124 obserwujących
836 notek
1089k odsłon
  1554   0

Zwijanie państwa? To wciąż się zdarza

Brzegi na Podhalu. Fot. Archiwum autora. Prawa autorskie zastrzeżone
Brzegi na Podhalu. Fot. Archiwum autora. Prawa autorskie zastrzeżone

Walka z zanieczyszczeniem powietrza będzie się toczyła głównie na papierze, jeśli w poszczególnych regionach kraju komunikacja publiczna nadal będzie się rozpadała, a największy wpływ na planowanie przestrzenne zyskają deweloperzy. PiS nie powinien popełniać błędów elity III RP.

Niepokojące wieści dobiegają z Mazowsza. Grupa Mobilis ogłosiła likwidację trzech spółek PKS‑u: w Ciechanowie, Ostrołęce i Mińsku Mazowieckim. A przecież w 2017 r. na terenie województwa mazowieckiego zlikwidowano kilkaset kursów PKS‑u. Sytuacja niestety jeszcze się pogorszy. Na początku lipca niektóre gminy (Opinogóra Górna, Regimin, Troszyn, Lelis, Zawady, Cisówka i Starogród) zostaną całkowicie pozbawione komunikacji autobusowej.

Mazowsze bez autobusów

To oznacza, że lokalne społeczności stracą mniej lub bardziej dogodny dojazd do pracy, instytucji publicznych, banków. Jak zwykle najbardziej ucierpią ci starsi oraz ubożsi, którzy i tak muszą odczekać swoje w kolejkach do lekarza, mają coraz dalej na pocztę czy do urzędu. Pracę stracą też kierowcy, pracownice obsługi, mechanicy. Kto będzie mógł, ten rad nierad przesiądzie się do samochodu. Ale przecież nie wszyscy mogą prowadzić! Czyli: znów większe korki, więcej spalin, jeszcze dłuższe podróże z domu do pracy i z pracy do domu. To zdumiewające, w jakie tarapaty wpakowaliśmy się przez kilka dekad wolnego państwa, biorąc za dobrą monetę kilka ultraliberalnych sloganów, łącznie z tymi dotyczącymi transportu.

Efektywna komunikacja publiczna, także ta autobusowa, oparta na przemyślanych działaniach samorządów i władz centralnych, potrzebna jest także po to, żeby zapobiec negatywnym społecznym konsekwencjom działania prywatnych firm. Zagraniczny Mobilis likwiduje połączenia, bo tak mu podpowiada rachunek finansowy. Polski prywaciarz zrobiły zresztą to samo. Możemy w tej kwestii zapomnieć o jakiejkolwiek społecznej odpowiedzialności biznesu. Instytucje publiczne powinny jednak kierować się dobrem lokalnych społeczności, logiką inną niż ekonomiczna. Tak się jednak często w Polsce nie dzieje. Znaczną część PKS-ów już przed laty oddano w ręce zagranicznych firm. W imię znanej z dziejów III RP ideologii, że prywatne zawsze jest lepsze.

Jak upadały PKS-y?

Właśnie się okazuje, jak to w praktyce wygląda: na mapie Polski powstają kolejne komunikacyjne białe plamy. I żeby było jasne – przerzucanie transportu zbiorowego do prywatnych samochodów to nie jest cywilizacja. To parodia zachodnich wzorców, i to sprzed wielu dekad. O tyle bardziej szkodliwa, że upadek komunikacji publicznej to nie tylko jeszcze bardziej zatrute powietrze, ale też problemy z mobilnością społeczną. A poszczególne gminy i samorządy potrzebują jej dla prawidłowego gospodarczego funkcjonowania.

Na marginesie: tereny starych dworców autobusowych są smacznym kąskiem nie tylko dla deweloperów. Biedronka w Świeciu zlokalizowana jest w budynku dawnego dworca autobusowego. Nadal widnieje na nim napis „dworzec autobusowy”, ale w środku nie ma już dyspozytorni, kas biletowych ani poczekalni. Wiaty znajdują się na zewnątrz – informuje portal Money.pl. Firma, korzystając z pewnych zapisów w nowej ustawie o ograniczeniu handlu, otwarła swoje podwoje w niedzielę niehandlową. Zdaniem związkowców to szyderstwo z prawa. Ale cóż, kary za ewentualne łamanie takich przepisów, czyli 100 tys. zł, są raczej mało dotkliwe dla potentatów w rodzaju Jeronimo Martins Polska. Może gdyby ustawodawcy zdecydowali się porządnie podnieść kary finansowe za jawne robienie sobie kpin z państwa, to jedna czy druga firma zastanowiłaby się dwa razy, czy warto igrać z ogniem.

Mniej autobusów, więcej korków

Łatwo przyszło zniszczyć zaufanie potencjalnych pasażerów do PKS-ów. Nie tylko na Mazowszu, ale także w całej Polsce. To właśnie brak zaufania, że przewoźnik jest w stanie zapewnić sensowną, długoterminową, względnie cywilizowaną ofertę, powodował, że mieszkańcy danej okolicy – nawet kosztem zwiększonych wydatków i większego nakładu czasu – decydowali się na prywatny transport. Ludzie nierzadko przesiadali się do samochodów nie dlatego, że im się to bardziej opłacało, ale dlatego, że poobcinane kursy autobusowe nie spełniały wymogów. Brak wieczornych i późnowieczornych kursów, obcinanie końcówek, wyrzucanie z kursów małych miejscowości burzyło transport autobusowy.

Nawet jeśli w miejsce publicznego przewoźnika pojawiał się prywatny bus, to z reguły okazywało się, że kursy zależą od jego widzimisię, jest ciasno (więc nie zawsze wszyscy się mieszczą), a przede wszystkim: obsługiwane są jedynie te trasy, które z pewnością przyniosą dochód. Ponieważ w związku z szerokim rozpadem komunikacji publicznej ludzie lawinowo przerzucali się na tanie auta, to niejedna trasa, przez lata dochodowa, z czasem ulegała wygaszeniu. Skutki społeczne, komunikacyjne i drogowe oglądamy dziś wszyscy na własne oczy. Nie przestaje mnie zdumiewać, że w kraju, w którym duża część klasy politycznej odwołuje się do konserwatyzmu, pozwolono na taką dewastację ładu przestrzennego i stworzenie tak nieprzyjaznych warunków społecznych dla zwykłych polskich rodzin.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka