Swego czasu prowadziłem tu pół żartem cykle "porad" dla polityków PO startujących w kolejnych wyborach. Pomyślałem sobie, że skoro zdecydowałem o swoim poparciu dla Kaczyńskiego mógłbym ów eksperyment powtórzyć i uzyskać dzięki temu świeższe spojrzenie.
Jarosław Kaczyński zaczął kampanię świetnie, od czterech mocnych uderzeń:
- wyczekał każąc dziennikarzom zgadywać czy będzie kandydatem PiSu - to wywindowało jego nazwisko na czołówki gazet,
- "schował się" a następnie ogłosił "przemianę" co odcięło media i przeciwników od najłatwiejszej linii ataku i wytrąciła Komorowskiemu miecz z ręki,
- zainicjował i wygrał wyścig o największą liczbę podpisów na listach poparcia,
- wygłosił koncyliacyjne orędzie do narodu rosyjskiego blokując kolejny możliwy wektor ataku na jego osobę.
Po tym niestety jego kampania oklapła. To co zdawało się początkiem jakiejś przemyślanej strategii okazało się błyskotliwą zagrywką taktyczną za którą nie poszło uderzenie głównych sił. Teraz znowu bryluje Komorowski, który podczepił się pod Tuska i stara się ogrzewać jego ciepłem, wydaje się że w miarę skutecznie.
Prawda jest taka, że owszem, Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się chyba przekonać ludzi iż jest równie niegroźny jak Komorowski ale nie udało się pokazać w czym jest od Komorowskiego lepszy. A w sytuacji kiedy to Kaczyński musi gonić samo upodobnianie się do przeciwnika nie wystarczy, bo tym, którzy już wybrali Komorowskiego łagodny Kaczyński może i nie wadzi ale i tak nie jest do niczego potrzebny. A czasu do wyborów pozostało bardzo niewiele i liczenie że dojedzie na samych wpadkach Komorowskiego nie ma realnych podstaw.
Czy w obecnej sytuacji, w czasie powodzi, możliwe jest skuteczne prowadzenie kampanii prezydenckiej? I jak taka kampania miałaby wyglądać?
Jak sądzę Kaczyński może zrobić przynajmniej dwie rzeczy, które wynikają z jego naturalnych atutów.
Po pierwsze może zainicjować szereg debat z innymi kandydatami. Komorowski może mu odmówić ale Olechowski, Jurek, Napieralski raczej nie a zapewne nad każdym (może z wyjątkiem Olechowskiego) kandydatem będzie górował w bezpośredniej dyskusji. Te rozmowy nie powinny raczej odbywać się w studio w Warszawie tylko w różnych miejscach w kraju i dotyczyć konkretnych problemów istotnych dla tych regionów ALE zahaczających w jakiś sposób o kompetencje Prezydenta. To bardzo ważne - tematy gospodarcze czy społeczne są "śliskie" ale przecież nie leżą obecnie w gestii głowy państwa, dlatego kandydaci nie powinni o nich dyskutować.
Drugim atutem Jarosława Kaczyńskiego zupełnie dotąd niewykorzystanym jest sama wizja prezydentury. Wydarzenia po katastrofie smoleńskiej pokazały, że wbrew temu co proponował Donald Tusk Polacy CHCĄ mieć swojego Prezydenta, CHCĄ go wybierać i CHCĄ się z nim identyfikować. Pamiętajmy - to Jarosław Kaczyński reprezentuje w tym wyścigu pogląd że głowa państwa powinna mieć szerokie kompetencje i odpowiadać przed wyborcami! Dlaczego tego nie wyzyskuje? Dlaczego tego nie wyzyskuje? Dlaczego nie mówi Polakom - "chcę abyście mogli sami zdecydować kto stoi na czele Polski!", "chcę abyście mogli być dumni ze swojego Prezydenta!"? Ta karta odpowiednio zagrana może dać niespodziewane efekty - pamiętajmy, że Bronisław Komorowski będzie musiał stać w coraz większym rozkroku, bo z jednej strony nie zaatakuje Tuska za próbę likwidacji urzędu Prezydenta a z drugiej niezręcznie tłumaczyć czemu startuje się na posadę, którą uważa za "dodatek do żyrandola".
Bo to jest chyba podstawą sporu między kandydatami i to taką, której roztrząsanie nie pozwoli raczej przykleić Kaczyńskiemu z powrotem łatki warchoła - czy Polacy będą mieli swojego Prezydenta, czy będą mogli go wybrać, czy będzie ich wspierać i reprezentować i czy będzie mógł to robić godnie. W wersji prezydentury forsowanej przez PO (a więc i Komorowskiego) to raczej nie będzie możliwe.
e.231535


Komentarze
Pokaż komentarze (56)