coryllus coryllus
230
BLOG

O gazetach, pytaniach i podziale Polski

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 29

Polska podzielona jest już od 20 lat, od czasu kiedy dominującą pozycję na rynków mediów uzyskała GW, od kiedy na rynku pojawiły się niemieckie wydawnictwa, od kiedy informacja stała się rozrywką. Tak więc opowieści, jakoby to PiS podzielił naród to kłamstwo perfidne wynikające z tego, że kolportujący je ludzie mylą naród z własnymi projekcjami na tegoż narodu temat lub po prostu kłamią specjalnie.

 

Od 20 lat w Polsce ukazują się lokalne i regionalne gazety Ich poziom bywa rozmaity. Nie mają owe periodyki przeważnie większych ambicji, nie chcą zmieniać świata i lansować postaw właściwych i najbardziej odpowiednich dla nowych czasów. Chcą jedynie informować. To właśnie, a nie co innego, odróżnia je od pism leżących stale w kioskach. Pisma lokalne i regionalne są pismami informacyjnymi, takimi jakimi w świecie są i  były wszystkie wydawane drukiem periodyki (w Polsce nie ma i nie było o tym mowy, rzecz jasna).

 

Jeśli porównamy zawartość pism wydawanych przez duże koncerny z tymi małymi, wydrukowanymi na słabym papierze, okaże się, że w tych pierwszych pojawia się nieprawdopodobnie dużo, w stosunku do deklarowanej misji, informacji o życiu płciowym. Treści takich nie ma z kolei w periodykach lokalnych, lub pojawiają się one tam sporadycznie. Każde za to lokalne pismo zawiera informacje dotyczące II wojny światowej. Mimo upływu lat lokalne społeczności w Polsce wciąż interesują się II wojną światową. Wciąż pisze się o pomordowanych przez Niemców i Rosjan bohaterach, wciąż przywołuje się ich pamięć i wciąż reporterzy spisują relacje z uroczystości przy ich mogiłach. Nikt się temu nie dziwi, nikt nie szydzi i nie śmieje się z tych dowodów na siłę wspólnot lokalnych. To ważne. Ważne, ponieważ świadczy o tym, że Polacy są wciąż narodem, ważne dlatego że na owych relacjach, wspomnieniach i rocznicach widać dokładnie jaką skalą zagrożeń operują Polacy, jakie pytania na przyszłość sobie zadają i czego się obawiają.

 

Otóż Polacy nie obawiają się konieczności wyjścia na ulicę dla zamanifestowania swoich poglądów, nie obawiają się mówienia głośno o tym co myślą i jakiej przyszłości dla kraju pragną. Polacy, w najciemniejszych zakamarkach duszy, zadają sobie bowiem jedno ważne pytanie. Pytanie owo wyrasta na glebie wspomnień wojennych przekazywanych przez starszych, na tych wyszydzanych po wielokroć rocznicach i wieczornicach, a brzmi ono – czy nas wymordują? Do tego przyzwyczaili nas nasi sąsiedzi, z którymi na szczęście mamy dziś  poprawne relacje. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który nie zadałby sobie takiego pytania. A odpowiedź na nie może być teraz tylko jedna – Nie! Nie wymordują nas.

 

Mogą tylko mówić, mogą odwlekać w czasie swoją klęskę, mogą próbować nas złamać manipulacjami wokół złotówki, mogą próbować nas spauperyzować. To mogą. Ale my możemy się przeciwko temu bronić. Ciągle jeszcze. Możemy na nich nie głosować, możemy, na przykład, przyjść na Plac Piłsudskiego 6 czerwca, możemy głosować według własnego sumienia. To wszystko możemy, bo nie mogą nas wymordować. Nie mogą nawet o tym pomyśleć. I nie myślą. Ale wielu z nas myśli i to właśnie, to najgłębiej skrywane pytanie jest jednocześnie granicą naszego poświęcenia dla sprawy. Nie wymordują nas. Będą mogli o tym pomyśleć dopiero wtedy kiedy będziemy biedni, po kolejnej reformie resortu finansów, kiedy będziemy głupi po kolejnej reformie edukacji, oraz podzieleni po kolejnym „zjednoczeniu” a la Gazeta Wyborcza. Dopiero wtedy będą mogli o tym pomyśleć. Nie wcześniej. Pamiętajcie o tym.

 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka