0 obserwujących
10 notek
4215 odsłon
351 odsłon

Crossem przez ekstraklasę: 23 kolejka

Wykop Skomentuj8

23 kolejka ekstraklasy rozpoczęła się bezbarwnymi spotkaniami pomiędzy Arką i Piastem oraz Koroną i Pogonią. Piast, Pogoń i może w nieco mniejszym stopniu Korona to bardzo solidne, dobrze poukładane drużyny. Szkopuł w tym, że nudne jak codzienna praca na taśmie w fabryce. Osobliwa więc to atrakcja, akurat na piątkowy wieczór, po ciężkim tygodniu pracy dla przeciętnego kibica. Piast wygrał, bo grał z beznadziejną w tym roku Arką i ma w swoich szeregach Valencię - jedynego bodaj piłkarza w tej drużynie, którego od czasu do czasu stać na jakieś nieszablonowe zagrania. 

Mecz Górnika Zabrze z Zagłębiem Sosnowiec, jak mają w zwyczaju mecze najsłabszych zespołów w naszej lidze, dostarczył sporo emocji, przy nikłym zarazem poziomie sportowym. Fantastyczna przewrotka Angulo powinna zostać wizytówką ligi. Facet w Zabrzu znalazł swoją ziemię obiecaną. To zawsze jest sympatyczna historia, kiedy na koniec kariery, po wieloletniej tułaczce bez sukcesów, nagle zostajesz prawdziwą gwiazdą i to w najwyższej klasie rozgrywkowej dużego europejskiego kraju. Górnik nie bez problemów dowiózł po mizernej grze zwycięstwo nad najsłabszym w lidze Zagłębiem. Czeka jednak zabrzan ciężka walka o utrzymanie. Po Zagłebiu będzie tylko żal dwójki piłkarzy, autorów honorowej bramki: Udoviczicia i Pawłowskiego. Dwóch piłkarzy na poziomie ekstraklasy do gry w ekstraklasie to jednak stanowczo za mało.

Wbrew wszelkim znakom na niebie i ziemi, po katastrofalnych występach w poprzedniej kolejce, Lech i Legia stworzyły zupełnie przyzwoite widowisko. A właściwie to tylko zasługa poznaniaków. Jevtic udowodnił kilkoma zagraniami - że gdyby mu się tylko chciało, przy dobrym zdrowiu i przygotowaniu fizycznym, byłby na naszych boiskach geniuszem. Jóźwiak pokazał, że jest jednym z najbardziej utalentowanych piłkarzy młodego pokolenia, którzy jeszcze w tej lidze zostali. W grze Lecha coraz wyraźniejsza jest, jakże dobrze znana z kadry, arytmia w stosowaniu niskiego, średniego, wysokiego pressingu. Ewidentnie piłkarze Kolejorza zaczynają łapać świeżość, po 'zatarciu' ich w przygotowaniach przez sztab Nawałki. Powinni więc w następnych spotkaniach iść do góry. O grze Legii ani słowa, bo nic dobrego powiedzieć się nie da. Trener Sa Pinto każdego dnia udowadnia, że obiera twardy kurs na powrót do domu. Cóż, może facet po prostu nie lubi zimy? Słynących z wybujałego ego warszawiaków Sa Pinto zawstydził swoim. Ono jest zdecydowanie ponad Legią jak i całą Warszawą. Za pewne więc, nie będzie się przejmował zbytnio, jeśli za chwilę po nim zostanie rozbita drużyna, trzyletni kontrakt do spłacenia i portugalscy piłkarze którym załatwił pracę. To pozostanie już tylko zmartwieniem szefów Legii i jej kibiców. Zła informacja dla warszawiaków jest taka, że terminarz im sprzyja. Z siedmiu meczy do końca fazy zasadniczej, pięć grają z outsiderami. Zatem albo gehenna się przedłuży, albo pogrążą się do końca.

Niemiłosiernie męczyła się Lechia z Wisłą, przez pierwszych 40 minut, mecząc też wszystkich tych, którzy zdecydowali się ten mecz oglądać. Aż w końcu przełamał Wisłę Mladenović. Oj, ma Serb tę lewą nogę. I tylko na tyle było stać Lechię w tym meczu. Piłkarze z Gdańska muszą bardziej przykładać się do swych obowiązków, jeśli nie chcą koncertowo spieprzyć historycznej szansy na mistrzostwo. Wisła z każdym meczem robi postęp. Wyraźnie widać, że w przerwie zimowej jak wszyscy inni związani z Wisłą, także piłkarze byli skupieni przede wszystkim na tym czy w ogóle wystartują w lidze i co będzie z ich pieniędzmi. Mozolnie jednak nadrabiają stracony czas.

Kto by się jeszcze tydzień temu tego spodziewał, że przynajmniej pierwsza połowa meczu Miedź Legnica - Wisła Płock może być naprawdę dobrą alternatywą dla jak się okazało miernych popisów naszych skoczków w Innsbrucku? Tymczasem obie drużyny przystąpiły do tego meczu z ofensywnym nastawieniem, zostawiając przy tym duże luki w defensywie, dzięki czemu w pierwszych 45 minutach oglądaliśmy dużo dobrych dynamicznych wzajemnych ataków. Gdyby Semir Stilic i Peteri Forsell chociaż trochę poważniej traktowali swoją przygodę z piłką, polska liga na pewno by straciła dwóch błyskotliwych piłkarzy, których w niej i tak jest jak na lekarstwo. W Legnicy wszystko po staremu - znowu sami sobie strzelają bramkę. W przerwie sztab Wisły, skądinąd słusznie zrozumiał, że punkt w Legnicy to wszystko na co mogą liczyć i w drugich 45 minut drużyna z Płocka cofnęła się do defensywy. Manewr ten, szybko sprowadził to spotkanie do schematu typowej ligowej kopaniny, ale też bezlitośnie zweryfikował trzecioligowych Hiszpanów z Legnicy którzy, jeśli im się zabierze się wolną przestrzeń, nie są już w stanie pokazać swojej techniki. Na pomoc Miedzi ruszył, ponoć najlepiej grający nogami w naszej lidze bramkarz Thomas Daehne. Szkoda tylko, że niezbyt dobrze przyswoił sobie podstawy rzemiosła bramkarskiego, przez co od początku przygody z ekstraklasą raczy nas raz po raz kabaretowymi występami. Niemieckiego bramkarza można spokojnie zaliczyć do szerokiego grona obcokrajowców w naszej lidze, którzy zabierają miejsce w składzie i możliwości rozwoju polskim młodym chłopakom, z przyczyn dla postronnego obserwatora zupełnie niezrozumiałych. Szkoleniowiec Płocczan Kibu Vicuna był lansowany na świetnego trenera przez tzw. polskie dziennikarstwo sportowe, tymczasem dokonania ma mizerne. Jak się okazuje, nie zawsze ten z którym dobrze się wódkę piję, jest również w swojej dziedzinie dobrym fachowcem. Wiele jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim polskie społeczeństwo zrozumie, że to utrwalone na chyba wszystkich do pomyślenia płaszczyznach życia społecznego przekonanie jest błędne i szkodliwe.

Do momentu strzelenia bramki przez Cracovię w meczu z Jagiellonią, największe wrażenie po sobie zostawił mający miejsce w przerwie meczu przed camerami Canal + spektakularnie żenujący występ Agnieszki Chylińskiej. Później zaczął się mecz w którym Cracovia głównie w aspekcie wolicjonalnym i fizycznym zaznaczała z każdą minutą coraz wyraźniejszą przewagę nad Jagiellonią. Białostoczanie nie wyglądają na ten moment na drużynę walczącą o Mistrzostwo Polski. Inna sprawa, że rok temu, równo o tym czasie grali najlepszą piłkę w Polsce, a potem z każdym tygodniem uchodziło z nich powietrze. Z wyrokami więc lepiej poczekać. Jeśli impetu z kolei Cracovia nie wytraci zbyt wcześnie, to włączy się do realnej walki o puchary. W końcu klocki układają się Michałowi Probierzowi po jego myśli. Wzorem swoich słynnych zagranicznych łysych poprzedników sędzia Maricniak ma bardzo brzydką manierę - za wszelką cenę chcę być bohaterem meczu ponad piłkarzami. Przynajmniej w dwóch bardzo kontrowersyjnych przypadkach nie inaczej było tym razem. Złudna nadzieja, że ktoś kiedyś wytłumaczy temu Panu, że nikt przy zdrowych zmysłach, nie chodzi na mecze piłkarskie po to, żeby oglądać występy sędziego.

Bramka do szatni, bramka z szatni i czar Zagłębia prysł. W derbach Dolnego Śląska niespodziewanie górą okazali się bezsprzecznie wrocławianie. Z każdym meczem rośnie w oczach Lubambo Musonda. Prysł również czar sympatycznego Holendra w roli trenera lubinian. Łatwo zachowywać klasę kiedy wszystko idzie dobrze. Tym razem holenderski szkoleniowiec pokazał zdecydowanie gorsze oblicze. Fakty są bezlitosne - to nie Ricardo Sa Pinto, a Ben van Dael zdążył już w tym roku wylądować na trybunach. O klasę za to nie musi się martwić Arkadiusz Piech. Nigdy i tak jej nie miał, ale jego obscenicznym zachowaniem po nieuznanym golu w końcówce dla Śląska, typowym dla patologii rodem z kryminału, powinna zająć się komisja ligi. Strzelać palcami to sobie może u siebie przed nocnym na osiedlu do kolegów wracających z recydywy.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport