Kiedy mój kolega się rozwodził zapytałem go co skłania człowieka do tak drastycznego kroku. Tak sobie myślałem właśnie – drastycznego – rozwód bowiem wydaje mi się czymś bardzo drastycznym. Odpowiedział mi bardzo prosto, tak że od razu zrozumiałem. Rzekł oto słowa takie, cytuję – nie mogę codziennie wracać do domu z roboty i zastanawiać się co też szanownej małżonce odpierdoli dzisiaj. Klarowny ten przekaz zapadł mi w serce głęboko i pozostał tam do dziś. Takie życie jest nie do wytrzymania, to koszmar. Człowiek pracuje, ma w miarę poukładane życie, tak przynajmniej sądzi, kiedy wychodzi z domu wszystko jest okej, a kiedy tam wraca zastaje piekło, bo okazało się, że przy śniadaniu kropla herbaty spadła na ulubioną serwetkę jego połowicy i ona tego nie może zapomnieć. Nigdy tego nie zapomni. Cóż robić kiedy takie historie powtarzają się codziennie lub co drugi dzień. No cóż trzeba wiać lub się odseparować. Jakiekolwiek próby nawiązania dialogu z osobą aż tak wrażliwą nie dadzą rezultatu, przeciwnie pogłębią konflikt, ponieważ z wrażliwymi ludźmi jest już tak, że dostrzegają oni przeważnie jedynie własną wrażliwość i jej chcą podporządkować wszystko i wszystkich.
286
BLOG
Dostrzegam wyraźne analogie pomiędzy tym moim kolegą i jego domową sytuacją, a obecną sytuacją Polski i Rosji. Wielu z nas o tym pewnie zapomniało, ale ja pamiętam. Kiedyś, dawno temu, w epoce przedkatastroficznej co jakiś czas pojawiały się głosy w tak zwanej rosyjskiej prasie niezależnej, które to głosy mówiły; Putin wam tego nie daruje, Putin wam tego nie daruje. I tak w kółko. Ja, przyznam się szczerze nie bardzo wiedziałem, czego ma nam nie darować Władimir Władymirowicz, bo przecież państwo nasze nie szykowało się na niego z niczym, a jedynie prowadziło w miarę niezależną politykę. Na tyle niezależną, na ile jest to możliwe w Unii. Okazało się, że tak nie można, że jest to owa kropla herbaty, która spada na ulubioną serwetkę. Koniec. Premier Rosji jest, jak wiadomo człowiekiem wrażliwym, a nawet bardzo wrażliwym, stąd też jego przeczulenie na naszym tle. Kiedy już to zrozumiemy i przetrawimy w sobie możemy spróbować się z ową wrażliwością zmierzyć. Możemy oczywiście starać się odgadywać myśli Władimira Władymirowicza i spełniać je zanim on sam nada im realny kształt. Wielu mężów postępuje w ten sposób wobec swoich apodyktycznych żon, ale kończą oni zwykle w wariatkowie o ile wręcz nie wieszają się w piwnicy. Znam takie przypadki. Możemy także udawać, że nie wiemy o co chodzi premierowi sąsiedniego kraju. Nie jest to jednak dobre wyjście, bo pan premier może nam zakomunikować swoje oczekiwania przez jakiegoś pośrednika w mundurze.
Cóż więc czynić? Człowiek nieobliczalny i zły z natury, postąpiłby wobec swojej nieobliczalnej żony tak, jak to zwykle przyjęło się czynić w kraju sąsiednim. My mamy jednak inne sposoby i sposoby te powinien zastosować nasz rząd. Sytuacja jest, na pozór przynajmniej, jeszcze niezła. Ślubu nie było, rozwodu być nie musi. Może wystarczy przepierzenie przez wspólnie zajmowany lokal? Nie od biedy będzie także wymiana serwetek. Najgorsze co można w tej chwili uczynić to próbować się godzić. To jest absurd tak czyściutki, że aż przezroczysty i widać przezeń stojące zanim intencje. Nie mają bynajmniej te intencje nic wspólnego ze zgodą i pojednaniem. Dlaczego? Ano dlatego, że żadnej kłótni nie było. Była? No przestańcie! Tak więc godzenie się w sytuacji kiedy nie było żadnej kłótni przypomina zachowanie męża, który wraca do domu, gdzie siedzi ta cholerna żona i zastanawia się po drodze co też ona wymyśli, a także jak ją spacyfikować. Kupił kiedyś kwiaty, ale walnęła go nimi w łeb. Z czekoladkami było to samo. Kiedy wyszedł, pozbierała je oczywiście z podłogi i zżarła. O uspokajaniu seksem mowy nawet być nie może. Myśli więc ten biedny chłopina i myśli, i nagle doznaje olśnienia – złożę jej hołd – mówi sam do siebie. Ma rację, ale tylko pozornie. Hołd to świetny sposób na uspokojenie wariatki, ale pamiętać trzeba, że hołdy się odnawia. Za każdym razem kosztuje to drożej, za każdym kolejnym razem odstępy czasowe pomiędzy jednym a drugim hołdem są coraz krótsze, aż w końcu przychodzi taki moment kiedy ten biedny człowiek klęczy od rana do nocy i bije czołem w podłogę. Żona zaś, analogicznie jak Władimir Władymirowicz i tak mu tego nie daruje.
Popatrzmy więc spokojnie, na to, jak przedstawiciele elity suwerennego państwa idą w majowy dzień na cmentarze miast na spacer z wnukami, popatrzmy spokojnie, jak zapalają tam znicze i ronią łzę nad grobami radzieckich żołnierzy. To my – płacąc lokalne podatki – odnowiliśmy te cmentarze, to dzięki nam są one czyste i zadbane. To dlatego właśnie, że z naszych pieniędzy opłacani są ludzie je pielęgnujący Andrzej Wajda może wyglądać tak malowniczo przy zapalaniu biało-czerwonych lampek na żołnierskim grobie. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty, nikt nam za to nie podziękuje, nie łudźmy się, a już na pewno nie Władimir Władymirowicz. On podziękuje Wajdzie i Szymborskiej za to, że poszli tam w ten majowy dzień i bez naszej zgody obwołali się reprezentantami narodu. Nam zaś tego, że palimy te lampki każdej jesieni, że pielęgnujemy te groby i odmalowujemy te czerwone gwiazdy Władimir Władymirowicz nie daruje nigdy. Rozumiecie. Nigdy.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)