0 obserwujących
26 notek
33k odsłony
  216   0

Krew na rękach

Postarzał się car ojczulek, postarzał. Już nawet gołąbka własnymi rękami nie mógł zadusić. Siedział na tronie złoty i zimny. Tylko broda mu rosła do podłogi i niżej. Rządził wtedy kto inny, nie wiadomo kto. Ciekawy lud zaglądał do pałacu przez okno, ale Kriwonosow zasłonił okna szubienicami. Więc tylko wisielcy widzieli co nieco.

Zbigniew Herbert

 

 

I

 

 

Proszę  Państwa, kilka godzin temu mój świat rozpadł się w kawałki. Usiłuję go sobie złożyć od nowa, ale idzie mi to niesporo. A wszystko to stało się za sprawą następującej informacji:

 

Podejmując członków Klubu Wałdajskiego w poniedziałek wieczorem w Soczi nad Morzem Czarnym, szef rosyjskiego rządu zadeklarował, że nie zamierza wtrącać się w postępowanie przeciwko Chodorkowskiemu. - Jest to sprawa sądowa, nie będę się wtrącać, ale ten człowiek ma krew na rękach - przytoczył słowa premiera Rosji Michnik w wypowiedzi dla agencji RIA-Nowosti. Rosyjska agencja przekazała, że zdaniem szefa "Gazety Wyborczej", mówiąc o sprawie Chodorkowskiego, Putin okazał emocje - o ile odpowiadając na inne pytania, mówił spokojnym tonem, żartował, o tyle w tym wypadku jego intonacja była inna.

 

Michnik powiedział we wtorek radiu Echo Moskwy, że przy pytaniu o Chodorkowskiego rosyjski premier zmienił się na twarzy, mówił o nim, jakby chodziło o mordercę, bandytę. Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" podkreślił, że uważał za swój obowiązek zapytać Putina o Chodorkowskiego. O uwagach Putina na temat b. szefa Jukosu opowiedział także niemiecki politolog Alexander Rahr. Jego wypowiedź przytoczyła z kolei agencja ITAR-TASS.

Rosyjskie media przypomniały, że nie pierwszy raz premier próbuje oskarżyć Chodorkowskiego o morderstwa. W zeszłym roku, odpowiadając za pośrednictwem TV na pytania obywateli, Putin przypomniał o sprawie b. szefa służby bezpieczeństwa Jukosu Aleksieja Piczugina, oskarżonego o zorganizowanie kilku morderstw i skazanego na karę dożywotniego pozbawienia wolności. - Jest jasne, że działał w interesie i na polecenie swoich mocodawców - oświadczył wówczas szef rządu Rosji.

 

W mojej naiwności myślałem, że - jak wszyscy - wiem o premierze pułkowniku Putinie sporo.

 

Wiedziałem o jego szóstym dan w judo.

 

Wiedziałem o jego miłości do wielorybów, niedźwiedzi, tygrysów i labradorów.

 

Wiedziałem o jego talentach pływackich i wędkarskich.

 

Wiedziałem o jego zamiłowaniu do zdjęć z gołą klatą.

 

Wiedziałem o jego płynnym niemieckim, przewyższającym nawet talenta naszego nieocenionego premiera.

 

Wiedziałem o jego krzyżyku na piersi i głęboko chrześcijańskiej naturze.

 

Wiedziałem o jego oczach z napisem "demokrata" inkrustowanym na dnie tak wyraźnie, że tylko źli starcy ze wzrokiem spaczonym jak senator McCain widzą na tym dnie coś zupełnie innego.

 

Wiedziałem, że  jego wielkoduszności nie wadzi nawet, gdy gawiedź w państwach wasalnych swawolnie przebiera się za symbol męskości z jego nazwiskiem. W każdym razie irytuje go to mniej niż lokalne władze i prokuraturę.

 

Wiedziałem, że imperialistyczne gadzinówki w rodzaju Wall Street Journal czy Economist nazywały go wprost, haniebnie i fałszywie faszystą (jak oszczercze  jest to miano wobec ideowego bolszewika, nie trzeba chyba tłumaczyć), a inna imperialistyczna gadzinówka Washington Post oskarżyła go o pieczołowitą rekonstrukcję systemu rozmontowanego przez Gorbaczowa (jak gdyby to mógł być zarzut i jak gdyby sam Gorbaczow świadomie chciał był cokolwiek rozmontowywać).

 

Wiedziałem, że został członkiem rosyjskich Hells Angels o pseudonimie Abaddon.

 

Nie wiedziałem natomiast, jak głęboko porusza nim informacja o krwi na czyichś rękach.

 

W swojej tępocie nie umiałem sobie wyobrazić, że fizycznie brzydzi go towarzystwo morderców i bandytów.

 

Dopiero teraz dotarło do mnie, że zdaniem  premiera pułkownika Putina zatrudnianie w służbie bezpieczeństwa ludzi oskarżanych o zorganizowanie kilku morderstw stawia pracodawcę na zawsze poza obrębem cywilizowanej wspólnoty, na dnie hańby i ohydy. Że w oczach tak sprawiedliwego człowieka jak Władimir Władimirowicz choćby najsurowsza karna odpowiedzialność za podobny czyn - łącznie z latami obozu pracy na Syberii - nie wystarczyłyby na odkupienie winy i przywrócenie do ludzkiej społeczności.  Żadnego tam asperges me hyssopo et mundabor, nie na tym świecie. Gdy premier pułkownik Putin dowiaduje się o takich ekscesach, rzecze raka i wypluwa z ust swoich.

 

(Na miejscu, powiedzmy, generałów Kiszczaka czy Jaruzelskiego modliłbym się, aby srogi ów sędzia nie badał nigdy zbyt dokładnie osiągnięć ich podwładnych.)

 

Po tej informacji poczułem się jak Szaweł na drodze do Damaszku.

 

W błysku objawienia zrozumiałem, że wszystkie informacje z ostatnich lat połączyłem w konstrukcję spaczoną i obłąkaną. Że - ze złej woli - mylnie ścigałem ciemnymi myślami ostatnich sprawiedliwych na ziemi. Że bogactwo  duszy i czystość motywacji premiera pułkownika Putina musi pozostać dla takiego płaza jak ja nieprzeniknioną tajemnicą, przed którą mogę tylko w akcie skruchy się ukorzyć.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale