotem w Sydney Szymon Ziółkowski opowiadał, że jedyny efekt wzmożonej popularności tego sportu był taki, że zginęło im w klubie kilka młotów. Kibice wzięli na pamiątkę.

Jeszcze jedno porównanie: Polska i Hiszpania. Wspomnienie osobiste - mecz piłki nożnej rozegrany w 1998 roku na campingu pod Tarragoną. Piłka nożna jest w rozważaniach o sporcie tylko oczywistym przykładem różnic między możliwościami młodzieży obu narodów. Młodzież dobrała się przypadkowo - polska przyjechała na wakacyjny obóz, podczas którego zajmowała się na ogół piciem piwa, hiszpańska też stanowiła zlepek przypadkowo poznanych turystów. Nie wiem co pili Hiszpanie, ale na campingowym klepisku z dwiema bramkami do piłki ręcznej - boisko wypisz wymaluj z naszej ery przedorlikowej - ograli nas w pierwszej połowie 9:0, a w drugiej przestaliśmy już liczyć.

Żaden z tych Hiszpanów nie był piłkarzem, ani sportowcem. Nie byli ani starsi, ani więksi. Byli tylko o kilka klas lepsi w zwyczajnym kopaniu piłki. Jeśli takie porównanie przemnożyć przez miliony ludzi kopiących, skaczących, pływających i walczących wręcz, wychodzi zarys tego, co nazywamy poziomem sportu w danym kraju.

5.08.2012

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości