Samobójcy planując odejście z tego świata wybierają zazwyczaj miejsca ustronne, ale nie zawsze; niektórym potrzebna jest widownia i skaczą z dachu dopiero po zebraniu się dostatecznie licznej publiczności, a dawno temu pewien amerykański senator skompromitowawszy się korupcją czy czymś podobnym wygarnął sobie z kolta w czaszkę podczas konferencji prasowej. Tego własnie osobnika przypominałem sobie nieraz podczas publicznych występów Donalda Tuska - ot, choćby na niedawnym spotkaniu z młodzieżą w Olsztynie, po tym, jak z jego ust padło zdanie: "mamy skłonność do kapitulacji przed tym, kto kłamie bezczelnie".
Z dawnych czasów pamiętam zadanie mające na celu sprawdzenie umiejętności wyciągania prawidłowych wniosków. Występowały w nim dwa plemiona i członkowie jednego z nich mówili zawsze prawdę, a drugiego - wręcz odwrotnie; zadanie polegało na rozwiązaniu związanej z tym łamigłówki logicznej. Od dłuższego już czasu myślę, że nie trzeba być szczególnie przenikliwym, aby powziąć graniczące z pewnością podejrzenie, że ten nasz wyżej wspomniany polityk może być przedstawicielem drugiego z tych plemion i będzie ono, to podejrzenie, oparte na twardych faktach dostępnych każdemu, "kto ma uszy ku słuchaniu i oczy ku patrzeniu". Tych faktów jest takie mnóstwo i tak są znane, że nie wart ich przytaczać - warto natomiast postawić pytanie, dlaczego DT porusza kwestię tak dla siebie delikatną i potencjalnie niebezpieczną, jak prawdomówność; nie tylko tę zresztą - nadmienił też coś o złych ludziach u władzy, a jakiś czas temu wyraził się jeszcze dobitniej mówiąc, że "jak się głosuje na łajdaków, to się ma rządy łajdackie". Podzielił się też taką refleksją: "kiedy władza kradnie, trzeba jej powiedzieć - dość!". Wszystko to razem wzięte może wyglądać na chęć popełnienie samobójstwa politycznego i Donald Tusk, wypowiadając się tak wydaje się stąpać po kruchym lodzie albo balansować na linie rozpiętej nad przepaścią; kontra ze strony słuchaczy, że - to przecież ty jesteś bezczelnym kłamcą i twoje rządy są łajdackie - a władza, której przewodzisz, kradnie na potęgę! - wydaje się bardziej, niż możliwa, a jednak nie zostaje wyprowadzona; więcej - zrywają się oklaski. Dobra - powie ktoś - na spotkania przychodzą jego zwolennicy. Ale echa tych braw pojawiają się w sondażach dotyczących preferencji politycznych! Wychodzi więc na to, że DT może sobie pozwalać na rzeczy z trudem wyobrażalne i wbrew spodziewaniom uchodzi mu to na sucho.
Swego czasu Honoriusz Balzak wyraził pragnienie osiągnięcia takiej pozycji, która by mu pozwalała na swobodne puszczanie - excusez le mot - bąka w salonie i żeby obecni uznawali to za naturalne, dopuszczalne i uzasadnione. Nie ma żadnych doniesień co do tego, aby on się kiedykolwiek na taki akt ekspresji zdobył - mimo, że na pozycję poważanego pisarza zasłużył napisaniem wielu książek; nie odważył się - i już! Donald Tusk napisał jedną, a pozwala sobie na emitowanie produkcji słownych, przy których ów nigdy nie zrealizowany bąk balzakowski kurczy się i blednie - i które nie dość, że nie powodują zatykania nosa - spotykają się z aplauzem. Wnioski? - może najprostszy, że przy Tusku - Balzak wysiada; a inny - że tuskowe audytorium, to nie paryski salon.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)