10 obserwujących
77 notek
258k odsłon
3087 odsłon

Kowal do Dutkiewicza: To, co najważniejsze

Wykop Skomentuj20

Niedawno prezydent Wrocławia na naszej witrynie apelował do postsolidarnościowych polityków:  W imię naszych wspólnych korzeni usiądźmy do stołu i do konstruktywnej rozmowy.  Dziś, w Salon24 odpowiada mu Paweł Kowal z PJN.

 Szanowny Panie Prezydencie,

 Czytając Pański apel, miałem poczucie, że w wielu sprawach się zgadzamy. Przede wszystkim diagnoza sytuacji: dwie dominujące od 2005 partie postawiły własny los ponad interesem państwa lub nawet w dobrej wierze uznały, że tylko one ten interes reprezentują i rozpoczną prawdziwe zmiany dopiero, kiedy zdobędą większość w Sejmie. To, co miało być gwarancją stabilności demokracji – trwalszy system partyjny jest barierą w rozwoju życia politycznego w kraju, jest ono ogołocone z przejawów konkurencji. Partie są skoncentrowane na utrudnianiu życia jakimkolwiek organizacjom a nawet osobom, które mogłyby z nimi konkurować w przyszłości, z równą bezwzględnością zwalczają każdy przejaw życia politycznego poza nimi: czy to jest wieść o powstaniu nowej partii, czy krytyczna konferencja prasowa Leszka Balcerowicza. Do walki tej wykorzystują państwowe środki, które miały być przeznaczone na programową działalność polityczną. Tak skonstruowały prawa rządzące wyborami i finansowaniem partii, że w części ich władza nie bierze się już w rzeczywistości z woli wyborców, ale z wprowadzonego przez nie same „ograniczenia konkurencji”.

 Polityka to w jakiejś mierze konflikt, spór. Ale gdy widzę kongresmanów oklaskujących na stojąco prezydenta USA to im zazdroszczę - tam państwo nie jest ringiem, na którym dwa partyjne grupy organizują sobie ustawki kosztem kazdego interesu państwa. U nas – odwrotnie. W imię potrzeb duopolu partyjnego na centroprawicy dwie wielkie partie nie mają oporu, by wzmacniać lewicę, a lewica czuje się zwolniona z obowiązku formułowania programu, bo czeka na władzę, która przyjdzie na zasadzie zmęczenia Polaków PO i PiS. Nie ma znaczenia, kto co wpisał w programie, co obiecał. Dziś mówią, jutro już nikt nie pamięta. To, co jest esencją polityki gdzie indziej, program spisany np w postaci umowy koalicyjnej, u nas jest zaledwie kłopotliwym dodatkiem, grą pozorów tworzoną doraźnie na bieżące potrzeby, a obecny rząd nie zawarł takiej wcale. Zachodzi podobny proces jak w pierwszej połowie lat 90-tych. Produktem ubocznym sporu na centroprawicy stanie się wywindowana pozycja lewicy, której korzenie są w części ciągle postkomunistyczne z wszystkimi tego konsekwencjami.

 Panie Prezydencie,

jednak nie czas dzisiaj na sentymentalne powroty do myślenia w kategoriach POPiSu. Ruchu na rzecz zmiany nie są już zdolne samodzielnie zapoczątkować PO ani PiS. Pozostaje liczyć na to, że polityczne i koncepcyjne prace poza tym układem mogą z czasem wymusić na tych partiach lub nowych, które powstaną, realizację programu dla państwa. Mimo lat politycznej zimnej wojny domowej są takie postaci, które mogłyby uczestniczyć w takich pracach. Mają do tego mandat prezydenci kilku wielkich miast – w polskiej tradycji bywali już zaczynem reformy. Mam nadzieję, że nie poprzestanie Pan jedynie na ogłoszeniu swojego manifestu i hasło, ze Wrocław jest miejscem spotkań nabierze nowego sensu. Innego rodzaju, mocny mandat do tego rodzaju aktywności mają znaczące postaci życia publicznego, którym udało się uniknąć przyporządkowania na stałe do jednego obozu, szczególnie akademicy z państwowym i politycznym doświadczeniem, jak Michał Kleiber, który właśnie ogłosił swój "dekalog", Leszek Balcerowicz, Wojciech Roszkowski, osoby ze świata dyplomacji, jak Jerzy Koźmiński. Sadzę, że myślą w tych kategoriach niektórzy związani z oboma obozami politycy, jak Jerzy Buzek, którzy nie włączyli się w wojny ostatnich lat a także postaci, które chociaż deklarowały swoje poparcie polityczne, myślą o nim w kategoriach realizacji celu dla państwa. Za taką postać uważam prof. Jadwigę Staniszkis. Myślę, że ponad rozmaite podziały bez trudu wzniósłby się Aleksander Smolar. Powinni uczestniczyć w takiej pracy zdecydowani na zmianę zasad gry aktywni w kraju politycy: jednak pierwszy ruch powinien być wykonany poza ściśle rozumianym „partyjnym światem”.

 Sformułujmy zasadę „To, co najważniejsze” i zaproponujmy porozumienie klasy politycznej, ale też organizacji społecznych, związków zawodowych i ważnych postaci życia publicznego, wokół kluczowych posunięć, które powinny być zrealizowane w najbliższych latach. Powinno to przybrać postać umowy społecznej, której sens polegałby na tym, że plan minimum będzie wykonywany niezależnie od tego, kto wygra wybory, ale też wspierany przez opozycję. Dotrzymanie słowa, że sprawy najważniejsze nie zostaną poświęcone na ołtarzu partyjnych notowań powinna być gwarancją wiarygodności danego stronnictwa.

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale