Tak naprawdę, to tekst ten miał być opowiadaniem, ale zawierałby wtedy taką ilość nieprzyzwoitych słów, że pewnie nie umieszczono by go w salonie w ogóle, a tego bym nie chciał wcale, bo zależy mi na czytelnikach i popularności. Postanowiłem więc po prostu spisać swoje myśli na pewien znany i omawiany wielokrotnie temat.
Przyzwyczailiśmy się już, my polskie bydło, oszołomy i chorzy z nienawiści do tego, że opisuje się nas, tak jak to czynił zmarły niedawno Calude Levi Strauss opisując plemiona Indian zamieszkujących nad Amazonką. To jest stary i ograny do imentu numer, kiedy grupie ludzi żyjących w normalnych warunkach, mozolących się z wychowaniem dzieci i zapewnieniem im wykształcenia przypisuje się cechy i intencje właściwe plemionom żyjącym w XVII wieku nad rzeką Richelieu w Kanadzie.
Robi się tak zwykle w czasie kampanii wyborczych, lub jakichś innych kampanii mających zwrócić ludziom uwagę na jakiś fakt, a odciągnąć ową uwagę od innych faktów. Wiemy dokładnie jakich argumentów się przeciwko nam użyje i jak one będą wyprofilowane, żeby nie mogły zostać uznane za chamskie, a jedynie za skrajnie upokarzające. Konstrukcje owe, bo chodzi o całe zestawy pojęć, a czasem wręcz eseje o naszej mentalności drukowane są w wysokonakładowych periodykach lub w Internecie i podpisywane nazwiskami ludzi kojarzących się, na pierwszy rzut oka przynajmniej, z mądrością, łagodnością, profesjonalizmem i wiedzą. Czytamy to wszystko i ziewamy, bo to jest ciągle to samo. Repertuar się nie zmienia, a autorzy mocno stetryczeli od roku 1989 i niemiło się już ich czyta, że o słuchaniu nie wspomnę.
Mamy oto tradycyjny polski antysemityzm, o którym wspomnieć musi przynajmniej 15 blogerów rozpoczynających pisanie na salonie. Czynią oni to w nadziei, że ktoś dostrzeże ich kontrowersyjną oryginalność i rozpocznie gwałtowną polemikę pełną wulgaryzmów, na którą oni odpowiedzą ładnością iście anielską, rodem wprost z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, bo przecież nie ze Starego Testamentu. Antysemityzmowi temu autorzy ci oczywiście zaprzeczają i opisują – to także standard nudy – jak to ze swym żydowskim przyjacielem toczyli boje w obronie honoru Polski oskarżanej o antysemityzm.
Nawet nie wiecie, jak czekam na dzień kiedy wreszcie ludzie przestaną bronić honoru Polski w taki sposób i zostawią tę biedną Polskę w spokoju.
Gdybyście nie wiedzieli to powiem wam, że antysemityzm w nas drzemie i może się w każdej chwili obudzić, a teraz właśnie budzą się jego przeciwnicy gotowi zrobić nam przed wyborami medialną psychoanalizę połączoną z lewatywą i płukaniem żołądka, żeby wreszcie ten antysemityzm wyszedł z nas całkowicie. Już się zaczęło i będzie się to ciągnąć do 4 lipca. Obserwujcie uważnie.
Dale idzie polska obrzędowość. W „Polityce”, którą sobie kupiłem z przekory i nudów czekają w kolejce do lekarza, jakiś łysiejący jegomość z tytułem profesora tłumaczy, że polski patriotyzm ma charakter obrzędowy. Obrzędowy czyli szamański, czyli zły, prymitywny, głupi, nierozumny, bezrefleksyjny. Zawsze mnie dziwi, że ci wszyscy wrogowie obrzędowości nie oburzają się na te moskiewskie parady, na te balety facetów w oficerkach, na ten cały teatr kabuki z rewolwerem w kaburze i knutem w garści. To nie jest dla nich obrzędowość, to świeży powiew wolnej myśli i czyn wspaniały. Obrzędowość jest w Polsce, nasz patriotyzm jest taki, pogrzeb prezydenta był taki, ludzie idący w kondukcie to ciemna masa nie rozumiejąca co się dookoła dzieje. Pan ów twierdzi także, że odwrotnością tego złego, obrzędowego patriotyzmu jest patriotyzm rozumny, oświecony. Taki co to zmierza do modernizacji i ulepszenia kraju. Odwracam ci ja stronę z artykułem tego mędrca i widzę kolejny tekst, w którym mowa jest, a jakże, o tym iż rząd pana Tuska doprowadził do ruiny transportu kolejowego w Polsce. I tu przestaje cokolwiek rozumieć, bo przecież rząd Tuska nie jest obrzędowy, chyba że coś przeoczyłem. Nie mam wszak telewizora. No to jak – oświecony rząd rozwalił kolej? To niemożliwe przecież! A jednak! I takie kochani projekcje także będziemy mieli przyjemność widzieć i słyszeć do 4 lipca.
Jeśli chodzi zaś o obrzędowość to ja osobiście ją uwielbiam. Nigdy nie zapomnę kiedy jako mały chłopiec oglądałem film dokumentalny zatytułowany „Ostatnia droga komendanta Ponurego”. Było to o tym, jak ekshumowane na Litwie szczątki Jana Piwnika przenoszone są na Wykus w Górach Świętokrzyskich. Jak kołysząca się na chłopskich ramionach trumna unosi się coraz wyżej i wyżej, jak owinięte chustkami babiny śpiewają najstarsze i całkiem już zapomniane pieśni. Jak po lesie rozchodzi się ten pacierz odmawiany setkami głosów – za Ponurego….
Płakałem przy tym, jak bóbr. I do dziś mam ten film w pamięci. Obrzędowość jest fajna. Odpierdolcie się od niej.
Potem będzie o zawłaszczaniu pamięci, czyli stara bajka na tematy okołobohaterskie. O tym, że tak naprawdę Kaczyńscy nie znaczyli nic w opozycji, a ważne jest to kto siedział i jak się w więzieniu zachowywał. To leciało już ze dwieście razy, jak nie przymierzając „Krokodyl Gienio” w dobranocce za późnego Gierka, ale posłuchamy jeszcze raz, żeby nam się w pamięć wbiło.
No i sondaże, sondaże, sondaże. A potem komentarze do sondaży i komentarze do komentarzy, i przedzidzie dzidy bojowej, śróddzidzie dzidy bojowej i zadzidzie dzidy bojowej. Czyli wszystko po staremu. Demencja.
Trzeba im to wyraźnie powiedzieć – dementia praecox. Panie Żakowski?!!!! Słyszysz pan????!!! Dementiaaaaaa praecoxxxxx!!!!!
Z tego wszystkiego wypływa jednak wniosek niewesoły. Oni zdają sobie sprawę, że nie da się nas zmienić. Że jesteśmy młodsi, zdrowsi, silniejsi i atrakcyjniejsi towarzysko niż taki Lis, nawet jak jest wymyty. Wiedzą to i mimo tej wiedzy opisują nas, jakbyśmy byli gatunkiem na wymarciu. To jest niepokojące. Mnie przynajmniej to drażni. Może chodzi o to, by sprowokować reakcję, nie wiem.
Fakt pozostaje faktem, zawstydzająca powtarzalność argumentów używanych przeciwko ludziom w Polsce przez te istoty jest symptomem starzenia się środowiska. Tetryk trzyma się ramy, żeby nie zlecieć z roweru. To właściwie tyle. Nie daje mi to wiele nadziei, bo wiem, że jak kto się uprze to będzie jeszcze walił w wieko trumny od spodu, ale myślę, że to jednak już bliżej końca. No chyba że się mylę i będziemy mieli w Polsce jakiś erstazt generała Franco opartego o ruski bagnet. Pażywiom uwidim skazał sliepoj.
Chciałem jeszcze napisać na koniec, że od poniedziałku wracam na stare szlaki, muszę przecież wreszcie napisać drugą części historii Jana Nepomucena Potockiego. No i inne rzeczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)