Rzecz miała miejsce kilkanaście minut temu,ale do teraz z trudem łapię oddech.
Wyszedłem tylko na chwilkę,na dworze zrobiło się jakoś szaro-ciemno,a krótkie spojrzenie w niebo nie pozostawiało złudzeń.Będzie ostro i mokro.
Musiałem wyjść,matka natura jest bezwzględna,a apetyt miałem ogromny,więc o powrocie do domu nie było mowy.Zdając sobie sprawę w co się pakuję szybkim krokiem ruszyłem z kopyta,by po chwili osiągnąć cel.
Cel był ciepły i jasny,co jakże kontrastowało z tym,co za chwilę miało się rozegrać.
Wyślizgnąłem się z ciepłego i podmuch huraganu uderzył mnie w twarz.Kilka kroków dalej,już opuściwszy zacisze wyższych budynków ,raz z prawej,a po chwili z lewej napierał na mnie inny podmuch tego samego zjawiska.Jakby tego było mało mieszanka śniegu z ostrymi kawałkami lodu z ogromną siłą uderzała we mnie,szczególnie ostro atakując twarz,jakby chciały mnie obezwładnić,zwalić z nóg i pożreć.
Nie wiem jakim cudem udało mi się cało dotrzeć do domu?Cało,ale mokro.
Tych 5 minut długo nie zapomnę.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)