Za PRL-u walka z opozycją odbywała się zasadniczo jednowymiarowo,tzn.aparat bezpieczeństwa inwigilował środowisko poprzez tajniaków i często płatnych kapusiów,aby dotrzeć do osób ,,niebezpiecznych,, dla władzy i zamknąć ,często nawet bez jakiegokolwiek procesu sądowego.
Nic dziwnego,bo było to typowe dla ustroju totalitarnego postępowanie,które okazało się skuteczne do czasu kiedy ruch społeczny ,,Soliidarność,, przybrał rozmiary,które posiadanym aparatem inwigilacji i represji nie dały się sprowadzić pod kontrolę władzy.
Widząc więc z jednej strony,że katastrofalny stan państwa nie pozwala na dalsze funkcjonowanie reżymu,a ruch ,,S,, wymyka się powoli spod kontroli zaczęto poszukiwać rozwiązań,które z owego ruchu społecznego,a także spośród innych,oraz instytucji satelitarnych o charakterze doradczym wyodrębniłyby ludzi na tyle konsyliacyjnych,że przy ich pomocy stworzono by pozory opozycji,z którą reżim łaskawie podzieliłby się władzą(odając jej znamiona) sam pozostawiając sobie możliwość wpływu na wszystkie kluczowe sprawy,jak media (w tym powstawanie nowych) i oczywiście resorty służb specjalnych i gospodarki.
Taktyka okazała się słuszna kończąc się Magdalenką i ,,okrągłym stołem,, który okazał się zwycięstwem komunistów ,przypieczętowaniem zasady ,,my nie ruszamy waszych,a wy naszych,, oraz miękkim lądowaniem byłych współtwórców reżimu na stanowiskach w gospodarce i polityce.
Tyle gwoli wstępu,który każdy zna,a nawet wiedzieć powinien.
Ta głęboko słuszna(z punktu widzenia totalniaków) i zwieńczona sukcesem taktyka posłużyła być może ludziom,którzy wtedy dogadali się z władzą,albo partycypowali przy konfiturach rozdawanych na bazie ,,wielkiego kompromisu,,a tworzących dzisiaj zaplecze politycznego establishmentu do podjęcia działań mających na celu ,,podkopanie,, największej partii opozycyjnej,będącej jedynym realnym dla ,,ludzi kompromisu,, zagrożeniem i kontestującej ich rzetelność i działanie w zgodzie z polską racją stanu.
Daleki jestem od sugerowania komuś premedytacji,ale działanie pani Kluzik-Rostkowskiej,która w kampanii prezydenckiej ,,powyrywała,, Kaczyńskiemu zęby i zrobiła z niego plastikowego kandydata wyjątkowo w takiej oprawie pasującego do strategii strony przeciwnej stanowi analogie do czasów lepienia z gliny opozycji przez resort Kiszczaka.
Niepowodzenie taktyki sztabu Kaczyńskiego,gdzie prym wiedli Kluzik-Rostkowska,Jakubiak,Migalski i Poncyljusz musiało skończyć się wyciągnięciem konsekwencji przez Kaczyńskiego,a tym samym zmianą retoryki.
W tym samym czasie obserwujemy w mediach głównego nurtu starania do wyodrębnienia z ,,zaściankowego,, i nastawionego na konfrontację PIS-u różnych grup,zwanych ,,muzealnikami,, albo ,,liberałami,, aby ułatwić postronnym ich identyfikację i żeby ich promować w celu wyjścia z ,,partii dzielącej Polaków,, i założenia nowej,na wzór koncesjonowanej opozycji z PRL-u.
Ponieważ nikt swej taktyki nie zdradzi szukać potwierdzenia tej hipotezy należało tam,gdzie szanse są największe,więc u pana Komorowskiego naturszczyka,który zadufany w sobie nie korzysta,jak Tusk z porad ludzi kształcących polityków pod kątem sugestywnej narracji. I tenże w wywiadzie dla T.Lisa potwierdził niejako moje przypuszczenia mówiąc:
// Mówiłem wielokrotnie, że marzy mi się taka sytuacja, w której będzie widać, że w Kancelarii Prezydenta są osoby, które mają swoje obszary odpowiedzialności, a jednocześnie mogą być takim pasem transmisyjnym do konkretnych segmentów ideowych na polskiej scenie politycznej,,
Trzeba wnikliwie obserwować poczynania PIS-bis i jak media,oraz grupa trzymająca władzę podejdą do sprawy powstawania nowej partii,a wtedy uzyskamy odpowiedź czy to,co napisałem pozostanie tylko hipotezą,czy posiądzie znamiona realności?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)