coryllus coryllus
632
BLOG

O obrazach albo Marsjanie atakują!

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 30

Film „Marsjanie atakują” uważam za najwybitniejsze dzieło kinematografii powojennej. Mądrość tego, prostego przecież obrazu, polega na tym, że opowiada on o przebiegłości politycznej i sile perswazji bezpośredniej. Oto na Ziemi lądują Marsjanie. Pokraczne stwory z łbami, jak wiadra i oczami jak denka od słoików. Zanim wylądowali dokładnie obejrzeli sobie Ziemian i wiedzą jaki jest ich najsłabszy punkt i jak ich pokonać. Otóż trzeba to zrobić stosując taką zasadę; obojętnie co robisz, masz przez cały czas pieprzyć o porozumieniu, miłości i przyjaźni międzygalaktycznej, a kiedy już ci uwierzą i wyciągną do ciebie rękę walisz w nich z lasera. I po Ptokach. Cała polityka. Marsjanie stosując tę zasadę doszli diablo daleko, prawie do samego Paryża i już, już wydawało się, że cała planeta stanie się ich własnością, a ludzie zostaną unicestwieni lub przerobieni na coś innego, kiedy niespodziewanie zupełnie ujawniła się największa słabość Marsjan. Bardzo gwałtownie reagowali na muzykę. Nie przypuszczali, że coś takiego może w ogóle istnieć, nie mieściło im się to w tych wielkich łbach. Najgorzej reagowali na stare, sentymentalne piosenki, na takie szlagiery. Po prostu łby im pękały. Ot tak. Wystarczyło puścić muzykę i całą armię Marsjan na miejscu szlag trafiał. Trzeba ich było potem elegancko pozbierać z pola i rzucić tucznikom. Ziemianie po raz kolejny zwyciężyli.

 
O tym, kto spośród nas jest Marsjaninem przekonać się możemy łatwo po tym, jaki jest jego stosunek do wizerunków osób publicznych. Nie wierzycie? Oto dowód. Dawno temu, kiedy jeszcze wierzyłem, że komunizm upadł, a ja sam lada chwila spełnię swoje marzenia o sławie i bogactwie, miałem przyjaciela. Człowiek ten nie żyje już od dawna, był dużo starszy ode mnie. Pokazał mi on kiedyś fotografię, którą otrzymał na wieczną rzeczy pamiątkę od samego prezydenta Wałęsy. Fotografia była wyjątkowa, tak wyjątkowa, że zapamiętałem ją na całe życie i obraz ten budzi mnie czasem w nocy, a potem długo nie mogę się uspokoić. Na zdjęciu była otoczona kwiatami trumna, w niej martwe, sine, okropnie sprofanowane – czego nie dało się ukryć – zwłoki księdza Jerzego Popiełuszki. Na odwrocie zdjęcia zaś był podpis; Lech Wałęsa. No i co? Nie mam racji?
 
Kiedy otworzyłem sobie dziś witrynę mojej ulubionej gazety, której nazwa jest dwuczłonowa, zauważyłem tam wywiad ze Stefanem Chwinem. Pan Chwin, który ujęty jest na fotografii z profilu, a podpisany – pisarz roku 2009 – opowiada o tym jakiego rodzaju doświadczeniem była dla Polaków żałoba po prezydencie. Otóż było to doświadczenie serialowe. Dlaczego? Ponieważ Polacy tak naprawdę prezydenta nie znali, nie wiedzieli jaki jest. Oni – ci Polacy – opłakiwali i opłakują jedynie wizerunek po prezydencie. Zaskoczyłem was, co? Zaraz będzie jeszcze śmieszniej. Nie chodzi bynajmniej Chwinowi o wizerunek Borubara Irasiada i sznurówek, który pracowicie budowały prezydentowi media przez pięć lat, ale o ten, który według Chwina – zaskakująco szybko wytworzył się w ciągu tygodnia przed pogrzebem. Tak, tak, właśnie o ten wizerunek chodzi. Chce nam bowiem powiedzieć pisarz roku 2009, że to co zobaczyliśmy przez ten tydzień to kłamstwo. Prawda zaś to tamto wcześniejsze z Irasiadem i Borubarem. Najlepsze jest jednak co innego – gazeta, o której mówię sprzedaje, ponoć, album ze zdjęciami prezydenta i jego żony, w którym nie ma irasiada, sznurówek i reklamówki. Jest za to mnóstwo ujęć, które mogliśmy oglądać w tym tygodniu przed pogrzebem. Nie spędza to pisarzowi roku 2009 snu z powiek, dalej pieprzy swoje o serialowej mentalności Polaków.
 
Spieszę więc donieść panu, panie Chwin, że laser który pan dzierży w dłoni już nie działa. Jest bezużyteczny. Gorzej – on może wystrzelić w pana kierunku. A jeśli to się nie stanie to puścimy starą piosenkę o małym rycerzu i łeb panu pęknie, jak tym Marsjanom w filmie.
coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka