124 obserwujących
836 notek
1089k odsłon
  1975   0

Pierwszy śledczy transformacji. Rzecz o Jacku Tittenbrunie

Opisy prof. Tittenbruna są precyzyjne – poszczególnie stronice „Z deszczu pod rynnę” nadawałyby się nie tylko na źródło krótkich felietonów, ale całych reportaży. Zdaniem naukowca skala finansowego drenażu instytucji publicznych przez PZPR tylko od końca epoki Gierka do początków transformacji jest niewyobrażalnie wysoka: „Gdyby podsumować długi [PZPR] wobec państwowego ubezpieczyciela, dodać odsetki za zwłokę i straty budżetu z tytułu ulg i pożyczek, powstałaby astronomiczna suma przekraczająca majątek, jaki PZPR kiedykolwiek zgromadziła”. I o tym też trzeba pamiętać, gdy przyjdzie do rozważań, dlaczego w III RP brakowało pieniędzy na politykę państwa, w tym politykę społeczną, amortyzującą społeczne koszty transformacji. Za powodzenie pasożytniczej postkomunistycznej formacji zapłaciliśmy u progu III RP olbrzymie frycowe.

Czerwone światło dla polskiej gospodarki

W 2018 r. nawet w liberalnych mediach wolno mówić o niekorzystnych z punktu widzenia rozwoju Polski elementach transformacji. Ale jeszcze dekadę temu nie tylko liberałowie, ale też niemała część około-AWS-owskiej prawicy wolała o tym zbyt wiele nie dyskutować. Ultraliberalne dogmaty narzucały wiarę, że kapitał nie ma narodowości i właściwie wszystko jedno, jakie podmioty rządzą gospodarką na obszarze danego kraju. Czy faktycznie? Profesor Tittenbrun skrupulatnie analizował choćby niekorzystne dla Polski zjawiska związane z wyprzedażą banków.

Instytucje finansowe, które przechodziły w ręce zachodniego kapitału, traciły zainteresowanie kredytowaniem polskiego przemysłu. To zresztą proces globalny: „Pod semaforem stoją te sektory gospodarki, które nie mają szans na uzyskanie kredytu, i te kraje, w których bank nie zamierza kredytować żadnych projektów. Wnioski kredytowe płynące z firm należących do sektorów zakazanych nie są na ogół w ogóle badane. […] W przypadku Polski do sektorów, dla których pali się czerwone światło, należą górnictwo węgla kamiennego i hutnictwo. Ponadto zagraniczni właściciele banków niechętnym okiem patrzą także na chemię ciężką i przemysł stoczniowy, co potwierdziły problemy z uzyskaniem kredytowania przez Stocznię Szczecińską”.

Elita beneficjentów transformacji nigdy nie uczci pamięci prof. Tittenbruna. Ale powinni go wspomnieć, niezależnie od poglądów, wszyscy, którzy rozumieją, że polskie przemiany to nie tylko sukcesy, ale przemilczane meandry prywatyzacji.



Tekst pierwotnie ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"

Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo