613 obserwujących
1599 notek
9296k odsłon
9702 odsłony

Wokół zeznań Sasina (3)

Wykop Skomentuj352
J. Sasin przed Zespołem min. A. Macierewicza zeznaje m.in. tak (07'05'' materiału sejmowego): „Ja przybyłem do Smoleńska 9 kwietnia, poprzedniego dnia przybyłem tam samochodem, koło godziny 20-tej dotarłem na miejsce. Moim zamiarem było jeszcze tego dnia spotkanie się z polskimi służbami, które tam są na miejscu, a przede wszystkim mam na myśli polskie służby dyplomatyczne. Spotkałem się jeszcze tego samego dnia wieczorem z ambasadorem Bahrem oraz przedstawicielami polskiej placówki dyplomatycznej w Moskwie, jak również w tym spotkaniu uczestniczył przedstawiciel polskiego MSZ-u, protokołu dyplomatycznego, pan Tadeusz Stachelski, który był tam na miejscu i od strony protokołu przygotowywał tą wizytę. Spotykałem się z funkcjonariuszami Biura Ochrony Rządu, aby od nich odebrać również informację, co do tego, czy są jakieś problemy z przygotowaniem tej wizyty, jak również ze swoimi pracownikami, którzy tam na miejsce też przybyli i jeszcze wizytowali tego dnia cmentarz w Katyniu (czyli on nie wizytował? - przyp. F.Y.M.).

 
Oni mi zdawali relację, jak te przygotowania tam wyglądają. Też się spotykałem z przedstawicielami NBP, którzy też poprzedniego dnia przyjechali, chodziło o ustalenie szczegółów uczestnictwa p. prezesa Skrzypka (…). Do późnych godzin wieczornych czy nocnych byłem czy te spotkania miały miejsce i ja zakończyłem ten dzień taką odprawą z pracownikami kancelarii Prezydenta, gdzie podzieliliśmy zadania na dzień następny. Dzieląc te zadania, zdecydowałem wieczorem, że udam się wraz z jeszcze jednym pracownikiem na lotnisko rano. Natomiast pozostali pracownicy udadzą się na cmentarz i tam na cmentarzu będą pilnować, aby wszystko zostało należycie przygotowane. Takie były ustalenia na koniec soboty, koniec piątku.”

 
Grafik po godz. 20-tej miał więc Sasin niezwykle wypełniony, zakładając bowiem, że z wszystkimi nie spotkał się naraz w jakiejś wielkiej sali konferencyjnej, to miał tych spotkań przynajmniej cztery: 1) z ludźmi Bahra i Stachelskim, 2) z BOR-em, 3) z pracownikami kancelarii i 4) pracownikami NBP (bo nie wiem, czy „odprawę” zamykającą dzień Sasina należy wliczać jako osobne, dodatkowe spotkanie, czy to było to już liczone właśnie jako trzecie) – z tego jednak co mówi, wynika, że NIE uczestniczył w żadnych oględzinach miejsc, co zgadzałoby się z tym, co twierdził w kwietniu 2011 M. Janicki:

 
Osobą odpowiedzialną z ramienia Kancelarii Prezydenta był pan minister Jacek Sasin, ale nie przyjechał. Nie wiem dlaczego.”

 

 
Kwestię tę nagłośniła zresztą nie tylko centrala Ministerstwa Prawdy przy Czerskiej, ale i inna agenda tego ministerstwa, bo rządowa telewizja: http://www.tvn24.pl/1,1698610,druk.html, ale nie przypominam sobie, by Sasin jakoś to dementował lub korygował. Pozostaje więc zagadką, po co miał wyjeżdżać z Warszawy z konwojem 8-go kwietnia, jeśliby nie wziął udziału w rekonesansie po miejscach związanych z katyńskimi uroczystościami? Chyba przecież po to tam właśnie jechał? Czy może jednak NIE pojechał „jednym autem” z M. Wierzchowskim i A. Kwiatkowskim, wbrew temu, co mówi przed Zespołem Macierewicza właśnie Wierzchowski (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/woko-zeznan-wierzchowskiego.html)?

 

 
Jest to bowiem dziwne, że pracownicy kancelarii zdają Sasinowi 9-go kwietnia jakiś raport z obchodu. Wygląda to przecież tak, jakby on zjawił się w Smoleńsku NIE z nimi. Nie muszę chyba dodawać, że rekonesans po miejscach uroczystości katyńskich nie mógł się odbyć o 20-tej, tylko nieco wcześniej (kiedy było widno) i chwilę musiał trwać. Wychodziłoby więc na to, że nie tylko Sasin nie brał w nim udziału, lecz i nie przyjechał wraz z konwojem, który tłukł się do Smoleńska bite dwa dni, jak na jakimś białorusko-ruskim Safari. Może być też inny wariant – Sasin przybył z konwojem, ale miał jakieś inne zajęcia (jakie?). Mówi jednak wyraźnie, że do Smoleńska przybył 9-go o 8-mej wieczorem, z czego by wynikało, że tych zajęć nie miał w tymże mieście.

 
Janicki natomiast twierdzi, że nie tylko Sasina nie było 9 kwietnia na rekonesansie, ale żadnych pracowników kancelarii:

 
„(„GW”) - 36. pułk nie sygnalizował, że smoleńskie lotnisko nie nadaje się do przyjmowania samolotów?

 
- Nie, nie otrzymałem takich informacji.

 
(„GW”) - A urzędnicy kancelarii prezydenta Kaczyńskiego?

 
- Nie wiem. Zresztą nie było ich 9 kwietnia podczas objazdu wszystkich miejsc wizyty wraz z służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo i organizację tych obchodów.

 
Załóżmy jednak, że Janicki wrabia tych wszystkich ludzi Sasina (skoro już szef BOR-u nieraz wykazał się, powiedzmy, pewną niedokładnością, jeśli chodzi o relacjonowanie tego, co się działo w Smoleńsku). Wróćmy zatem do zeznań Sasina, który twierdzi, że żadnych problemów z lotniskiem nie było (to samo zresztą, nawiasem mówiąc, powtarza Janicki, którego coraz bardziej zaczynam cenić za wybitną inteligencję na tak wybitnym stanowisku), co zresztą następnego dnia rano przy śniadaniu skłoniło prezydenckiego ministra do „zmiany decyzji” i do udania się do Lasu Katyńskiego w celu sprawdzania nagłośnienia (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/woko-zeznan-sasina-2.html) „lepiej będzie, jeśli ja udam się jednak na cmentarz, bo na cmentarzu mogą zajść różnego rodzaju nieprzewidziane okoliczności, jak chociażby kwestie... najbardziej się obawialiśmy tego, że może być kwestia np. tego, że nie będzie działało nagłośnienie, dlatego załatwiliśmy podwójne jakby zabezpieczenie tutaj, ale chciałem to sam osobiście wszystko sprawdzić plus miałem jeszcze pewne wątpliwości, co do tego, jak będą rozsadzani członkowie delegacji i chciałem tego też osobiście przypilnować (…). Ja jednak udam się na cmentarz, natomiast na lotnisku wystarczy jeden pracownik (kancelarii – przyp. F.Y.M.),który będzie jakby wspomagał tych, którzy przylecą z Prezydentem, a wspomaganie miało tak naprawdę polegać na wskazywaniu miejsc w odpowiednich pojazdach dla członków delegacji”. No więc mimo „podwójnego zabezpieczenia” nagłośnienia i tak krzątający się Sasin musiał sam osobiście dopilnować najwyższej wagi państwowej spraw akustyki na katyńskim cmentarzu w przeciwieństwie do „zabezpieczonego” smoleńskiego lotniska, którym rankiem 10-go tenże Sasin się jakoś szczególnie nie zainteresował.

 
Wbrew bowiem temu, co prezydencki minister opowiada o „braku problemów” z tymże lotniskiem, to przecież problemy właśnie były i to spore, bo M. Jakubik (z Biura Sprawa Zagranicznych) mailował do śp. D. Jankowskiego (z Biura Obsługi Kancelarii Prezydenta), by ten ostatni sprawdził, co jest nie tak z lotniskiem w Smoleńsku, bo krążą plotki, jakoby było nieczynne (ta kwestia została przywołana przez Macierewicza podczas przesłuchania Wierzchowskiego). J. Bahr z kolei twierdzi, że „zapewne” kancelaria Prezydenta „do wiadomości” dostała jego informacje o złym stanie lotniska, które słał do MSZ-u (http://wyborcza.pl/1,75480,8941828,Startujemy.html?as=2&startsz=x). Czy te wyjątkowo niepokojące informacje nie dotarły do Sasina, czy też dotarły, ale je zignorował? Po takich sygnałach wszak należałoby myśleć o wyznaczeniu i wynegocjowaniu zapasowego lotniska, z transportem z którego, jak choćby głosi Janicki, nie byłoby większych kłopotów:

 
Ze Smoleńska do Moskwy jest około 370 kilometrów, dla "tutki" to jest 40-50 minut lotu. Byłoby tak: otrzymujemy informację, że prezydent ląduje na lotnisku Wnukowo i ze służbami rosyjskimi od razu podejmujemy działania, aby w trybie natychmiastowym podstawić kolumnę na tym lotnisku. BOR zajmowałby się wówczas tylko osobami ochranianymi, pozostałymi - nasza ambasada i Kancelaria Prezydenta RP z Kancelarią Prezydenta Rosji. Działalibyśmy dwutorowo.

 
Janicki zresztą tym w ckliwym wywiadzie, w którym opowiada, jak to się rozpłakał na pobojowisku wieczorem, wtrąca jeszcze a propos spiskowych teorii paranoików smoleńskich:

 
Zamach na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na terenie Federacji Rosyjskiej? Jaki miałby być tego sens? Zresztą funkcjonariusze meldowali mi, że na lotnisku była bardzo gęsta mgła. Oni w tej mgle nie mogli znaleźć rozbitego samolotu. Oficer, który był na płycie lotniska, nie mógł trafić do miejsca, gdzie spadł samolot.”

 
Może „oficerowie” byli na innym lotnisku, skoro „w tej mgle” nie mogli znaleźć „rozbitego samolotu”? Nie mieli zresztą do pomocy ruskich kolegów z milicji, co wiedzieli, że „wsie pogibli”, zanim dobiegli na miejsce?

 

 
Zostawmy jednak Janickiego. Sasin twierdzi, że na cmentarz przybył dwoma samochodami z trzema pracownikami „około godziny, tak myślę, wpół do ósmej” (11'03'') (jak z kolei my się domyślamy, polskiego czasu): „bo mniej więcej do czasu, kiedy dowiedziałem się, że jest katastrofa, no, minęło więcej niż godzinę. Tam sporo czasu spędziłem na cmentarzu” - z czego z kolei by wynikało, iż już koło 8.30 miał wiadomość o tragedii. To nawet szybciej niż Bater, który też „przed wypadkiem” miał o nim mieć wiadomość. No ale może te szacunkowe wyliczenia Sasina są niedokładne, a więc, że chodzi o grubo ponad godzinę od owej „wpół do ósmej”.

 
Jak wiemy, Sasin doglądnął wszystkiego, a szczególnie nagłośnienia, spotkał „państwa parlamentarzystów”, porozmawiał sobie z nimi, poustalał arcyważne kwestie rozsadzania członków delegacji i tak sobie spaceruje spokojnie po cmentarzu i czeka: „No i to właściwie upływało to wszystko w takim oczekiwaniu na przybycie delegacji, bo ja miałem umowę z tym pracownikiem, p. Marcinem Wierzchowskim, pracownikiem, który udał się na lotnisko, moim pracownikiem, że w momencie, kiedy samolot wyląduje, on mnie poinformuje telefonicznie o tym, że jest lądowanie, że lądowanie się odbyło, bo wiedziałem, że około dwudziestu, dwudziestu pięciu minut będzie trwał przejazd delegacji z lotniska. Wtedy miałem zamiar udać się przed wejście na ten zespół memorialny tam przed tą bramę, żeby tam oczekiwać na przybycie delegacji, na przybycie p. Prezydenta. (…) Kiedy właściwie wszystko było sprawdzone, była taka chwila, by porozmawiać, więc ja chodziłem, rozmawiałem, wiele osób na tym cmentarzu znałem...

 
Zadziwiające jest jednak to, czemu, mając, jak możemy wywnioskować z tego, co przytoczyłem wyżej, pewien zapas czasu, załatwiwszy już dosłownie wszystko, czym tak bardzo się niepokoił – nie zadzwonił ów prezydencki minister po prostu do swego podwładnego Wierzchowskiego, by spytać, jak wygląda sytuacja na lotnisku, a więc czy tam wszystko jest należycie przygotowane? Zwłaszcza że, jak twierdzi Bahr, przylot się spóźniał? „Minęła zaplanowana godzina przylotu. Zawsze trzeba się liczyć z jakimś opóźnieniem, ale ono się wydłużało. Zacząłem się denerwować. Każda minuta się liczy, bo zapisana jest w protokole. Mgły zrobiło się okropnie dużo. Była straszna. Staliśmy coraz bardziej zdezorientowani” (http://wyborcza.pl/1,75480,8941828,Startujemy.html?as=3&startsz=x).

 
Bahr mówi, że przybyli z kierowcą około 40 minut przed planowanym przylotem (http://wyborcza.pl/1,75480,8941828,Startujemy.html, a po 15-20 minutach pojawiła się mgła): „Na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku są dwie bramy. Wjechaliśmy główną. Po prawej stronie, ze 200 metrów od płyty lotniska, znajdowało się miejsce do postawienia samochodu. Wysiadłem. Na lotnisku byli już pracownicy naszej ambasady oraz gubernator i kilku wyższych urzędników smoleńskiej obłasti. Razem ze 30-40 osób.” Wierzchowskiego jeszcze nie było, czy go Bahr nie zauważył? Nie przywitali się, skoro, jak twierdzi „Polacy stali z Polakami”?

 

Wykop Skomentuj352
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale