0 obserwujących
26 notek
33k odsłony
  204   0

Pochwała obciachu (w sensie SuS)

 

 

Odpowiedź w tekście Tyrmanda pada natychmiast: SuS, w przeciwieństwie do BK, ma swój własny styl, a styl to bardzo wiele. Jest to styl - zapewne - "obciachowy", ale wynikający z rzeczywistego charakteru, przekonań i potrzeb. Jak powiada Nietzsche: takim jestem - takim chcę być - niech was diabli wezmą! Typ Stolarza u Szwagra to człowiek z gruba ciosany, ale wierny samemu sobie. Wzbudza kpinki, odstaje od towarzystwa, ale budzi podskórny, oporny szacunek; może nawet fascynację, o ile ujawnia jakieś inne zalety (które Jonathan Miller w opowiadaniu Tyrmanda istotnie posiada).

 

O typie Bezrobotnego Klowna nie można nic takiego powiedzieć. Jest jedynie żałosny. Zrezygnował z instynktownie wyrobionego stylu i bardzo się stara być odjazdowy, czadowy, luzacki, zajefajny, ogólnie cool i co tam jeszcze.  Przy wrodzonej niezgrabności nie wychodzi mu to szczególnie imponująco, natomiast całym sobą przekazuje światu komunikat: nie mam dla siebie żadnego szacunku. Bardzo chciałbym, żebyście uznali mnie za ziomala, nawet jeśli muszę w tym celu zrobić z siebie idiotę.

 

I chociaż Jonathan Miller u Tyrmanda próbuje przeistoczyć się z obciachowca a la SuS w obciachowca a la BK po to, żeby zaimponować swojej światowej i kompletnie do niego nie pasującej kochance, to właśnie ona reaguje na tę przemianę z natychmiastowym, instynktownym obrzydzeniem. Gdyby chciała prawdziwego luzaka, to właśnie kogoś takiego znalazłaby sobie bez trudu w swoim naturalnym środowisku - zamiast spoconej i spiętej  podróbki. I zresztą z kimś takim ostatecznie Jonathana Millera zdradzi, co nie przeszkodzi jej dalej wyciągać od niego resztki oszczędności.

 

Tak się bowiem składa, że w opowiadaniu Tyrmanda te prawdziwie luzackie typy w modnych marynarkach i kolorowych krawatach to zdecydowanie nie są ludzie, którym chciałoby się powierzyć portfel. W istocie, ich towarzystwo i związek z Urszulą doprowadza nieszczęsnego Jonathana Millera - dotychczas po małomiasteczkowemu skrzętnego i pracowitego - do ruiny. Otrzeźwienie przychodzi, kiedy dla następnych dwóch nocy ze śmiejącą mu się w nos kobietą zniża się do grabieży, uświadamia sobie, kim się stał - i dopiero wtedy znajduje siły, żeby wyrzucić Urszulę z domu. 


Musiało coś być we mnie, czego dotąd nie znała, a co podziałało na nią widocznie, gdyż spojrzała na mnie z podnieceniem i ogromnym zainteresowaniem. Pytała o coś, lecz nie wyrzekłem więcej ani słowa. Spakowała swoje rzeczy do dwóch dużych walizek, gdy się tu zjawiła, miała tylko jedną, małą. Powiedziała, że przyśle po te walizki. Chciała się ze mną pożegnać. Popatrzyłem na nią jak na obcego człowieka i rzekłem: „Do widzenia”. Powiedziała: „Nie spodziewałam się tego po tobie”. W głosie jej nie było żalu czy złości. Był tylko wielki podziw.

 

 

 

Ileż politycznych wniosków chciałoby się tutaj wysnuć. Zarówno w kwestii ogólnej sytuacji w Polsce, jak i wewnętrznej sytuacji w pewnej partii. A już zwłaszcza dyskusji o właściwej dla niej strategii.

 

Ale daruję sobie łopatologię, bo liczę na  inteligencję czytelników. Przynajmniej  na inteligencję czytelników obciachowych gazet mogę liczyć bez pudła. A reszta... cóż reszta? :-)

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale