Z artykułu dowiesz się:
- Jak rosyjski dron uderzył w lokomotywę relacji Kijów-Warszawa
- Jakie kroki podjęło polskie wojsko i dlaczego poderwano myśliwce
- Co w oficjalnym komunikacie przekazało Dowództwo Operacyjne RSZ w sprawie przestrzeni powietrznej
- Jakie oficjalne stanowisko w sprawie nienaruszonści polskich granic przedstawiło MSWiA
Atak na pociąg relacji Kijów-Warszawa
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w niedzielę nad ranem na terenie ukraińskiego obwodu wołyńskiego. Rosyjski bezzałogowiec trafił bezpośrednio w lokomotywę składu pasażerskiego zmierzającego do stolicy Polski. Maszyna znajdowała się wówczas ledwie dwa kilometry od kordonu.
W pociągu znajdowali się pasażerowie podróżujący do Warszawy. Dzięki ostrzeżeniu przekazanemu przez zespół monitorujący nikt nie odniósł obrażeń. Maszyniści otrzymali w porę wieści o nadlatującym zagrożeniu, co pozwoliło uniknąć tragedii. Informacje o ataku potwierdził ukraiński państwowy przewoźnik kolejowy. Zastępca dyrektora ds. przewozów pasażerskich w spółce Ukrzaliznycia Ołeksandr Szewczenko wskazał na kolejny dzień ataków na szlaki kolejowe.
- Już drugi dzień z rzędu wróg atakuje kolej. Dzisiaj w obwodzie wołyńskim, w odległości 2 km od granicy z Polską, wróg uderzył w maszynę ciągnącą skład pasażerski - przekazała Ukrzaliznycia w oficjalnym komunikacie.
Płonące ciężarówki przy przejściu granicznym
Uderzenie w pociąg nie było jedynym incydentem zarejestrowanym w bezpośrednim sąsiedztwie polskiego terytorium. Po ukraińskiej stronie granicy, około 800 metrów od przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin, według doniesień służb rosyjski bezzałogowiec uderzył w zaparkowany pojazd ciężarowy.
Eksplozja wywołała gwałtowny pożar stojących w kolejce samochodów ciężarowych. Ze względów bezpieczeństwa procedury odpraw na polsko-ukraińskich przejściach granicznych zostały czasowo wstrzymane przez straż graniczną. Po opanowaniu ognia i zabezpieczeniu rejonu ruch towarowy oraz osobowy wznowiono.
Do skali zagrożenia odniósł się wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Oświadczył, że w odległości około 1 km oraz pięć kilometrów od linii rozdzielającej oba państwa uderzyły w ciągu kilku godzin dwa rosyjskie drony.
Wydarzenia w rejonie granicy wywołały stanowczą reakcję dyplomatyczną w Kijowie. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha ocenił, że ataki tuż przy granicy stanowią bezpośrednie wyzwanie dla całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. - Rosyjskie barbarzyńskie ataki na ukraińsko-polskiej granicy w Jagodzinie to nie tylko kontynuacja ataków na naszą granicę państwową. To terror Putina pukający bezpośrednio do drzwi UE i NATO. Rosyjscy barbarzyńcy są u waszych wrót, drodzy partnerzy - oświadczył Sybiha.
Myśliwce w powietrzu
Sytuacja za wschodnią granicą wywołała natychmiastową reakcję polskich Sił Zbrojnych. W niedzielę po godzinie 4 rano Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podjęło decyzję o prewencyjnym poderwaniu dyżurnych par myśliwskich. Jak doprecyzował ppłk Jacek Goryszewski, operacja miała na celu zabezpieczenie polskiej przestrzeni powietrznej podczas intensywnego ostrzału zachodnich obwodów Ukrainy.
Specjalne alerty z ostrzeżeniami trafiły w niedzielę rano do mieszkańców województw lubelskiego oraz podkarpackiego. W Chełmie oraz w sześciu przygranicznych powiatach województwa lubelskiego prewencyjnie uruchomiono syreny alarmowe ostrzegające przed zagrożeniem z powietrza.
Działania wojskowe i wzmożony nadzór radarowy trwały przez kilka godzin. Przed godziną 10 wojskowi poinformowali o zakończeniu operowania myśliwców, a naziemne systemy powróciły do standardowej działalności. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka uspokojała, że polskie granice państwowe pozostały nienaruszone i po polskiej stronie nikt nie odniósł obrażeń. Służby oraz dowództwo jednoznacznie zdementowały pojawiające się w sieci doniesienia o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskiego drona.
Wzmożony nadzór nad wschodnią flanką NATO
Niedzielny incydent wpisuje się w szerszy kontekst eskalacji działań Rosji w pobliżu granic państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. Uderzenia w cele cywilne i logistyczne tuż przy polskiej granicy mają na celu zastraszenie personelu logistycznego oraz zakłócenie dostaw towarów na Ukrainę.
Współpraca między polskimi a ukraińskimi służbami kolejowymi pozwala na szybszą reakcję w sytuacjach kryzysowych. Jak zaznaczył Ołeksandr Szewczenko z Ukrzaliznycia, systemy ostrzegania przed atakami z powietrza są zintegrowane z harmonogramem kursowania pociągów międzynarodowych, co w niedzielę bezpośrednio przyczyniło się do zapewnienia bezpieczeństwa pasażerom pociągu jadącego do Warszawy.
Służby graniczne obu krajów pozostają z kolei w stałym kontakcie radiowym. Informacje o nadlatujących obiektach są przekazywane natychmiastowo, co pozwala na czasowe wstrzymanie odpraw i ewakuację personelu z otwartych przestrzeni w rejonie terminali granicznych, takich jak Jagodzin czy Dorohusk.
Fot. Pociąg relacji Kijów-Warszawa/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (236)