124 obserwujących
836 notek
1089k odsłon
  924   0

Polityka społeczna - fundament sukcesu PiS-u

Ostatnie sondażowe zawirowania pokazują, że w polityce nie obowiązuje nic takiego jak dług wdzięczności społeczeństwa wobec polityków. Musi się z tym liczyć również partia rządząca, która jakby ostatnio zapomina o źródłach swojej popularności.

Niezależnie od wszelkich możliwych niedoskonałości sondaży politycznych przywykliśmy traktować je jako istotny probierz nastrojów społecznych. Pierwsze dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości dawały chyba wszystkim zwolennikom dobrej zmiany poczucie sondażowego bezpieczeństwa. Więcej, najlepsze sondaże mogły wręcz wprawiać w euforię. Pewnego rodzaju remedium na tę sytuację były gorące nieraz spory między różnorakimi środowiskami sprzyjającymi rządzącej obecnie partii. Aktywiści społeczni wspierający tę władzę (na czele z klubami „Gazety Polskiej”), pro-PiS-owska inteligencja i klasa średnia, mniej zamożni zwolennicy rządu Beaty Szydło, ludzie wierzący i osoby niewierzące, akceptujące konserwatywny kanon wartości, nigdy nie stanowili światopoglądowego monolitu. 

Stare pianino totalnej opozycji

Więcej: niejednokrotnie przez te dwa lata widoczna była rozbieżność interesów i oczekiwań wśród sympatyków partii rządzącej. Świetnie pokazywały to choćby spory wokół „lex Szyszko” albo dyskusje pro PiSowskich liberałów z pro-PiS-owskimi etatystami. Totalna opozycja chciała w nich wszystkich widzieć jednolitą, ślepo posłuszną partii masę. Ale to nigdy nie była prawda – siłą PiS-u była zdolność gry na różnych fortepianach, gdy totalna opozycja wciąż waliła w ten sam klawisz rozklekotanego medialnego pianina – tracąc kolejnych słuchaczy. Grzegorz Schetyna i Mateusz Kijowski, Ryszard Petru i Katarzyna Lubnauer – zgrali do cna swój niegdysiejszy szlagier o złym populistycznym PiS-ie i dobrej liberalnej elicie wywodzącej się z szeregów beneficjentów transformacji.

Sondażowe zawirowania ostatniego czasu każą na nowo przeanalizować sytuację. Podstawowym problemem obecnej władzy – jak zresztą każdej funkcjonującej w demokratycznym świecie wyborów parlamentarnych, prezydenckich, samorządowych – jest poczucie, że należy zrealizować jak najwięcej obietnic w jak najkrótszym czasie. Dojmującym wyzwaniem dla demokratycznego rządu (odstawmy na bok bajki o autorytaryzmie PiS-u) jest pogodzenie szybkich reform z długim trwaniem państwa i konieczną powolnością zmian: nie tylko w kontekście ich wdrażania, ale analizy chcianych i niechcianych efektów. Niestety, w czasach, gdy wymierny polityczny skutek liczy się w bieżących nastrojach społecznych, każda zmiana przypomina skok na główkę z zamkniętymi oczyma do nieznanej wody. A politycy nie mogą sobie pozwolić na grzech zaniechania – przynajmniej w kwestiach, których realizację wielokrotnie obiecywali swoim wyborcom. 

Sukcesy i porażki PiS-u

Pierwsze dwa lata rządów PiS-u przyniosły realizację sztandarowej obietnicy. Błyskawicznie wdrożony program Rodzina 500+ okazał się nadspodziewanie udany: sukces społeczny przełożył się na wizerunkowy; struktury państwa okazały się na tyle sprawne, że z realizacją nie było większych kłopotów. Co więcej, opozycja przegrała, próbując ośmieszyć i zdyskredytować ten projekt. Z dużym prawdopodobieństwem, gdyby nie powodzenie 500+, PiS miałby znacznie większe problemy z opozycją – szczególnie przy okazji pierwszego czarnego protestu i konfliktów wokół reformy sądownictwa. Wtedy faktycznie zawrzało – ale nastroje społeczne wciąż były zdecydowanie po stronie władzy. Nawet jeśli nie było to jawne wsparcie, to kompletna obojętność dużej części społeczeństwa wobec opozycji stworzyła potężny polityczny i sondażowy zderzak.

Rząd Mateusza Morawieckiego miał powtórzyć błyskawiczne sukcesy ekipy Beaty Szydło w innych dziedzinach. To się jednak nie udało. W odróżnieniu od wielu krytyków nie uważam tego za wynik nieudolności nowego gabinetu. Rzecz w tym, że program 500+ właściwie nie miał prawa się nie udać, gdyż – wbrew liberalnym mędrkom – zbyt wiele czynników działało na jego korzyść. Rząd Morawieckiego zderzył się z kolei z silnymi ograniczeniami zewnętrznymi: ostra gra ze strony Izraela w sprawie nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej zapoczątkowała serię niefortunnych wydarzeń, które przypomniały nam, że państwo polskie w wielu wymiarach jest wciąż dość słabą strukturą. Raptem się okazało, że obietnice złożone przez władzę to jedno, a ich realizacja to drugie. Im więcej obiecywali, choćby w kwestiach polityki historycznej, nie tylko politycy partii rządzącej, ale również ludzie z ideowego zaplecza PiS-u, tym gorzej zaczęły wyglądać rezultaty. Nikt nie lubi, gdy mu obiecują złote góry, a dostaje figę z makiem. Tym bardziej że w tle tych niesnasek zaczęły się pojawiać coraz większe pieniądze wydawane przez beneficjentów dobrej zmiany, którzy już dziś – także w oczach elektoratu partii – uchodzą za nową, nie zawsze kompetentną elitę. 

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka