coryllus coryllus
417
BLOG

O karaluchach

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 14

Nie pamiętam kto i przy okazji śmierci którego czeczeńskiego przywódcy zacytował te, jakże znamienne słowa Władimira Władymirowicza – uderz w największego karalucha, a wtedy wszystkie inne się rozpierzchną. Strategia ta, jakże skuteczna i malownicza przyniosła Władimirowi Władymirowiczowi powodzenie na Kaukazie. Jego ludzie nie zajmowali się tam niczym innym, jak tylko tropieniem wielkich karaluchów i waleniem ich w łeb. Zgodnie z przewidywaniami karaluchy mniejsze rozbiegały się na wszystkie strony i wola oporu oraz kąsania słabła w nich znacznie, choć całkiem nie wygasała nigdy.

Jak do tej pory strategia owa okazywała się diablo skuteczna, nie przez to oczywiście, że karaluchy są jakoś szczególnie tchórzliwe, ale przez to, że w konfrontacji z ich kaukaską odmianą miał Władimir Wlładymirowicz przewagę tak ogromną, że właściwie nie mógł przegrać. Co innego karaluchy europejskie. Te są wygodne, spasione i znacznie silniejsze. Nie są jednak tak groźne, jak te z Kaukazu, bo  niełatwo jest je ruszyć z miejsca niełatwo zachęcić do jakiejś akcji. Są na to zbyt leniwe.
 
Czasem trafia się jakiś bardziej dynamiczny karaluch, który zaczyna przeszkadzać, inne skupiają się wokół niego i poruszają się w tej masie tak okropnie, że Władimirowi Władymirowiczowi serce cierpnie na samą myśl o tym widoku. On się go tak brzydzi, że kiedy, raz nawet, wyobrazi sobie ten widok, to potem nie jada obiadu przez tydzień. Z karaluchami jednak można walczyć. I to skutecznie. Tych europejskich było jednak tyle i miały taką ochronę, że trudno było wytypować tego najważniejszego i walnąć go nie odsłoniwszy się samemu. Czasem jednak człowiek ma trochę szczęścia i spada ono nań w nieoczekiwanym momencie niczym grom z jasnego nieba, albo samolot we mgle, który nie znalazł lotniska. Coś takiego właśnie przytrafiło się Władimirowi Władymirowiczowi. Palcem nie kiwnął, a tu opatrzność sama, nie dość, że dokonała za niego selekcji to jeszcze wzięła na siebie ten straszny ciężar. I jak tu nie wierzyć, że kraj i naród, który Władimir Władymirowicz prowadzi ku lepszemu jutru nie jest pod szczególną opieką opatrzności i samego świętego Mikołaja. No jest! Wszak to widać jak na dłoni!
 
Skoro pierwsza część ulubionej strategii naszego bohatera przybrała kształt realny, warto przyjrzeć się drugiej. Trzeba popatrzeć, jak i gdzie zmykają te mniejsze karaluchy. Na razie się pochowały, ale coś dziwnego dzieje się w tej nędznej norze zamieszkiwanej przez owego największego. O cholera! Nowy karaluch wyłazi! W dodatku identyczny, jak poprzedni, zaś mieszkające tam pomniejsze robactwo miast siedzieć pod podłogą rozpełza się po miastach i wsiach dając wyraz swemu niezadowoleniu z niezawinionych przecież przez Władimira Władymirowicza wypadków. Władimir Władymirowicz przestraszony nieco, miast azotoksem to wszystko posypać, słodkie jakieś kąski podsuwa przez wynajętych ludzi, bo sam obrzydzenia przemóc nie może. Coś tam obiecuje, macha ręką, raz się nawet uśmiechnął mimo, że karaluchom wcale nie do śmiechu, bo żałobę mają. Miejscowe robactwo szlachetniejszego chowu skrzypi pancerzami i tłumaczyć próbuje, że Władymir Władymirowicz niewinny, godzić się chce, że lampki czas palić, a nie odnóżami o pancerz chitynowy pocierać i rejwach czynić, obrzydzenie swoim zachowaniem wzbudzać. Mało to jednak pomaga, bo pomniejsze robactwo głuche jest na perswazje, o zemście przemyśliwa i wiedząc, że Władimira Władymirowicza dosięgnąć nie zdoła na tych lśniących i kolorowych z rodziny bogatkowatych sprawiedliwości swej robaczej chce dochodzić. Oj niewesoło to wszystko wygląda, niewesoło.
 
Na tym póki co stanęło, że największy z tych co Wladymirowi Władymirowiczowi sprzyjają odwiedzi go niebawem i może nawet ruszając tym obrzydłymi wąsami, hołd złoży. Jak się temu stworowi Władimir Władymirowicz przyjrzy z bliska i torsji nie dostanie, wtedy decyzję podejmie. Wtedy okaże się co lepsze – karalucha zgnieść i w kawałkach na postrach pozostałym odesłać, czy przemóc się i umowy z nim jakieś zawierać, a może i jedno i drugie uczynić w kolejności odwrotnej od wymienionej, a potem tam w tej norze jakiegoś trzeciego, jeszcze bardziej posłusznego odnaleźć i na nim politykę wśród karaluchów oprzeć. Czas pokaże co słuszniejszym będzie.
coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka