Tołstoj był pisarzem wielkim prawdziwie, to znaczy był pisarzem bezkompromisowym i nie liczącym się z nikim i z niczym. Dziś się o tym nie pamięta, bo lepiej robić z Tołstoja piewcę prawosławia i czciciela ciemnego ruskiego chłopstwa. Tymczasem Lew Tołstoj był człowiekiem patrzącym o wiele szerzej. Patrzył on wręcz tak szeroko, że ze swej Jasnej Polany, ze swej ruskiej perspektywy hrabiego władającego tysiącami dusz, potrafił dostrzec człowieka nawet w polskim zesłańcu. To się proszę państwa nie zdarzyło już nigdy potem, w żadnej rosyjskiej książce i w żadnym filmie, dlatego uważam, że każde miasto od Bugu po Odrę powinno postarać się o pomnik Lwa Tołstoja. Mógłby on stanąć obok cmentarza żołnierzy radzieckich lub nawet obok obelisku upamiętniającego ich przemarsz i bohaterstwo. Pasował by tam bardzo.
1101
BLOG
Pamiętamy wszyscy historię Gogola, jego obawy czy kolejne tomy „Martwych dusz” będą dobrze odebrane w kraju, czy nie obrażą narodu. To naród bowiem jest w Rosji najważniejszy, naród czyli zwykli Rosjanie. To naród, a nie kto inny decyduje czy pisarz jest wielki, znany i popularny. Stąd właśnie lęk Gogola, a przed nim Lermontowa i Puszkina o to czy Rosjanie właściwie odczytają to, co chcieli im przekazać. Jak skończyli wszyscy wyżej wymienieni nie muszę przypominać. Stało się tak dlatego, że źle odczytali żądania zwykłych Rosjan, nie stanęli na wysokości zadania i jeszcze obnażyli swoją słabość i pokazali, jak bardzo boją się ludu. Co innego Tołstoj. On się nie bał. Lew Nikołajewicz mógł w spokoju z wyżyn swego boskiego niemal autorytetu cisnąc w te ciemne ruskie masy opowiadanie zatytułowane „Za co”. Zrobił to, by pokazać im na czym polega człowieczeństwo.
Historia ta jest bardzo prosta. Oto zesłaniec popowstaniowy z 1831 roku Józef Migurski trafia nad morze Kaspijskie. Przybywa tam za nim młodziutka żona Albina, wychowują nad tym morzem dwóch synów. Warunki, wbrew potocznym wyobrażeniom o pobycie nad morzem są upiorne. W okolicy nie ma innych Polaków, więc rodzina Migurskich musi zmagać się z życzliwością miejscowego prawosławnego i bogonośnego ludu. Na skutek splotu niefortunnych okoliczności obaj synowi Migurskich umierają. Ojciec idzie więc do popa prosić o pozwolenie pochowania chłopców na prawosławnym cmentarzu. Pop jednak odmawia, bo mogłoby dojść do zbezczeszczenia świętego miejsca. Nie zgadzają się także na to inni przedstawiciele bognośnego rosyjskiego ludu. Migurski wraz z żoną postanawiają więc uciec z zesłania wraz z tymi dwoma dziecięcymi truchełkami.
Postawieni dziś wobec takiej anegdoty jesteśmy po prostu bezradni. Całe szczęście, że napisał to Lew Tołstoj, bo gdyby zrobił to ktoś w Polsce, ani chybi wyciągnięto by tę nowelkę przy okazji smoleńskiej katastrofy, przy okazji tego bałaganu wokół lotniska, tych walających się szczątek ludzkich i paszportów i tych niespełnionych obietnic. Wyciągnięto by i pomachano tym mówiąc, że rusofobia jest zakorzeniona w Polakach już od dawna, a jak widać w tekście sami oni – Polacy znaczy się – świętego miejsca, śmiercią naznaczonego, uszanować nie potrafią. Mogłoby tak być, ale mamy szczęście, bo to Tołstoj, wielki Tołstoj i my mu za to powinniśmy postawić pomnik. Przynajmniej jeden.
Według tego opowiadania w roku 1995 Jerzy Kawalerowicz nakręcił film. Film ten zszedł szybko z ekranów i został całkowicie zapomniany. O tym, by gdziekolwiek odnaleźć tekst „Za co” nie może być nawet mowy. Do niedawna streszczenie znajdowało się w wikipedii, było w tym streszczeniu wszystko, o tym zesłaniu, o śmierci, o świętym oburzeniu bogonośnego, prawosławnego ludu i o ucieczce. Dziś jednak jest owo streszczenie mocno skrócone, zredukowane właściwie tylko do zesłania i ucieczki.
Przypomniało mi się to wszystko ponieważ wczoraj przeczytałem, że Rosjanie są oburzeni Polskim insynuacjami, jakoby teren katastrofy nie był odpowiednio zabezpieczony. Ja się im, tym Rosjanom, wcale nie dziwię. Ci nad morzem Kaspijskim w opowiadaniu Tołstoja także byli oburzeni. No, bo jak tak można obywatele, jak tak można, prawosławnych, godnych ludzi, pomawiać. To trzeba Boga w sercu nie mieć.
Dzięki Ci panie Boże za Lwa Nikołajewicza Tołstoja i jego dzieło. Dzięki ci, bo bez niego nie dowiedzielibyśmy nigdy prawdy o tym z kim przyszło nam sąsiadować. Nie powiedziały by nam tego ani więzienia, ani zesłania, ani głód. Nie powiedziałby nam tego nawet radzieckie filmy o wojnie i zwycięstwie. Bo to wszystko człowiek może zapomnieć, może tego nawet nie dostrzec lub wmówić sobie, że ślady po knucie na jego tyłku i plecach nic nie znaczą. Tak, jak to zrobił Gustaw Herling Grudziński w książce „Inny świat”, kiedy wypuszczony z łagru, po głodówce, zmęczony, wycieńczony, słaby i chory, nie może się nadziwić dwoistości Rosjan i ich ukrytej pod surowością głębokiej dobroci. Oto bowiem, przed wyjazdem w daleką podróż na południe, do Andersa, Rosjanie dają Herlingowi chleb. Cały bochenek! I on, polski żołnierz, polski pisarz uważa, że winien jest im za to wdzięczność.
Dzięki Tołstojowi jednak prawda leży na wierzchu, możemy o niej poczytać o ile oczywiście odnajdziemy ten tekst. Pamiętajmy przy lekturze o tym, że prawdę może pisać jedynie człowiek wielki i odważny. To jego przywilej i brzemię.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)