Do tego by używać słowa pedał, a nie gej, homoseksualista czy jakiegoś jeszcze innego przekonał mnie pisarz Witkowski, który napisał kilka książek o pedałach i z lubością tam tego słowa używał. Sam twierdził iż także jest pedałem, ale wierzyć mu nie należy, bo potem próbował to odwoływać. Tak więc będzie o pedałach.
Przeczytałem dziś dwie informacje, które zmieniły me oblicze tak wyraźnie, że aż dzieci się zaniepokoiły. Nie chodziło bynajmniej o to, że zrobiłem się jakoś szczególnie smutny, o nie. Smutny jestem bowiem cały czas od tygodnia. Chodziło o to, że dziś po przeczytaniu tych dwóch informacji na twarz mą wpełzł blady uśmieszek złośliwości, który w brytyjskich filmach klasy B z lat sześćdziesiątych uchodził za oznakę mściwości. Dzieci to zauważyły i starsze się zaniepokoiło, czy czasem nie każę mu sprzątać pokoju, za to że za długo siedział na basenie. Nie kazałem. Siedziałem tylko i patrzyłem w monitor.
Przeczytałem bowiem najpierw, że do Polski przylecieć ma jakiś brytyjski polityk z partii konserwatywnej, zadeklarowany homoseksualista, który będzie przekonywał członków PiS, którzy w parlamencie europejskim są z nim w koalicji do tego, by nie obnosili się ze swoją homofobią. Nie starałem się nawet zapamiętać nazwiska tego pana, bo wobec jego empatii i wyczucia jest to po prostu zbyteczne. Do tekstu dołączone było jego zdjęcie, na którym uśmiechał się i emanował radością życia. Nie potrafię właściwie skomentować tego w żaden sensowny sposób, bo zwyczajna złośliwość jest tutaj całkowicie nie na miejscu i jedyną rozsądną odpowiedzią byłoby kopnięcie tego konserwatywnego pana pedała w dupę. No, ale on jest daleko i uczynić tego nie mogę.
Jego pojawienie się i misja związana jest rzecz jasna z wyborami w Wielkiej Brytanii, które odbędą się w maju i mają być ponoć bardzo brutalne. Tylko co mnie to obchodzi? Partia, do której przyjeżdża ów człowiek jest właśnie w tragicznej sytuacji, wielu jej prominentnych członków zginęło w katastrofie. A on przyjeżdża by mówić tym ludziom o homofobii i przekonywać ich, że geje to nic złego.
Potem przeczytałem drugą informację. Oto dwóch zatrudnionych w przemyśle rozrywkowym mężczyzn, którzy mieszkali razem gdzieś nad Loarą zostało zamordowanych przez sąsiadów. Ludzie ci najpierw dotkliwie pobili tych mężczyzn, a potem w przekonaniu, że ci są już martwi zakopali ich nad rzeką. Policja odnalazła zwłoki, a sekcja wykazała, że mężczyźni udusili się pod ziemią, ponieważ zakopano ich żywcem. Sprawcy zostaną skazani na dożywocie, ponieważ w UE nie można wykonać kary śmierci na ewidentnym patologicznym potworze, trzeba go trzymać w klatce, żeby było humanitarnie.
I znowu nie potrafię tego skomentować w jakiś uczciwy sposób. Mam więc do was prośbę, do Oranje albo do Toyaha, do kogoś kto dobrze mówi po angielsku. Zadzwońcie lub napiszcie do tego konserwatywnego pedała, żeby tu nie przyjeżdżał, bo czas nie po temu. Niech jedzie do Francji, niech ich przekona, że homoseksualizm to nic złego, niech im powie żeby nie zabijali gejów i nie zakopywali ich żywcem w ziemi bo jest to niehumanitarne. My już to wszystko wiemy, a w dodatku jesteśmy teraz pogrążeni w żalu. On zaś nad Sekwaną zbierze z pewnością więcej punktów niż u nas i będzie miał większą szansę w tych swoich wyborach. Zróbcie to, proszę…


Komentarze
Pokaż komentarze (21)