Niemało jest ludzi lubiących grzebać się w rozmaitych obrzydlistwach. Ja do nich się nie zaliczam, ale mimo to spróbuję wyłożyc to, co myślę o Włodzimierzu Czarzastym. Nie - nie chcę, żeby to zabrzmiało dwuznacznie; nie idzie o wygląd. Wygląda on tak sobie - świeżość młodości tuszująca nieraz niedostatki urody wprawdzie już minęła, a starość - jak w przypadku Seana Connery uszlachetniająca rysy i posturę - jeszcze nie nadeszła i ten dostojnik państwowy - starszawy, łysawy i nieciekawy - wizualnie obrzydliwy nie jest. Nie o to zresztą idzie; rzecz w tym, co i jak robi i mówi, a ściślej - co powiedział ostatnio. A jeszcze dokładniej - sprawa dotyczy dwóch czasowników, których użył w publicznym wystąpieniu: "s..łem w polu" - powiedział, oraz - "chce mi się rzygać". Ja ten pierwszy czasownik przez delikatność częściowo wykropkowałem i najchętniej użyłbym zamiast niego jakiegoś zamiennika, a on się nie krępował. Wiem - dawniejszych norm nie zawsze się teraz przestrzega, ale jednak nadal się uważa, że publicznie - to nie o wszystkim wypada mówić; o fizjologii - w szczególności. Marszałek w swoim spiczu użył dwóch terminów fizjologicznych związanych z obydwoma końcami przewodu pokarmowego - i gdybyż tylko to: on je wyartykułował w formie najwulgarniejszej i najbardziej ordynarnej spośród tych, które w takich razach oferuje nasz język. Można było inaczej - ot, na przykład: zrobić kupkę, mieć torsje - jeśli wyrażenia głębszych refleksji bez odwoływanie się do fizjologii nijak nie da się uskutecznić.
Coś najwidoczniej tow.Czarzastym kierowało; może chęć dotarcia do jak najszerszych mas przy pomocy jego zdaniem właściwego im języka? Może przeświadczenie, że elita, choćby samozwańcza uprawniona jest do łamania obyczaju i ustalania norm? A może osobiste upodobanie do takich właśnie form ekspresji i wynikające z niego nieopatrzne przeniesienie na forum publiczne tego, do czego się nawykło w gronie sobie podobnych... Albo po prostu - jedna ze stron sporu politycznego tak już ma. Po tej samej przecież stronie wykwitło sztandarowe hasło: "j...ć PiS!" i o jego związku z fizjologią nie trzeba przekonywać. Jeden z idoli tej właśnie strony publicznie wygłosił dopiero co: "d..ę se podetrzyj!" - i znowu fizjologia jak na dłoni. Wygląda na to, że reprezentujący tę stronę politycy nie wyobrażają sobie skutecznego działania bez odwoływania się do tych aspektów życia ludzkiego, które choć istotne - uznawane są za mało wytworne.
A wracając do Czarzastego: różnych marszałków zapamiętywało się z różnych powodów. Małachowski - wiadomo, bo 3 Maja; Zych - bo otwierając posiedzenie Sejmu rozpoczynające jego którąś tam kadencję powiedział: po raz kolejny staje mi... (nawiasem mówiąc - też fizjologia). Czarzastego zapamiętamy, bo stawiał klocka w polu, a teraz chce mu się zwracać. Jakie czasy - taki marszałek, jaki marszałek - taka elokwencja.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)