Pewien człowiek startował na najwyższe stanowisko w państwie pod hasłem “Zgoda buduje”.
Niektórzy podobno nawet wierzyli w szczerość kandydata, mimo, że wspierająca go całym sercem (choć niekoniecznie rozumem, wszak jego nawet nazwiska niektórzy nie pamiętali) ekipa robiła wszystko, żeby hasłu zaprzeczyć. Ale wiadomo - bojarzy może są źli ale car batiuszka jest dobry.
Kandydat został prezydentem i już w jednym z pierwszych wywiadów udało mu się zainicjować awanturę która po dziś dzień absorbuje media, spychając w cień takie pierdoły jak zadłużenie państwa, podwyższanie podatków, kompletna kompromitacja rządu w sprawie katastrofy smoleńskiej, upadek edukacji czy niewywiązywanie się premiera z obietnic i zobowiązań.
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że prezydentowi udało się coś jednak wybudować. Nie są to co prawda wybudowane codziennie 2 km autostrad*, ale jednak efekt jest widoczny. Zaraz przed pałacem prezydenckim.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)