Format A4
Więcej pytań to więcej odpowiedzi.
0 obserwujących
6 notek
6881 odsłon
  373   0

Dziaders na księżycu

Źródło: Pixabay
Źródło: Pixabay

Elementarny brak kontaktu z rzeczywistością to coś, co charakteryzuje nasze rodzime „elity” od bardzo dawna. Mimo to nadal raz na jakiś czas pojawia się w owym środowisku ktoś, kto poprzeczkę ustawioną stosunkowo wysoko przez „ludzi wykształconych, i na pewnym poziomie” jest w stanie podnieść jeszcze wyżej.

Tym razem padło na Zbigniewa Hołdysa. W ostatnim wywiadzie w „Gazecie Wyborczej”, dzieli się Hołdys swoimi przemyśleniami z ostatniego czasu. Poczesne miejsce zajmuje w tych rozważaniach osoba Donalda Tuska, którego były muzyk Perfectu a obecnie czołowy hejt... ekhm, felietonista Newsweeka postrzega jako wybawcę ludu ciemiężonego przez PiS, a także nadzieję młodych ludzi.

W świecie, w którym 57-letni Kuba Wojewódzki robi za dyżurnego młodzieniaszka, Tusk istotnie może jawić się jako idol młodzieży.

Cóż, nie pierwszy to raz, gdy w szeroko pojętym obozie lewicowo-liberalnym myślenie życzeniowe zdecydowanie dominuje nad trzeźwym oglądem rzeczywistości. Medialni klakierzy części obecnej opozycji są gotowi wyprodukować i uwierzyć w każdy news niosący nadzieję na obalenie, czy choćby tylko osłabienie znienawidzonego PiS-u. Cena utraty twarzy bądź resztek estymy nie wydaje się być w tej grze specjalnie wygórowana.

Najmniej ważny jest tu bowiem człowiek. Ledwie skrywana dlań pogarda, była w rzeczonym wywiadzie aż nadto widoczna. Zwłaszcza we fragmencie, gdy Hołdys dzieli się (ponoć prawdziwą) historią, w której miał do niego podejść jego sąsiad, u którego Mentor Hołdys zdecydował się kupić „jakiś wiejski produkt”. Następnie sąsiad ten, odważył się zapytać Mentora: „Dlaczego wy bronicie tego Trybunału Konstytucyjnego? Przecież to są sami Niemcy!” (jak wyjaśnia Mentor: „To były czasy, kiedy była straszna jazda po Rzeplińskim i Trybunale Konstytucyjnym”). Następnie dowiadujemy się, że zapytany „poświęcił mu z 20 minut”, nie mając nadziei że do czegokolwiek sąsiada przekonał. Na pożegnanie jednak, wiedziony zapewne chęcią zgłębienia meandrów pisowskiego umysłu, postanawia Mentor zadać pytanie – skąd sąsiad to wie? No co padła odpowiedź: „wszyscy to mówią, i ksiądz, i telewizja, wszyscy!”. Wówczas Mentor odszedł jak niepyszny, wedle własnych słów myśląc sobie: „no tak...”.

No tak. Abstrahując od prawdziwości tej anegdoty, uderzające jest dla mnie jedno. Hołdys przywołuje obraz swojego rzekomego sąsiada-kołtuna, zapewne czerpiącego swoją wiedzę z ambony i TVP, przeciwstawiając go w pewnym sensie samemu sobie, kompletnie nie dostrzegając, że on sam jest lustrzanym odbiciem tegoż sąsiada, w wersji à rebours. Udzielając wywiadów, i pisząc felietony w skrajnie antypisowskich mediach, w swoim mniemaniu uważa się za jednego z grających po „właściwej stronie”. W praktyce jest to jednak nic innego jak leczenie własnych kompleksów, za pomocą ślepej wiary w słuszność swojego obozu.

Jedną z emanacji tejże ślepej wiary jest... wspomniana wiara w Tuska. Jak wiadomo, wczoraj oficjalnie Donald Tusk został p.o. przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Jego pierwsze przemówienie w tej roli nie należało do specjalnie odkrywczych, również dzisiejsze, niedzielne wystąpienie dla mediów raczej nie wnosi świeżości. Były premier najprawdopodobniej liczy na zawiązanie swoistego sojuszu z „zaprzyjaźnionymi” mediami, co może skutkować jeszcze silniejszą antypisowską ofensywą niż ta, z którą mamy do czynienia od wielu lat. Ofensywą, która do 2015 roku była gwarantem utrzymania władzy przez PO. Trudno powiedzieć, czy również tym razem ta strategia przyniesie skutek, bowiem PiS również zdaje się nie zasypiać gruszek w popiele.

Nie sądzę jednak, żeby Tusk stanowił atrakcyjną alternatywę dla młodych. Ci z nich, którzy są nieco starsi, bądź są w polityce dobrze zorientowani, z pewnością pamiętają (albo mają świadomość) bilansu jego rządów. Ci, którzy wyborcami jeszcze nie są, bądź są nimi od niedawna, są grupą bardzo niejednorodną, a przede wszystkim zdecydowanie zbyt mało liczną, by móc realnie wpływać na wyniki wyborcze (odsyłam w tym miejscu do świetnego wywiadu Michała Płocińskiego z Piotrem Trudnowskim na łamach ostatniego wydania „Plus Minus”).  

W mojej ocenie, Donald Tusk wrócił do polskiej polityki wyłącznie w celu zdjęcia z siebie odium „tchórza, który uciekł do Brukseli” i który pozostawił partię w opałach, skazując ją na kolejne klęski wyborcze. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż powrót Tuska nastąpił w najwygodniejszym dla niego, z punktu widzenia politycznego, momencie. Najbliższe wybory ogólnokrajowe odbędą się dopiero za dwa lata, co pozwoli Tuskowi na odpowiednio wczesne „zwinięcie żagli”, gdy na przykład za rok okaże się, że jego misja się nie udaje. Jeżeli uda mu się przywrócić Platformie dawny blask i poprowadzić ją do ewentualnego zwycięstwa w wyborach, przypisze sobie tę zasługę w całości. Jednak jeśli sondaże nie będą zbyt przychylne, nie mam żadnych złudzeń – Tusk po raz kolejny zostawi Platformę na lodzie bez żadnych sentymentów, byle tylko uniknąć odpowiedzialności za porażkę.

W tym świetle, wiernopoddańcze nawoływania Hołdysa o powrót Tuska, i upatrywanie w nim nadziei na porwanie młodych ludzi, brzmią co najmniej groteskowo. Najsmutniejsze jest jednak to, że ludźmi takimi jak Hołdys prawdopodobnie nie kieruje (jak w przypadku polityków) cynizm, ale prawdziwa i szczera wiara w to, że jest się „po stronie prawdy”. Jest to na swój sposób fascynujące, bowiem taka postawa wymaga przymykania oczu na niezliczone przykłady hipokryzji, hejtu, obłudy i skrajnego zakłamania obozu „demokratycznego”, których świadkami jesteśmy przecież od dawna. Być może wynika to z faktu należenia do pokolenia, które zostało „ukształtowane” w innych czasach, niemniej trudno jest mi oprzeć się wrażeniu, że metryka nie ma tu aż tak dużego znaczenia.

Jak bowiem mawiał Hegel: „Jeśli teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów”. Chęć odsunięcia PiS-u od władzy za wszelką cenę jest tak silna, że przysłania nie tylko ewentualne plusy rządów obozu ZP, ale przede wszystkim uniemożliwia jakąkolwiek racjonalną ocenę sytuacji. Jako żywo, gdzie są wyłącznie emocje, tam nie ma miejsca na rozum.

Tym większy może więc okazać się huk, gdy za jakiś czas okaże się, że wielki balon z napisem „TUSK” widowiskowo pękł.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka