Królik znajduje się w kapeluszu - nie wiadomo skąd się tam wziął i nie wiadomo do końca w jaki sposób. Pan trzyma w ręku pusty kapelusz, macha pałeczką, przewraca oczami i hop! Mamy czary! Z niewiadomego wyłania się żywy, śliczny, biały królik. Każdy chętnie popatrzy, przyjrzy się z bliska.
Podobnie ma się rzecz z rewelacjami dostarczanymi często przez poczytny i opiniotwórczy tygodnik Newsweek. Pan przeważnie nazywa się „dziennikarz śledczy”. Króliczkiem jest „wypasiony”, spełniający rolę sensacyjnego doniesienia nagłówek – ma formę oznajmującą i sugeruje stwierdzenie faktów. Rewelacje te powielają później główne informacyjne portale internetowe m.in. tvn24 i Onet, dając równie wielkie i sugerujące fakty dokonane nagłówki. Wieść jako rzeczywista szeroko się po Polsce niesie i pewnie o to w tej zabawie w czarowanie króliczka chodzi.
Jednak podobnie jak w umowie handlowej najważniejsze jest to, co napisane małymi literkami. W dalszej części tekstu możemy się więc dowiedzieć, że źródło tych informacji najczęściej nie jest wiadome ale za to „pewne”, lub osoba, na której zeznania powołują się dziennikarze nie potwierdza oficjalnie głoszonych przez tygodnik rewelacji. A portale w podtytule zaznaczają, że wszystko o czym piszą cytują za Newsweekiem i to jest często jedyne źródło, na podstawie którego serwis informacyjny zamieszcza te sensacje. I tak się robi echo echo echo…………….
Następują kolejne komentowane w mediach wydarzenia, odbiorca zapomina dokładnie co kto i dlaczego na dany temat powiedział, ale ogólne wrażenie w nim pozostaje n.p. na temat tego, że „źle się w CBA dzieje” ……..
A ten kto prostować i bronić swojego dobrego imienia próbuje….. wiadomo, ma coś pewnie na sumieniu, skoro tłumaczyć się musi.
Tak było na przykład z nagłośnionym przez tygodnik tematem podsłuchu dziennikarzy "Dziennika i G.W.
Nagłówki brzmiały tak:
„Newsweek” – czyli źródło tej rewelacji:
„Dziennikarze "Dziennika" i "Gazety" podsłuchiwani” http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=21302
lub dalej za „Newsweekiem” portal tvn24
„Kaczmarek nie kłamał - podsłuchiwano dziennikarzy; BYŁY SZEF CBŚ POTWIERDZIŁ SŁOWA BYŁEGO SZEFA MSWIA”
Przekaz wydaje się tu zupełnie jednoznaczny.
Przyjrzyjmy się teraz treści i temu co naprawdę mają w tym względzie dziennikarze do powiedzenia w dalszej części tekstu podanego już małymi literkami:
„zeznania Marca, do których teraz udało się nam dotrzeć, rzucają zupełnie nowe światło na całą aferę. "Podsłuchiwaliśmy reportera "Gazety Wyborczej"- potwierdził Marzec w prokuraturze. (…) Marzec nie chciał z nami rozmawiać. - Jestem świadkiem, nie mogę mówić o swoich zeznaniach – stwierdził”.
Cała sensacja opiera się więc na nie udokumentowanych rewelacjach – nie wiadomo skąd i w jaki sposób pozyskanych zeznań byłego szefa CBŚ, KTÓRYCH ON SAM NIE POTWIERDZA. Ale dziennikarski tekst, a przede wszystkim nagłówek napisany jest tak, jakby to była prawda.
Dalsza część artykułu opiera się na przypuszczeniach, nie faktach:
„Jak ustalił "Newsweek", CBŚ mogło podsłuchiwać Zielińskiego, gdy na początku czerwca przygotowywał krytyczny artykuł o ówczesnym szefie policji Konradzie Kornatowskim. - Obawiam się, że rzeczywiście moje rozmowy z Zielińskim mogły być nielegalnie podsłuchiwane, w czasie gdy rozmawiałem z nim o powstającym artykule o Kornatowskim - przyznaje w rozmowie z "Newsweekiem" były rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji Zbigniew Matwiej”
Były, czy mogły być? Z czego tak naprawdę zrobiono sensację we wszystkich prawie serwisach informacyjnych? http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=21302
Świeży temat następnych ujawnianych przez pismo „nieprawidłowości” to sprawa prokurator B. Kempy.
Rewelacja Newsweeka brzmi tak : była zastępczyni Ziobry była podsłuchiwana przez CBA, nagrano jej zdanie skierowane do dyr. szpitala w sprawie doktora G.: „Ustawimy prokuratorów i sprawę się umorzy”. http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=21607
No, po takim newsie wrażenia dość jednoznaczne – „CBA nie wierzy nawet swoim, a ta Kempa, zdaje się że też umoczona”.
Jest tylko znowu jedna wątpliwość – brak wiarygodnego potwierdzenia tej sensacji – dalej czytamy, że „Nagranie i stenogram z podsłuchanej rozmowy znajduje się w kancelarii tajnej Prokuratury Okręgowej w Warszawie - potwierdził "Newsweek" w dwóch niezależnych źródłach.”
Pomówiona B. Kempa chce jednego – by opublikować podsłuchy w sprawie doktora G. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,9492918,wiadomosc.html
Jak inaczej można się odnieść do czegoś, o czym się mówi, że jest, ale czego tak naprawdę nie widać?
Jak walczyć z tymi, którzy lubią czarować i wyciągać z kapelusza białe króliki?
I jeszcze jedno pytanie natury ogólnej – co zrobić z dziennikarzem, którego rewelacje nie są później weryfikowane lub okazują się nieprawdą? Mając tak potężne narzędzie w ręku jak media łatwo o nadużycia http://www.tygodniksolidarnosc.com/2006/12/14d_dzi.html.
Powołując się na „pewne źródło” można sprzedać każdą bzdurę przyozdabiając się w laury niezależnego walczącego ze złem dziennikarza. Kto sprawdza dostawcę „ informacji”? Jaki ponosi konsekwencje jeśli okaże się, że woli iluzję od rzeczywistości?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)