Wczoraj cała Polska podziwiała Bronisława Komorowskiego w hełmie i na nartach,goszczącego w rezydencji w Wiśle i fakt ten nie przykułby mojej uwagi,gdyby nie fakt,że podziwianiu towarzyszyło także wstrzymanie oddechu związane z pytaniem ,,czy dojdzie do spotkania,, prezydenta z powróconym do kraju Adamem Małyszem?
Tego drugiego było mi wczoraj żal i to z dwóch powodów.
Tłok dziennikarzy na lotnisku w Pyrzowicacach był tak wielki,że pan Adam nie wiedział którędy do wyjścia,a marzył mu się ino obiad w domowych pileszach .
Potem jak pytanie ,,czy spotka się z nim prezydent?,, zostało rozstrzygnięte na niekorzyść naszego idola sportu musiał się jeszcze przebrać w szaty godne głowy państwa i przedstwiciela polskiego ziemiaństwa ( nie wiem czy aktualne,bo po artykule w SE nie wiadomo) i udać się na smal talk przy herbacie.
Tak się składa,że gdybym nie napisał notki o Kwaśniewskim,który znalazł się w Oslo zupełnie przypadkowo oczywiście i nie chciał się ogrzać w blasku kończącego karirę Małysza,to nie napisałbym i tego paszkwilu,ale że stało się,jak się stało i Komorowski wykorzystał Małysza do swoich celów wizerunkowych,a więc politycznie to już trudno.
Ludzie ze świecznika mają na prawdę ciężko ,bo nawet po zakończeniu kariery wykorzystuje się ich do ,,niecnych,,celów,jak w tym przypadku do budowania wizerunku prezydenta oczywiście wszystkich (z byłej UW) Polaków.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)