coryllus coryllus
313
BLOG

O prostych ludziach i prawdziwej naturze dementi

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 26

Będzie to opowieść o sprawach pozornie ze sobą niezwiązanych, w rzeczywistości jednak przylegających do siebie ściśle jak dwie polówki przekrojonego jabłka. Zacznijmy po kolei; w ostatnim czasie pojawiło się w salonie kilka notek i komentarzy kontrujących gorące, patriotyczne wypowiedzi niektórych znanych blogerów, na przykład FYM-a. Autorzy tych komentarzy, a także notek, czasami ostrożnie niezwykle, a czasami śmiało sugerują, że postawa na baczność z podniesioną głową i szablą nie licuje z dzisiejszymi „zwyczajnymi” czasami, że nie pora na takie gesty. Dlaczego?

Otóż dlatego, że prości, zwyczajni ludzie tego nie chcą – to po pierwsze. Po drugie zaś; romantyczna postawa się w naszej historii skompromitowała i trzeba ją porzucić na rzecz pozytywistycznej pracy u podstaw. Ora et colabora – ujmując rzecz jednym zdaniem.
 
Dlaczegóż nie mamy w godzinie próby podnosić się do pionu i chwytać w dłonie co tam kto ma pod ręką, tego nie wiem. Nie wiem także kim są owi prości ludzie. Popełniłem już nawet notkę na ten temat. Argumenty te – z pozoru słuszne i troszczące się o dobro maluczkich – są w istocie swej czymś innym niż się wydają.
 
Cóż powinniśmy czynić według tych salonowych miłośników pozytywizmu? Pracować, rzecz jasna, w pocie czoła, a praca nasza niech umacnia ojczyznę. Ci którzy się z tym nie zgadzają to warchoły i lenie, paniczyki, romantycy od siedmiu boleści i ósmego smutku. Praca, praca, praca codzienna – to jest ważne. Ludzie, którzy to piszą nie mają rzecz jasna pojęcia o pracy. Nie wiedzą ile praca kosztuje, jak daleko trzeba do niej jeździć, jak jest ogłupiająca i jak skutecznie zabija marzenia.
 
Praca w Polsce nie prowadzi bowiem do sukcesu. Prowadzi do jeszcze większego wysiłku i do klęski, która zaczyna się przeważnie chorobą. Wiadomo ile musimy płacić haraczu rozmaitym instytucjom, wiadomo ile kosztuje wynajęcie człowieka do wykonywania najprostszych czynności, wiadomo że urzędnicy każdego komu uda się zarobić kilkaset złotych więcej traktują, jak przestępcę. Wszystko to wiadomo, a jednak ciągle przywołują nas do porządku, ciągle krzyczą byśmy się nie stawiali romantycznie tylko pozytywistycznie pracowali. Pomijam milczeniem komizm tego rozróżnienia romatyzm-pozytywizm. A raczej idiotyzm nie komizm, no ale jeśli ktoś musi i ułatwia mu to komunikację, to cóż można poradzić.
 
Wszyscy, którzy pracują naprawdę, wiedzą czym jest ta wspominana ciągle ciężka, mozolna praca i nie do nich skierowane są argumenty salonowych pozytywistów, bo oni mają tej pracy po kokardę. Do kogo więc? Powiem wprost; do złodziei.
 
Salonowy pozytywista kieruje bowiem swój komunikat do człowieka, który nie podejmie realnie żadnego wysiłku, kieruje go do cwaniaczków, którzy myślą o tym – jak tu przeżyć jeszcze tydzień robiąc dobre wrażenie i nic poza tym. To im najbardziej podobają się głodne kawałki o ciężkiej pracy, bo to nie oni będą pracować. Salonowy pozytywista wie to, albo tylko przeczuwa, ale w jednym i drugim przypadku wykorzystuje. Wierzy bowiem, że w Polsce takich cwaniaczków i złodziei jest więcej niż ludzi pracujących naprawdę. Wierzy, bo tak mu podpowiadają jego codziennie doświadczenie wyniesione ze środowisk, w których przebywa, że takimi złodziejami i cwaniaczkami jest większość z nas.
 
Po wygłoszeniu tych swoich bredni, po pokonaniu tym żelaznym argumentem romantyków nawołujących do działania, idzie salonowy pozytywista na piwo, albo do koleżanki. Spełnił obowiązek – wyznaczył target, w który uwierzyć powinni się co słabsi użytkownicy i czytelnicy salonu. Uwierzył weń sam i przekonał wielu, że z takich ludzi składa się Polska. Mamy więc oto grupę ludzi, w których istnienie wierzymy i możemy obrabiać ich dalej.
 
Miejsce salonowego pozytywisty, który jest na piwie lub u koleżanki zajmują inni. Nazwijmy ich demencjuszami. Demencjusze produkują wątpliwości lub wprost obalają twierdzenia jakoby katastrofa prezydenckiego samolotu była w istocie zamachem na życie Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Demencjusze dwoją się i troją, a jest ich całe mnóstwo, zarówno wśród niebieskich, ja i czerwonych.
 
Budują oni piramidalne konstrukcje, które oblepiają następnie gliną słów wymieszaną z łajnem wątpliwości. Produkt bywa czasami przekonujący, jeśli trafimy na demencjusza biegłego w swym rzemiośle. Tak, jak pozytywiści zwracając się do prostych ludzi pracy przemawiali w rzeczywistości do złodziei i cwaniaków, tak demencjusze uspokajając nas i usypiając próbują robić w istocie coś innego. CO? Otóż oni próbują nas straszyć. Dlatego, że prawdziwa natura dementi to nie uspokojenie i wyjaśnienie tylko działanie na postrach.
 
Nikt normalny nie uwierzy przecież w to, że na Sri Lance nie ma epidemii ospy, po dementi rządu Sri Lanki. Co tam zresztą Sri Lanka i jej rząd. Są kraje, a w nich politycy, którym nie wolno wierzyć w nic. Absolutnie w nic. Nawet, jak mówią, że jest zła pogoda to należy to zweryfikować i sprawdzić czy czasem nie świeci słońce. W szczególności zaś nie wolno wierzyć w artykułowane przez tamtejszych polityków uspokojenia i dementi, wszystko to jest bowiem mówione na postrach. Uspokoić możemy się jedynie wtedy kiedy widzimy ich bezsilną wściekłość. Wtedy mamy pewność. Jaki mam dowód na to, że prawdziwą naturą dementi jest działanie na postrach? Ano taki; podobno najsłynniejsze dementi świata brzmiało; nieprawdą jest, jakoby pan Lumumba został zjedzony.
I to by było na tyle. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
 
Aha, jeszcze jeden wniosek, który jest tak oczywisty, że o nim zapomniałem. Oni – pozytywiści i demencjusze nie mają w rzeczywistości pojęcia kim jesteśmy i na co nas stać. Perorują do widm wytworzonych przez swoje pokręcone mózgi. Zdziwią się.
coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Polityka