euromir euromir
102
BLOG

Zegarek Michnika

euromir euromir Rozmaitości Obserwuj notkę 10

Byłem wówczas malutkim, ledwie pięcioletnim chłopcem. Mieszkaliśmy w Warszawie. Moi rodzice pracowali. Dlatego w dni powszednie, rano, odprowadzali mnie do przedszkola znajdującego się na Ładysława. To mała uliczka pomiędzy Wawelską a Filtrową. Można by rzec na zapleczu liceum Słowackiego.

 

Nasz plac zabaw oddzielony był od terenu szkoły wysoką, metalową siatką i rzędem gęstych krzaków czarnego bzu. Ponieważ od urodzenia byłem samotnikiem, toteż najbardziej lubiłem bawić się właśnie tam. Sam, przy ogrodzeniu, zasłonięty chwastami i wysoką pokrzywą.

Cóż to była za frajda! Po drugiej stronie rozpościerało się wielkie szkolne boisko, na którym bez przerwy działo się coś ciekawego! Nauczyciele gimnastyki gwizdali na srebrnych gwizdkach, chłopcy kopali piłkę, zaś dziewczynki piszcząc skakały wzwyż lub w dal.

 

Na skraju boiska, tuż obok ogrodzenia, stała drewniana ławka. Było to miejsce, gdzie uczniowie przebierali się w stroje gimnastyczne. Z drelichowych, zaciąganych sznurówką worków wyjmowali trampki oraz koszulki i spodenki. Krygując się i zasłaniając zakładali je na siebie. Z powrotem pakowali w worki spodnie i mundurki.

Gdy byli już gotowi, ci co mieli, z przegubów dłoni odpinali zegarki i porządnie, jeden obok drugiego układali na ceglanejpodmurówce stanowiącej fundament siatki, za którą siedziałem.

Jakże te małe , metalowe przedmioty mi się podobały! Urzekało mnie, że tak pięknie błyszczą w słońcu , i że gdy przybliży się je do ucha można usłyszeć jak cichutko cykają.

Większość zegarków była produkcji radzieckiej. Nazywały się Pobieda, Moskwa albo Magnitogorsk. Zdarzały się również zegarki niemieckie. Chłopcy mówili, że ich ojcowie odebrali je niemieckim żołnierzom, kiedy ci przegrali wojnę.

 

Tego dnia jak zwykle bawiłem się przy ogrodzeniu. Po jego drugiej stronie kilkunastu chłopców czekało na lekcję gimnastyki. Ci, którzy przyszli wcześniej zaczęli już kopać piłkę, inni jeszcze się przebierali.

O krok ode mnie, na podmurówce parkanu leżało w rzędzie sześć zegarków. Przyglądałem się im uważnie usiłując przeczytać nazwy. Wtedy z budynku szkoły wyszedł nauczyciel i mocnym głosem zaintonował „Budujemy mosty”. Zawiał silny jesienny wiatr, zaszumiały drzewa a zza chmur nagle wyszło słońce. Wówczas uczniowskie zegarki, jak na rozkaz rozświeciły się wspaniałym niklobrylantowym glancem. Cóż za widok! Przez dłuższą chwilę patrzyłem na nie jak zaczarowany. Wtedy to postanowiłem je ukraść! Mieć tylko dla siebie. Bawić się nimi, kręcić wskazówkami, czuć je w kieszonce...

 

Jak mocarna musiała być siła mego pożądania i jak ogromną aurę nad mą głową rozpaliła, skoro już po chwili do ogrodzenia podbiegł Adaś.

- Pali się gdzieś, czy co? - zapytał. Badawczo rozejrzał się dookoła, spojrzał mi w oczy, po czym... a cha! - mruknął. Następnie wybrał jeden z zegarków i poszedł.

Cóż za piekielna intuicja. I jaka przenikliwość!

Ten facio tak ma...

Ja natomiast kompletnie jestem pozbawiony fartu. A przecie brakowało tylko jednej sekundy. I miałbym również zegarek Michnika.

 

euromir
O mnie euromir

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Rozmaitości