Przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego zdaje się potwierdzać wcześniejsze przypuszczenia...
... Przypuszczenia, które zawarłem w poprzedniej notce.
Wiadomo, że prezydent Kaczyński i premier Donald Tusk po pierwszych "rewelacjach" propagandy rosyjskiej nt. rzekomej współpracy II RP z III Rzeszą Niemiecką, a przed uroczystościami na Westerplatte, spotkali się celem przeprowadzenia poufnej rozmowy i ustalenia stanowiska polskiego.
Miało być ono wyrażone (bo niby kiedy indziej?) dzisiaj.
I tak ustalono najprawdopodobniej, że premier Tusk przyjmie postawę wstrzemięźliwą (co mogliśmy obserwować na konferencji prasowej z udziałem jego i Władimira Putina). Natomiast upomnienie się o prawdę historyczną będzie rolą prezydenta Kaczyńskiego.
Taka strategia była bardzo roztropna o tyle, że to premier Tusk będzie ewentualnie prowadził negocjacje z Rosją i w najbliższej przyszłości on właśnie będzie zajmował się już całkiem przyziemną i współczesną polityką polsko-rosyjską. Natomiast Lech Kaczyński, sprawujący najwyższy, najbardziej prestiżowy i reprezentatywny urząd, najlepiej nadawał się do stanowczej obrony polskiej historii.
I myślę, że obaj spełnili swoje zadania należycie. Zrobiono tyle, ile można było. A przemówienie Lecha Kaczyńskiego - który wypunktował wściekłą rosyjską propagandę jak niegdyś Muhammad Ali swoich przeciwników - mam nadzieję, wyląduje wkrótce na YouTube'ie i będzie bić rekordy popularności :)


Komentarze
Pokaż komentarze (7)