To, co wszyscy, którzy mieli nieszczęście załatwiać cokolwiek z urzędami miast, wiedzą od dawna, stało się przedmiotem orzecznictwa (link).
Urzędy samorządowe wobec najemców mieszkań komunalnych występują nie w charakterze władzy publicznej, ale prywatnego właściciela – co prawda skrępowanego przepisami ustawy o gospodarce mieszkaniowej, ale nieskrępowanego przepisami kodeksu postępowania administracyjnego, i jako takiego, wolnego od konieczności terminowego załatwiania spraw w zgodzie z procedurami k.p.a., wolnego od kontroli sądownictwa administracyjnego, a gdyby ktoś z Urzędem śmiał się prawować, to musi płacić wadium i czekać w kolejce, jak wszyscy wnoszący sprawy przed sąd cywilny.
Praktycznie czyni to samorządy w odniesieniu do własności publicznej i zadań społecznych im wyznaczonych panami na własnej zagrodzie – a korzystający z komunalnych mieszkań są dlań niczym karaluchy, a nie obywatele. Zadania publiczne samorząd przeprowadza zatem dwoma ścieżkami – publiczną (gdy są objęte obowiązkami samorządu wynikającymi z prawa) i prywatnoprawną (gdy może udawać właściciela). Czym się różni prawdziwy właściciel od wirtualnego, reprezentowanego przez nieodpowiedzialnego przed prawie nikim urzędnika, tego chyba nie trzeba tłumaczyć. A koncepcja urzędu nieodpowiadającego za swoją urzędową działalnośc trzyma się nieźle.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)