Z artykułu dowiesz się:
- Częściowe wyniki wskazują na 176 mandatów dla lewicy i 173 dla prawicy
- Ostateczne rozstrzygnięcie przyniosą głosy z zagranicy liczone w środę
- Premier Ulf Kristersson wstrzymuje się z uznaniem porażki
- Rekordowa liczba ponad 90 Polaków ubiegała się o mandaty w Riksdagu i samorządach
Lewica z minimalną przewagą w Riksdagu
Głosowanie do Riksdagu odbyło się w niedzielę . Obywatele wybierali 349 deputowanych do jednoizbowego parlamentu.
Pierwsze sondażowe rezultaty opublikowane po zamknięciu lokali wyborczych zwiastowały wyraźny sukces opozycji. Według badania exit poll telewizji SVT blok lewicowo-centrowy zdobył około 51,3 proc. głosów, co miało przełożyć się na 183 mandaty.
Z kolei centroprawicowy obóz rządzący uzyskał w tym badaniu 46,8 proc. poparcia, co dawało 166 miejsc w parlamencie. Rzeczywiste zliczanie głosów przyniosło jednak znacznie bardziej dramatyczny scenariusz.
W miarę spływania oficjalnych danych różnica między oboma blokami zaczęła gwałtownie topnieć. Nocna prognoza SVT i pracowni Vera Policy wskazywała już na układ 175 do 174 mandatów na korzyść lewicy.
Jak podają media, po przeliczeniu zdecydowanej większości głosów w poniedziałek rano blok centrolewicowy może liczyć na 176 mandatów. Blok prawicowy, tworzony przez dotychczasową koalicję rządową oraz Szwedzkich Demokratów, zdobywa 173 mandaty.
Obejrzyj najnowszy odcinek podcastu Salon24 Algorytmy Władzy. Gościem mecenas Bartosz Lewandowski
Liderka socjaldemokratów Magdalena Andersson zadeklarowała gotowość do wzięcia odpowiedzialności za kraj. Zapowiedziała także szybkie podjęcie rozmów w sprawie utworzenia stabilnej koalicji rządowej.
Kristersson nie składa broni. Decydujące głosy w środę
Przewaga zaledwie trzech mandatów, o której informowały rano media, sprawia, że żadna ze stron nie może być jeszcze pewna ostatecznego zwycięstwa. Szef rządu Ulf Kristersson podczas wystąpienia w noc wyborczą jasno dał do zrozumienia, że nie uważa walki za zakończoną.
- Nie znamy jeszcze ostatecznych wyników. Kwestia, jaki rząd będzie kierował Szwecją w nadchodzących latach, pozostaje otwarta - oświadczył premier.
Szwedzka procedura wyborcza zakłada, że część pakietów do głosowania jest liczona w późniejszym terminie. Głosy z zagranicy oraz te oddane przedterminowo komisje doliczą najwcześniej w środę.
Biorąc pod uwagę, że różnica między blokami wynosi obecnie ok. 28,6 tys. głosów, nawet niewielkie przesunięcia w poszczególnych okręgach mogą zmienić podział mandatów. Przesunięcie zaledwie dwóch miejsc w parlamencie oznaczałoby zmianę większości i utrzymanie władzy przez centroprawicę.
Sytuacja przypomina poprzednie starcia polityczne w Szwecji, gdzie ostateczny kształt koalicji krystalizował się dopiero po zliczeniu każdego protokołu. Cały kraj czeka na środowe podsumowanie komisji wyborczej.
Rekordowy start Polaków w szwedzkich wyborach
Niedzielne głosowanie miało także wyjątkowy wymiar dla polskiej społeczności mieszkającej na północy Europy. Według analizy „Nowej Gazety Polskiej” w walce o mandaty wystartowało co najmniej 90 osób polskiego pochodzenia.
Najwięcej, bo 21, znalazło się na listach Umiarkowanej Partii Koalicyjnej. Szwedzcy Demokraci wystawili 20 takich kandydatów, Socjaldemokraci i Chrześcijańscy Demokraci po 10, a Liberałowie 9. Szacuje się, że w Szwecji mieszka co najmniej 100 tys. Polaków.
Kandydaci reprezentowali bardzo zróżnicowane opcje polityczne, prezentując odmienne wizje rozwoju państwa oraz integracji społecznej. Joanna Kopczyńska (Partia Zielonych) nie kryła krytyki wobec retoryki Szwedzkich Demokratów podczas kampanii.
- Nie podoba mi się kampania Szwedzkich Demokratów, na przykład hasło, że osoby korzystające z zasiłków nie są mile widziane w Szwecji. To jest dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, niestety wielu rodaków podziela podobne opinie - mówiła.
Zupełnie inne spojrzenie na kwestie migracyjne i bezpieczeństwo zaprezentował Mściwoj Świgoń, ubiegający się o mandat z ramienia Szwedzkich Demokratów. W swoich wypowiedziach stawiał na dyscyplinę oraz respektowanie szwedzkich reguł.
- My nie sprzeciwiamy się ludziom dlatego, że urodzili się poza Szwecją. Chcemy natomiast restrykcyjnej i odpowiedzialnej polityki migracyjnej, dobrej integracji i jasnych wymogów wobec osób, które chcą tutaj żyć - podkreślał.
Duża aktywność polskich kandydatów dowodzi rosnącej pozycji naszej diaspory w szwedzkim życiu publicznym. Polacy coraz śmielej zabiegają o wpływ na decyzje podejmowane w Sztokholmie oraz w lokalnych samorządach.
Fot. Premier Szwecji Ulf Kristersson ze swoją żoną Birgittą Ed, która jest pastorem kościała luterańskiego /East News





Komentarze
Pokaż komentarze (22)