Dopiero teraz obejrzałem wywiad.
Lis był na tyle beznadziejny, że nawet pisać mi się nie chce.
Nie będę tego nawet uzasadniał, szkoda stukania w klawiaturę.
W pierwszej części wywiadu Kaczyński zbyt lekko demonstrował nieudolność Lisa, to budziło sympatie dla Lisa, na zasadzie – skoro tak mu zależy to daj się choć raz ugryźć, bo chłopak się rozpłacze. Po prostu traktował dziennikarza jak natrętną, niezbyt groźną muchę.
Ale mucha była na tyle uparta, że w którymś momencie spektakl stał się szczytem niedobrego smaku. Zwłaszcza kiedy Lis zaczęła sięgać po sprawy dotyczące śp. Lecha Kaczyńskiego i za bardzo chciał chociaż na koniec zapunktować. I Kaczyński zapunktował poważnie, bo okazało się że jest jednak litościwy, że od tej muchy tylko się opędza, bo większość z nas w tej sytuacji już by ją rozpłaszczyła za pomocą packi.
Lis jest przerażający w tym jak się nie rozwija. Pewnie nie może wyjść z szoku, że stare chwyty z pistolecikiem już nie działają. Nagra sobie czołówkę do programu, filuternie patrząc w oczy i przechylając głowę raz w prawo, raz w lewo. I na więcej chyba go nie stać. Ten Lis to jednak bardziej mucha niż sprytny drapieżnik.
O takich szczegółach jak brak istotnych pytań to też już mi nawet się wspominać nie chce. Mimo to wspomne. Ale tylko.





Komentarze
Pokaż komentarze