W żółtej kurtce, wraz z kolegami, albo prościej z kumplami, ciągnął po płycie lotniska samolot należący do pracodawcy Józefa Bąka. Na twarzy gościł mu szeroki uśmiech, bo wiedział, że do słusznejj sprawy przykłada grzbiet i ręce.
Powodów do zadowolenia miał zresztą więcej, jak podaje portal wPolityce, w ciągu piętnastu lat służby gdańszczanom, dorobił się siedmiu mieszkań, dwóch działek i miliona trzystu tysięcy pln ulokowanych w akcjach i funduszach.
Czegoś chyba jednak nie dopatrzył, albo może klimat się zmienia, bo CBA zgłosiło do Prokuratora Generalnego swe podejrzenia, że zaniżona cena, jaką zapłacił za luksusowy apartament w Jelitkowie, była premią za zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, tak by pasowało deweloperowi. A było z czego opuszczać, bo ceny za metr kwadratowy dochodzą tam do dwudziestu tysięcy pln.
Źle mu nie życzę, ale przypominają się takie powiedzenia jak: tak dobrze żarło a zdechło, albo mądrość pewnego fryzjera, cytowaną przez Słonimskiego: nakradł się nakradł i umarł.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)