coryllus coryllus
553
BLOG

It’s long way to Tipperary

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 29

Piszę ten tekst z dwóch powodów. Obydwa omówię po kolei. Po pierwsze; w dniu 9 maja na Placu Czerwonym polscy żołnierze maszerowali w rytm jakiegoś totenkopf husaren marsch, ku uciesze lub tępemu zadowoleniu zgromadzonych na trybunie oficjeli. Było to widowisko przykre i uwłaczające honorowi polskiego żołnierza. Chciałem więc przypomnieć jeden z piękniejszych amerykańskich marszów wojskowych, który właśnie nosi taki tytuł – It’s long way to Tiperrary. Pamiętają go wszyscy, którzy czytali powieść zatytułowaną po niemiecku „Das Boot”, a po polsku „Okręt” lub oglądali film nakręcony na motywach tej powieści. I to jest właśnie drugi powód napisania tej notki.

 

Film „Okręt” to mój ulubiony film o dobrych Niemcach, a facet który gra tam główną rolę, rolę kapitana łodzi podwodnej był przed długi czas moim ulubionym odtwórcą męskich ról w filmach zanim zastąpił go Michale Caine, co stało się w dniu kiedy obejrzałem obraz pod tytułem „Człowiek, który chciał być królem”.

W filmie „Okręt’ jest wiele scen godnych zapamiętania, ale jedna wbija się w pamięć szczególnie. Oto w ciasnej, jak kanciapa ciecia kantynie siedzą sobie panowie oficerowie Kriegsmarine i jedzą jakieś świństwo z talerzy. Nie patrzą co tam jest, wciągają jak leci. Zdaje się, że to ryba i oni pożerają ją z ościami. Kapitan w dodatku ma na głowie czapkę, jakby nie był niemieckim oficerem tylko jakimś tam Żydem.  Niemieckich oficerów na tym okręcie wyróżnia niechlujny wygląd twarzy i odzienia. Wszyscy wyglądają na nieco zdefasonowanych, a wyjątkiem jest jedynie młody oficer polityczny dodany do załogi po to, by strzec ich przez wrogą propagandą.

 

Wygląda ów młodzieniec, tak jakby właśnie opuścił zakład krawiecki, gdzie uszyto mu nowy mundur. Je ładnie, jak na dobrze wychowanego chłopca przystało, a nie żre, jak reszta jego kamratów. Słychać radio, z którego lecą jakieś faszystowskie szlagiery. Nagle muzyka cichnie i rozpoczyna się przemówienie Goeringa. Coś ten Goering nam chrzani i kapitanowi się to wyraźnie nie podoba. Daje więc ów sympatyczny pan upust swojej niechęci do wielkiego łowczego Rzeszy serią krytycznych komentarzy, które powinny wzbudzić niepokój u tego cholernego kapusia. No i wzbudzają. Wzbudzają ów niepokój także w oficerach. Martwią się oni, czy aby ich kapitan nie postradał zmysłów, opowiadając jakieś nieprzyjemne rzeczy na temat Hermanna G. w obecności tej faszystowskiej małpy. On jednak ma to w nosie i żeby do końca zdenerwować oficera od spraw politycznych zaczyna śpiewać po angielsku najpopularniejszą po tamtej stronie frontu, od czasów I wojny piosenkę; It’s long, long way to Tiperrary…

Oficerowie podchwytują melodię, a za nimi czynią to żołnierze. Gromada Szkopów schowanych pod wodą śpiewa angielską piosenkę lubianą w dodatku szalenie przez Amerykanów i to jest coś bardzo ładnego jeśli zastosować moje kryteria oceny filmów.

 

Obejrzałem sobie wczoraj tę defiladę, dziś zaś przemówienie prezesa Jarosława do Rosjan i pomyślałem, że oni w tym całym Pisie też pewnie wymyślą jakąś piosenkę na czas wyborów. No, bo skoro zrobili taki znakomity klip, że nawet blogerka Voit krytykując go znalazła się na samym szczycie naszego pudła, to piosenkę także muszą wymyślić podobną. Tylko co oni tam mogą znać? No sami pomyślcie. Wolę nie zgadywać. Mając w pamięci tę scenę, kiedy ci Niemcy ryczą tam o dalekiej drodze do Tiperrary i dziewczynach, mając w pamięci tego wkurzonego faszystę, który ucieka przed tą piosenką z kantyny, mając w pamięci czterogodzinne expose premiera o miłości, pomyślałem, że – nieoficjalnie przynajmniej – możemy sobie tu od czasu do czasu zanucić – It’s lon, log, way to Tiperrary, it’s long way to go…Bo droga rzeczywiście jest bardzo daleka, zaś pojemność metaforyczna tej pieśni jest tak wielka, że zmieszczą się w niej i nasze nadzieje.

Jeśli ktoś wie, jak wkleić tutaj tę pieśń to bardzo proszę, by to zrobił.

 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka