0 obserwujących
26 notek
14k odsłon
1213 odsłon

Światło czy ciemność na grobach

Wykop Skomentuj

 

 

Szanowny Panie Janku, czytałem Pańskie bardzo ciekawe refleksje na temat Wszystkich Świętych, także zastanawianie się, skąd u protestantów brak świec na grobach. Ten wątek postarałem się wyjaśnić. Nie wiem, z jakim skutkiem. (Jest w załączniku – przyp. JK).

Serdecznie pozdrawiam

                                           Daniel Kadłubiec

 

Ze skutkiem dla mnie wyśmienitym, Szanowny Panie Danielu! I w dodatku jeszcze taka niespodzianka. Bo po tylu różnych mailowych nieprzyzwoitościach czy wprost dokuczliwościach już się obawiałem, żeś, Drogi Przyjacielu, na mnie „zanevřel“, nie przychodzi mi na myśl polski odpowiednik, znienawidzieć to chyba nie aż to! Że się świec na wszystkich grobach nie zapala, to mi nie przeszkadza ani nie oburza, tylko się nad tym zastanawiam, dlaczego taki zwyczaj jest u jednych, a brak go u drugich – w tym wypadku jednych i drugich chrześcijan, wychodzących formalnie z tych samych źródel, zasad, a mianowicie Biblii. Symbol światła chyba odgrywa tutaj najważniejszą rolę, bo światło symbolizuje wieczność, bezcielesność, niematerialność, ducha, życie, chwałę Boga, Chrystusa, objawienie, świętość, moralność, dobrobyt, dobroczynność, radość duchową, wesołość, ewolucję, intelekt, wiedzę, natchnienie, intuicję. Umarłym już nic nie pomoże, niczego im nie trzeba (jako katolik uznaję jeszcze modlitwę za zmarłych), ani swiatło, ani nic im też nie zaszkodzi – ciemność czy zimno, głód czy pragnienie. Zawsze uważałem i nadal uważam, że przychodzę na grób swoich bliskich nie dla ich dobra, ich potrzeby, ale dla własnego, żeby między innymi mieć na pamięci, dokąd to ta nasza droga w końcu prowadzi i jak należy się w życiu zachowywać, by osiąnąć właściwy cel (jeśli taki istnieje poza życiem, bo też uważam, że życie ma sens samo w sobie, nie koniecznie jako wstępne stadium do błogosławionej przyszłej wieczności).

Jeśli przyjmniemy, że taki jest zwyczaj, to bez względu na jego irracjonalność, nie powinien nam przeszkadzać. Od siebie dodaję, że należy go uszanować, szczególnie kiedy takie życzenie wyrażał nasz bliski zmarły. Natomiast nie godzę się zupełnie z tymi różnymi spekulacjami, że jeśli „zły“ katolik światełko zapala, to ja się temu muszę przeciwstawić, tłumacząc to różnymi dziwolągami, nawet z odwołaniem się do biblijnych tekstów (Ewangelista św. Jan, 5:24). 

Poniżej przytaczam wymowną wypowiedź jednej Szanownej i przeze mnie szanowanej Pani:

„Serdecznie pozdrawiam, drogi bracie Janku, dzięki za jakiekolwiek Twoje refleksje, fotografie, wspomnienia. Zawsze lubię zerknąć w Twój mail, co znów ciekawego stanęło na Twej drodze.

Jeśli chodzi o ten "dziwny" śląskoewangelicki zwyczaj nie palenia świecy na  grobach, piszesz, że nie masz pojęcia, dlaczego tak czyniono czy stale czyni się… Nie znam, tyle etnologicznych detali w szerszym kontekście, jak zapewne dr Kadłubiec. Mogę Ci tylko powiedzieć o naszej rodzinnej tradycji. Też ciekawiło mnie jako małe dziecko, dlaczego na "naszych"

cmentarzach nie pali się tyle świec, co na "katolickich" i dlaczego my nie zapalamy światła. Wtedy babcia powiedziała mi, że niektórzy katolicy zapalają światło i wyjaśniają to tak, że chcą "poświecić" zmarłemu na jego drodze z oczyśćca do nieba. Ewangelicy chyba w reakcji na takie "powiary" nie zapalali świec, by i takim sposobem wyznać swoją wiarę w Słowo Boże:

"Zaprawdę powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w raju." Ewg.Św.Jana.

5/24: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam,kto słucha słowa mego I wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny і nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota."

Jednak światło świecy to bardzo silny symbol, jak piszesz, symbol nadziei, życia, wspólnoty, Bożej obecności, i dlatego ma ono swe stałe miejsce w naszej wspólnocie. Przed każdym nabożeństwem zapalamy świece na ołtarzu.

Nawet kiedy nabozeństwo z Wieczerzą Pańską odbywa się na różnych miejscach poza kościołem (w domu emerytów czy nawet w przyrodzie - świadectwem tego są zapewne otwory na świece w skale, który służył jako ołtarz na potajemnych nabożeństwach na Zokamiyniu w Nydku i indziej w czasach kontrreformacji)…

W domach przy nabożeństwach rodzinnych (oprócz świąt godowych) raczej świec nie zapalano, ale i tak światło znalazło drogę do naszego stołu. Po rewolucji, kiedy mogliśmy zacząć z rodziną podróżować na Zachód, przywieźliśmy sobie zwyczaj zapalania świecy przy każdym stołowaniu właśnie z Europy Zachodniej i od naszych przyjaciół ze Stanów.:) Bardzo nam się spodobał i dlatego juz chyba 20 lat, kiedy zasiadamy razem do stołu (nawet w dzień powszedni!), nie może zabraknąć palącej świecy. :) Czekamy na mamę, która nawet wstanie od stołu, kiedy zauważy, że świeczka się nie pali, zapala ją i dopiero wtedy modlimy się!

W swoim nowym mieszkaniu mam świecę niemal w każdym pokoju.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale