Otóż nie. Debata jest wyreżyserowanym przedstawieniem. Debata to igrzyska. W naszym wydaniu igrzyska w których można jednego gladiatora wyposażyć w karabin a drugiego w szable a gawiedź i tak nie odwróci się zniesmaczona.
Ale samo to przedstawienie to tylko początek. Później jest doskonałym materiałem do manipulacji. Choćby bardziej odpowiadający salonom uczestnik twierdził w trakcie debaty, że 2+2=5 to i tak w niezliczonych plebiscytach internetowych i wywodach specjalistów dowiemy się, że debatę wygrał. I dlatego nawet warunki w jakich debata się odbywa nie mają większego znaczenia, jakby nie sprzyjały jednemu z uczestników i tak ważniejszy jest dalszy los debaty i to co zostanie z nią zrobione, kogo salony ogłoszą zwycięzcą.
Debaty nie chcą ci, którzy są lepiej przygotowani tylko ci, którzy mają za sobą więcej krzykaczy w mediach. Bo merytoryczna dyskusja w debatach zwykle jest nieobecna.
Dziś mówienie, że debata jest podstawą demokracji jest mówieniem, że uczestnik wzywający do debaty jest prodemokratyczny, jest ukrytą pochwałą. Już wskazuje, kto jest za demokracją a kto przeciwko niej.
Tymczasem demokracja wymaga nie tyle przedstawienia, co rzetelnej informacji o programach i ich uczciwej analizy. Demokracja wymaga znajomości poglądów i programów, a nie pyskówki o pistolecikach czy błędach językowych. Demokracja wymaga wolnych mediów, informacji i minimalnej inteligencji wyborców. Nie wymaga zaś igrzysk, socjotechników i manipulatorów.





Komentarze
Pokaż komentarze (8)