Mimo iż od pamiętnej czerwcowej nocnej zmiany, kiedy to koalicja strachu obaliła rząd Jana Olszewskiego, minęło już tyle lat, to nadal informacje zgromadzone na słynnej liście ministra Macierewicza stanowią klucz do zrozumienia wielu mniejszych i większych zagadek naszej bieżącej polityki. Nazwiska zgromadzone na tej liście stanowią jakby coś w rodzaju drużyny pierścienia, która posiada szczególną moc kreowania naszej rzeczywistości. Bo jak wytłumaczyć sobie, że kandydaci na najwyższy urząd w państwie szukają kontaktu i poparcia u tych właśnie wybrańców losu, co to kiedyś nieświadomie zostali zarejestrowani jako Tajni Współpracownicy peerelowskich służb.
W minioną niedzielę taki hołd lenny jednemu z owych herosów – TW „Lechowi”, czyli Leszkowi Moczulskiemu złożył Marek Jurek. Później TW „Carex”, czyli Włodzimierz Cimoszewicz „namaścił” osobę Bronisława Komorowskiego. Być może to właśnie „Carex” tak rozgrzewa niektóre sędziny a nie gajowy?
Widząc jak starzy wyjadacze, co to bez swej wiedzy i zgody swego czasu spotykali się z komunistycznymi bezpieczniakami, popierają kandydaturę znanego przeciwnika prywatyzacji szpitali i lasów w Polsce, zaczynam kibicować Grzegorzowi Napieralskiemu. Wszak to pierwszy kandydat środowiska postkomunistycznego, który, jako urodzony po 1972 r., nie musi składać oświadczenia lustracyjnego. Dlatego zapewne jest nie do strawienia przez TW „Alka”, TW „Carexa” czy TW „Wolskiego”. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do państwowca Komorowskiego czy arcykatolickiego Jurka nie zabiega o ich błogosławieństwo.
Czy to też jakiś znak czasu?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)