Nie pierwszy już raz zauważyłem, że redaktor Warzecha z nieprawdopodobną szybkością reaguje na wszelkie duże prowokacje konstruowane przez media sprzyjające postępowi, oświeceniu i szybszemu nadejściu lepszego jutra. W dodatku reaguje ów redaktor na te prowokacje dokładnie tak, jak to sobie ich konstruktorzy obmyśli w swoich mózgach. Tak właśnie. Najpierw daje redaktor wielki tytuł kontrujący prowokacyjną akcję a następnie w kilku niezwykle dynamicznych akapitach rozprawia się z samą akcją. Tak było dzisiaj przy okazji pojednania polsko-rosyjskiego na grobach. Całe szczęście, że tym razem chodziło o rosyjskie groby, a nie znowu o nasze. Po co redaktor Warzecha uchodzący za człowieka bystrego i rozgarniętego robi takie rzeczy? Nie mam pojęcia. Może ma jakiś zespół Aspergera, który każe mu dynamicznie reagować na każdy bodziec, albo coś podobnego. Trudno się zorientować nie znając redaktora osobiście. Cel tych reakcji, jeśli w ogóle jest, także jest trudny do rozpoznania. Może chodzi o to, by zwiększyć sobie klikalność na blogu? Raczej nie o to, żeby rzeczywiście przeciwstawić się tym prowokacjom.
244
BLOG
Pomysł, by palić światełka na grobach żołnierzy radzieckich może oczywiście znaleźć wielu zwolenników. Proszę bardzo, każdy kto ma na to ochotę może iść i takie światełko zapalić. Jeśli zaś ktoś ochoty nie ma, nie musi. Pojednanie to nie pierwszy maja za towarzysza Gierka, przymusu nie ma. Ja na przykład nie pójdę, ponieważ w maju, w Polsce nie pali się lampek na grobach. Robi się to w listopadzie. Wtedy na wszystkich radzieckich grobach, jak kraj długi i szeroki płoną lampki i nie potrzeba do tego żadnej narracji o pojednaniu. Polacy pamiętają o zmarłych i zapalając znicze na ich gromach rzadko zastanawiają się czy zmarły nie był czasem swołoczą i czy nie szkoda dla niego tej jednej zapałki. Zapalamy te znicze i już.
Jeśli oczywiście Andrzej Wajda czy ktoś z GW nie odwiedził w listopadzie żadnego cmentarza z grobami Rosjan może to sobie zrobić teraz i nawet się przy tym sfotografować. Cmentarze są wysprzątane przez służby miejskie, a nagrobki odmalowane. Jest tam czysto i spokojnie. Nie to co na miejscu katastrofy w Smoleńsku, gdzie ponoć miano zabezpieczyć wszystkie rzeczy po zmarłych, gdzie przekopano ziemię na metr, by odszukać wszystkie drobiazgi, jakie tam pozostały. No, ale trudno, co kraj to obyczaj. Pozwólmy im więc zapalić te światełka, a sami dajmy sobie swobodę decyzji i już. Błagam tylko o jedno; nie dyskutujmy już o tym, co ci martwi dziś żołnierze wyprawiali w wyzwalanej Polsce. Kiedy ktoś podejmuje bowiem temat obecności wojsk radzieckich w naszym kraju w roku 1944 i później i robi z zamiarem sprowokowania nas, oczekuje właśnie takich reakcji. Oczekuje, że podniesie się tysiąc głosów rozprawiających ze szczegółami o gwałtach i morderstwach, a szczególnie o gwałtach.
Przestępstwo to jest najbardziej upokarzającym czynem, jakiego może dopuścić się człowiek wobec innego człowieka. Ponieważ dotyczy ono sfery intymnej pojawia się pokusa – u osób, które nie zostały zgwałcone, które nie mają w rodzinie nikogo kto był zgwałcony – by potraktować je nieco ulgowo, a to z tego względu, że były to dawne dzieje, no i możemy dziś sobie o tym pogawędzić nieco luźniej, choć podkreślamy oczywiście tragizm tych wydarzeń. Chodzi jednak o sferę życia, która bywa przedmiotem żartów, więc nie napinamy się tylko mówimy o tym z lekkością i sarkazmem. Moim skromnym zdaniem takie zachowanie jest wprost upiorne. Jest nie do przyjęcia. Jeśli o mnie chodzi w ogóle bym o tym nie mówił. Pamiętał bym o tym zawsze, ale nie mówił. Wyciągałbym z tego konsekwencje tak długo i konsekwentnie, aż sami zrozumieliby o co chodzi, ale nie mówiłbym. Nie można poklepać po ramieniu zgwałconej kobiety i powiedzieć jej – hej było minęło. Nie można. I nie można o tym swobodnie i elegancko, siląc się na dowcip, opowiadać o tym w towarzystwie kobiet, bo to jest totalna pomyłka świadcząca o tym, że opowiadający nie rozumie ani swojej żony, ani matki, ani córki, ani żadnej z koleżanek. Że jest durniem po prostu.
Wywołanie takiej dyskusji, dyskusji o upokorzeniu ma na celu przywołanie tej traumy i wywołanie lęku. A taka dyskusja rodzi się sama, od razu, kiedy tylko ktoś wspomni o tych martwych żołnierzach. Upokorzeni biegną, jakby ich jakiś dzwon przywoływał i na wyprzódki opowiadają o swoim nieszczęściu. Nie mówicie tego. Tamci tylko na to czekają. Pamiętajcie, ale nie mówcie, bo wszyscy już o tym wiedzą i nikt wam z tego powodu nie będzie współczuł. Przeciwnie, wywołacie w sercach słuchaczy całą serię negatywnych emocji. Oni to robią specjalnie i wcale nie chodzi im o tych czerwonoarmistów tylko o was i wasze przerażone serca, które przy każdym takim wspominaniu próbują oswoić tę minioną traumę.
Coś jednak trzeba robić, maj to nie listopad i milczeć nie wypada, nie wypada także palić zniczy na grobach. Zbyt dużo ptaków jest na cmentarzach, które śpiewają poległym. W maju w Polsce ludzie modlą się przy kapliczkach i krzyżach przydrożnych. Modlą się i śpiewają. „Chwalcie łąki umajone” – o ile dobrze sobie przypominam.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)