Przeczytałam dziś taki tekst (Rolex, dzięki!):
No i patrzcie Państwo - wszystko jasne! Premiera nam porwali!
Wsadzili do auta i pod bronią do Smoleńska wieźli, dobrze, że nie zastrzelili. I wszystko jasne - w takim stresie to można nie tylko śledztwo oddać, ale i własną żonę sprzedać!
Jak premier blisko 40-milionowego kraju może w ogóle przyznać, że jechał w obstawie Ruskich jak paczka, bez możliwości jekiegokolwiek działania - to ja nie wiem. To jest po prostu paranoja. Co on myślał, że to kibitka, czy co? Że jak coś powie, to go zastrzelą, a może na Sybir wywiozą???
Bzdura! Kolejna ściema dla frajerów, tym razem oparta na starym strachu przez wywózką w nieznane. Cóż, Panie Tusk, to nie Pańskie rodziny wywożono, nie czuje Pan tematu, trafił Pan kulą w płot.
A jeśli to nawet prawda, to tym gorzej, takim wyznaniem zrobił Pan z siebie kompletnego niedojdę i tchórza. Czyżby strach przed Rocznicą umysł mącił?

