coryllus coryllus
232
BLOG

Na pokaz

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 70

Tekst ten dedykuję Ufce, poruszony tym co napisala na swoim blogu.

Kiedy zmarł mój ojciec byłem najmłodszym żałobnikiem w mojej rodzinie. Byłem także najmłodszym dzieckiem zmarłego. Tak to już jednak jest, że czasem najmłodsi muszą pamiętać o rzeczach najważniejszych. Nie musiałem organizować pogrzebu, nie musiałem opłacać nikogo ani niczego, bo jeszcze wtedy nie zarabiałem. Miałem tylko pojechać po ojca do kostnicy – tak się u nas mówiło poetycznie na prosektorium. Pojechałem. Pogadałem chwilę z tymi nieprawdopodobnymi ludźmi, którzy tam pracują, z tymi dziwadłami, które nie wiedzieć czemu trzymają się tej pracy, tak jakby nie mogli sobie znaleźć lepszej.
 
Kazałem ojca uczesać i poprawić mu garnitur, a potem załadować trumnę na żuka, którym kierował organista z naszego kościoła. Kiedy ruszyliśmy z powrotem okazało się, że organista musiał odebrać córkę z internatu w miasteczku po drodze, tak więc część podróży spędziłem obok kolebiącej się trumny z ciałem taty. Ludzie dziwnie zachowują się wobec zmarłych. Moje starsze rodzeństwo ma zwyczaj od tego uciekać, nie szukać żadnej nitki łączącej ich z tym ciałem, które już się nie porusza i nie mówi. Mam zupełnie inne nawyki, wychowywała mnie babcia, z którą, mały chłopiec przecież, chodziłem do domów umarłych, gdzie stare kobiety zbierały się, żeby śpiewać pieśni i odmawiać różaniec.
 
To było coś tak wstrząsającego i niezwykłego, że od tamtych czasów już nigdy nie bałem się zmarłych i nigdy od nich nie uciekałem. Kiedy zmarł mój dziadek czuwałem przy nim samotnie cały dzień, w zimnym pokoju poprawiając bez przerwy jego starą maciejówkę, którą trzymał w lodowatych dłoniach. Miałem 13 lat. Nie bałem się, ani nie czułem jakichś psychicznych oporów wobec zmarłego. Uważałem, że to się dziadkowi należało, przecież wychował mnie, nauczył wielu rzeczy i opowiedział tyle wspaniałych historii, że mogę teraz posiedzieć z nim te kilka godzin.
 
Ludzie za wszelką cenę, nie wszyscy, ale wielu, chcą przemienić ceremonię pogrzebową w coś innego, w coś infantylnego, w coś bez znaczenie. Oswajanie śmierci to zbyt trywialne określenie, chodzi raczej o to, by ktoś wyraźnie powiedział, że ta śmierć, to odejście ich samych nie dotyczy, a jeśli dotyczyć będzie to później, dużo później. Nie wiem czy jest coś co denerwuje mnie bardziej niż odbieranie powagi uroczystościom pogrzebowym. One są ze swej natury czymś na pokaz, czymś zorganizowanym po to, by w tym jednym szczególnym i wielkim dniu każdy mógł publicznie pokazać, że cierpi i łączy się w cierpieniu z tym zmarłym, którego już między nami nie ma, ale który był i przez to należy mu się pamięć i łza. Na pogrzebie ojca kazałem otworzyć trumnę. Były jakieś protesty, ale mój starszy brat mnie poparł. Otworzyliśmy wieko. Ludzie buchnęli płaczem, powstał taki lament, że nie sposób było tego zapomnieć. Trwało to króciutko, ale uważam, że był to moment ważny dla wszystkich, także dla tych którzy chcieli odeń uciec i byli zwolennikami „cywilizowanego i nowoczesnego” pogrzebu.
 
Nie mogę więc spokojnie słuchać tych idiotyzmów i żałobie po prezydencie noszonej w sercu, o dyskretnym przeżywaniu bólu. Nic takiego nie istnieje, a już na pewno nie w takiej chwili. Dyskretnie to można sobie przeżywać odejścia narzeczonej z innym kolegą, a nie śmierć kogoś bliskiego. Jak się okazało prezydent był bliski wielu osobom nie odbierajcie im więc tej jedynej możliwości okazania mu przywiązania i mówcie ludziom, jak długo mają płakać, żeby było dobrze. Nic bowiem o tym płakaniu nie wiecie, tak samo jak nie wiecie nic o śmierci. Ta żałoba będzie trwała długo, bardzo długo. I ci którzy jej nie chcą będą musieli się do tego przyzwyczaić.
coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (70)

Inne tematy w dziale Polityka