Ponieważ czytelnicy jedna czekają, a tekst umieszczony po raz drugi został przez admnistracje usunięty, jak przypuszczam ze względu na wulgaryzmy, bo przecież nie na co innego, pozwalam sobie umieścić go ponownie, po przeróbkach i usunięciu brzydkich wyrazów. Pozdrawiam wszystkich admnistratorów serdecznie i obiecuję, że nie będę już przeklinał.
Niepokoje werbownika. Opowiadanie
Trwała właśnie szósta doroczna sesja poświęcona sukcesom służb, które to sukcesy polegały na coraz to głębszej i dokładniejszej inwigilacji ludności, trwało właśnie inauguracyjnie przemówienie generała Brzdąkały, trwało właśnie to wszystko, takie uroczyste i piękne, otoczone nimbem milczenia zebranych oficerów i smrodliwym zapachem dobywającym się spod pach mundurów, które wykonane zostały z jakiegoś badziewia miast z porządnego sukna, a wszystko po to, by szwagier generała Brzdąkały mógł za zarobione na tym przekręcie pieniądze kupić sobie willę na Mazurach, kiedy nagle otworzyły się drzwi.
W drzwiach zaś ukazała się głowa podinspektora Motyla, który scenicznym szeptem ryknął w stronę przemawiającego zwierzchnika – panie generale, ważna sprawa! Generał obejrzał się, potem zamilkł, potem jeszcze raz się obejrzał, potem, poprawiając na nosie swoje wielkie, pamiętające młodość Maryli Rodowicz okulary, powiedział – przepraszam panów bardzo. Następnie wyszedł. Na korytarzu wpadł w złość i już miał swoim zwyczajem ryknąć na podinspektora Motyla – co wy sobie Motyl, do ch…a, wyobrażacie – ale podinspektor uprzedził go wciskając w generalską dłoń zabindowany plik papierów z napisem „raport” na pierwszej stronie.
Generał zerknął na dokument, wypuścił nosem powietrze i powiedział – chodźmy. Poszli więc. Korytarz prowadził na pierwsze piętro, potem skręcał w prawo i kończył się przed obitymi skórą drzwiami za którymi znajdowała się tajna sala narad. W środku obaj oficerowie usiedli na wygodnych fotelach, a generał zaczął przerzucać trzymane w ręku papiery. W miarę jak je przeglądał jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona, a czoło coraz bardziej spocone. – To niemożliwe – mruczał – niemożliwe, przecież właśnie miałem mówić o naszych sukcesach, a to co…co to ma znaczyć? – Za który to jest miesiąc? – ryknął niespodziewanie podnosząc głowę znad kartek. – Za kwiecień – powiedział Motyl. – I co nikogo? – dopytywał się generał. –Nikogo - potwierdził podinspektor Motyl. – Ale przecież to niemożliwe?- głos generała załamał się nagle – mamy przecież najlepszych ludzi, wspaniałych chłopców, cudowne dziewczyny….no i w ogóle…- w głosie generała zabrzmiało w tym momencie coś dziecinnego.
Motyl popatrzył na zwierzchnika z politowaniem. Był niedawno awansowanym oficerem, o którym mawiało się, że jest spoza układu. Był to taki niewinny eufemizm, bo jak wszyscy wiemy ludzie spoza układu, po prostu w tym fachu nie istnieją. – Panie generale – rzekł Motyl – muszę panu to powiedzieć wprost – tu głos podinspektora zabrzmiał złowieszczo – przez wiele lat był pan oszukiwany. Generał poprawił okulary na nosie i popatrzył na Motyla tak, jakby widział przed sobą swoją ukochaną, a zmarłą dawno temu babcię. – Jak to oszukiwany? – zamruczał – przez kogo?- Przez mojego poprzednika – inspektora Wiącka – rzekł na to Motyl i głos mu zadrżał. - Wszystko było kłamstwem – dodał po chwili – wszystko; raporty, sukcesy, współpracownicy, agenci, wszystko. Generał patrzył i nic nie mówił. – Ale – rozpoczął w końcu – nasi cudowni chłopcy i wspaniałe dziewczyny…
- To głąby albo przechodzone zdziry – rzekł na to ze spokojem podinspektor Motyl – ten bałwan Wiącek zatrudniał samych znajomków, albo wybierał specjalnie jakichś niedorozwojów.
– No jak to - zaprotestował generał – przecież prowadziliśmy rekrutację wśród najzdolniejszych studentów, wszelkich wydziałów od budowy silników lotniczych po historię sztuki, Wiącek wybierał samych najzdolniejszych…- generał bezskutecznie próbował nadać swemu głosowi siłę. – Wiącek g…o się zna na ludziach – rzekł na to podinspektor i oczy mu zabłysły. – Ludzie, których zatrudnił to kabotyni, alkoholicy, osobowości narcystyczne albo w najlepszym wypadku istoty rozchwiane emocjonalnie. Nic nie potrafią. Nie zwerbowaliby pijanego sąsiada, którego żona zdradza z proboszczem lokalnej parafii, nie rozumieją o co w tym w ogóle chodzi.
Generał nie wierzył. Kręcił tylko głową i powtarzał –cudowni chłopcy, wspaniałe dziewczyny – albo odwrotnie – cudowne dziewczyny, wspaniali chłopcy.
– Potrzebujemy ludzi – ciągnął dalej podinspektor – ludzi, panie generale, nie durniów, nie złodziei – tu generał podniósł oczy do góry. Tak złodziei – ciągnął Motyl -bo każdy z nich bierze za darmo kupę szmalu, a nic nie robi, nie robi zaś, bo nic nie potrafi. W tej sekundzie Motyl odwrócił się na pięcie i włączył stojący za plecami generała komputer. Na ekranie ukazał się najpierw desktop z piaskami pustyni oświetlonymi blaskiem księżyca, a potem witryna znanej blogerskiej platformy.
– Niech pan patrzy – tu wskazał na pierwszy z brzegu tekst znajdujący się na samej górze – niech pan czyta. No i generał zaczął czytać. Czytał, czytał i czytał, aż w końcu zakrył sobie usta dłonią i wyszeptał – to jest k…a niemożliwe. A potem powtórzył to jeszcze kilka razy, by ryknąć wreszcie na całe gardło – gdzie jest Wiącek!!!!! Gdzie jest ta łachudra!!!!! Gdzie ten g….ny prowokator!!!! Motyl klepał go w tym czasie po pagonach i próbował posadzić z powrotem na fotelu. Bez skutku. – Błagam – szeptał generał – powiedzcie Motyl, utwierdźcie mnie na Boga jedynego, że oni tego nie piszą poważnie….błagam….Niestety nie miał podinspektor Motyl dobrych wieści dla swojego generała. – To wszystko idzie na żywo i całkiem serio panie generale – rzekł w zamyśleniu. Takich ludzi zwerbował panu Wiącek. Wie pan dokąd możemy z nimi zajść? – Wiem – odrzekł na to generał – możemy z nimi zajść do dupy i tam zaśpiewać. Podinspektor Motyl przytaknął tej celnej myśli. - No i poza tym – dodał jeszcze – przez cały kwiecień nikogo. – Jak go k…a własnymi rękami zamorduje – powiedział na koniec uspokojony już troszeczkę generał Brzdąkała.
Wszelkie zaistniałe w tym tekście podobieństwa do osób fizycznych bądź prawnych są przypadkowe i niezamierzone.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)