Empereur
"Polska jest nieśmiertelna. Wyzwolimy ją z pęt niewoli odbudujemy z gruzów. Tak nam dopomóż Bóg! (...) Nie zginie Polska! Nie zginie! Lecz żyć będzie po wieki wieków, w potędze i chwale. Dla was, dla nas i dla całej ludzkości." - Ignacy Jan Paderewski
12 obserwujących
109 notek
95k odsłon
  91   0

Pisowska aborcja Konstytucji

Wydanie przez grono, zwane jeszcze niekiedy z przyzwyczajenia "Trybunałem Konstytucyjnym", a będące w istocie ruiną tej instytucji okupowaną przez partyjną klientelę, wyroku orzekającego niezgodność z Konstytucją RP przepisu zezwalającego na dokonanie aborcji w przypadku stwierdzenia ciężkiego uszkodzenia płodu, wywołał w Polsce niemalże wojnę domową. Wojnę będącą ilustracją absurdów rzeczywistości, w jakiej przyszło nam dziś żyć. Oto bowiem rządowi było wolno w 2020 r. pluć w twarz praktycznie całej populacji Polski, zupełnie nielegalnie, na drodze bandyckiej groźby drakońskich kar finansowych, zakazując 38. milionom Polaków wychodzić z domu bez pozwolenia policjanta. Wolno było rządowi w 2020 r. zakazać całym branżom gospodarki normalnego funkcjonowania i doprowadzić nie wiadomo ilu przedsiębiorców do upadku lub na skraj bankructwa. Wolno było rządowi w 2020 r. trzymać pół miliona ludzi w aresztach domowych nazywanych "kwarantanną". To wszystko przez ponad pół roku nie wywoływało żadnego zauważalnego protestu. Natomiast zakulisowe przeforsowanie ograniczenia możliwości dokonania aborcji, które realnie przez cały rok dotyka około 0,03 promila populacji Polski, wywołało eksplozję strajków i protestów. Takie właśnie jest z nas społeczeństwo obywatelskie.

Abstrahując jednak od absurdalnej reakcji polskich środowisk z odchyleniem feministycznym, wyrok TK niezaprzeczalnie był pewnym kuriozum. Pomijając już nawet kwestie proceduralne, fakt zasiadania w składzie orzekającym rodzynków takich jak Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz, wyrok TK był przejawem skrajnego tchórzostwa pisowskiego reżimu. Wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisu wniosła do TK grupa posłów PiS. Można się domyślać, że podczas "towarzyskich spotkań" do kierownictwa TK wpłynęły również instrukcje co do treści rozstrzygnięcia. Pisowski TK posuwał się w przeszłości nawet do wydawania "wyroków", do wydania których zgodnie z ustawą i Konstytucją w ogóle nie jest uprawniony (vide stwierdzenie niezgodności z Konstytucją uchwały Sądu Najwyższego - którego niedopuszczalność na gruncie przepisów nie może nie być porażająco oczywista nawet dla najgłupszego z zasiadających w TK wybranków władzy ludowej). Skoro jednak było zamówienie z Nowogrodzkiej, to trzeba było zamówienie spełnić. Odmówić wykonania usługi można wszak gejom, ale na pewno nie wierchuszce partyjnej.

Z tym tylko, że jeżeli po stronie PiS istniała wola zdelegalizowania aborcji w przypadku ciężkiego uszkodzenia płodu, to można było to zrobić w dowolnie obranym terminie. Zajęłoby najwyżej miesiąc. Wystarczyłoby bowiem wprowadzić jednozdaniową nowelizację ustawy o planowaniu rodziny. Nie można co prawda wykluczyć obstrukcji Senatu, ale jego stanowisko by się niezwłocznie odrzuciło w Sejmie, a Długopis Prezesa podpisałby nowelizację jeszcze tego samego wieczora. Najwyraźniej jednak PiS przestraszył się politycznej odpowiedzialności za ochronę życia dzieci nienarodzonych i postanowił bardzo odważnie wytrzeć sobie pysk Trybunałem Pani Przyłębskiej. Po czym, jak się wydaje, zaczął tego żałować, bo gdy wyrok wywołał falę protestów, zaczął się rakiem wycofywać, zapowiadając nowelizację ustawy, która "zmiękczyłaby" skutki wyroku TK. Tyle tylko, że zakładając że TK działał zgodnie z prawem - czemu PiS przecież nie może zaprzeczyć - zgodnie z prawem przywracając do ustawy uchylony przez TK przepis, Sejm świadomie uchwalałby przepisy niezgodne z Konstytucją. 

Reżim pisowski zagwarantował tym samym, że za kilka lat prawo aborcyjne w Polsce zostanie prawdopodobnie radykalnie zliberalizowane. Siła tzw. "kompromisu aborcyjnego" leżała bowiem w tym, że od ponad 20 lat nikt nie odważył się go tknąć, a wszelkie próby jego zarówno zaostrzenia, jak i złagodzenia, były odrzucane, nawet przed Sejm z rzekomo "liberalno-lewacką" większością PO-PSL (która, oczywiście, nie była ani liberalna, ani lewacka, ale pomińmy to w tym momencie). O ile PiS nie przyspawa się do stołków przy użyciu środków siłowych - czego wykluczyć nie można, znając stosunek tego środowiska do prawa - to jego utrata władzy jest kwestią kilku najbliższych lat. A wówczas, nawet środowiska umiarkowanie konserwatywne, jak wspomniana PO-PSL, będą zobligowane przez swych wyborców i przez lewicową cześć dotychczasowej opozycji do tego, żeby pisowskie machinacje aborcyjne odkręcić. I niestety można przewidywać, że nie będzie to przywrócenie dotychczasowego kompromisu. Wahadło zostało wprawione w ruch i prawo aborcyjne w Polsce zostanie mocno zliberalizowane.

Jeżeli do tego dojdzie, to podziękować będziemy mogli tchórzostwu, braku rozumu i braku honoru pisowskiej wierchuszki. 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale