Free Your Mind Free Your Mind
3435
BLOG

Polski wkład w „raport MAK” (punkt węzłowy (3))

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 75

 

Widzę, że pan jest światowym ekspertem. Może by pan opracował przyczyny do naszego raportu?, miała w czerwcu 2010 r. zaproponować „akredytowanemu” płk. dr. E. Klichowi legendarna nie mniej od niego gen. T. Anodina[1]. Światowy ekspert jednak odmówił, jak twierdzi, lecz, jak z kolei zauważa M. Krzymowski w trakcie wywiadu-rzeki z Klichem, dwie kluczowe tezy raportu MAK-u – obecność gen. Błasika w kabinie i podatność załogi na naciski – tak naprawdę Rosjanom podsunęli Polacy[2]. To wszelako stanowczo za skromne podsumowanie „polskiego wkładu” w „raport MAK”. Ruska katastrofologiczna bumaga nie byłaby możliwa do opracowania bez przeprowadzonego przecież także przez Polaków – tu: ppłk. S. Michalak, płk. Z. Rzepa i ppłk. W. Targalski (plus gościnnie ppłk. B. Stroiński) – chałupniczego[3] „odsłuchu” zaszumionych „zapisów CVR” przypisywanych załodze PLF 101 i „gościom w kokpicie”. Bez „stenogramów rozmów w kabinie”, do których „MAK” mógł się wielokrotnie odwoływać, nie dałoby się uruchomić „na dobre i na złe” całej moskiewskiej narracji dotyczącej „prezydenckiego tupolewa”. A ściślej bez tego „kamienia węgielnego” (na który wskazywałem w Suplemencie[4]), jaki stanowią rozmowy załóg PLF 031 i PLF 101.
 
taśma
 
Ich treści zaś okazują się moskiewskim „badaczom” znane już w połowie maja 2010 (a więc na dwa tygodnie przed oficjalną publikacją „stenogramów” przez polskie MSWiA), jak można sądzić, skoro upublicznia je 19 maja 2010 tzw. wstępny „raport MAK” (w całości przedrukowany potem przez forpocztę moskiewskich katastrofologów, smoleńskiego fotoamatora i specjalistę od analiz smoleńskiego drzewostanu, doc. S. Amielina w jego książce Ostatni lot. Spojrzenie z Rosji) – wykazując jakby, że to właściwie załoga „Wosztyla” sprawowała niejako „kontrolę lotu” na XUBS, a nie szympansy[5]. To piloci PLF 031, którzy, jak potem odkryli Ruscy[6] (bo zrazu nikt o tym nie opowiadał), wylądowali na XUBS bez zgody „wieży”, mieli w kilku rozmowach podawać załodze PLF 101, jakie są (dynamicznie zmieniające się) warunki na smoleńskim wojskowym lotnisku oraz, co się na XUBS dzieje (vide „manewry iła-76”[7]). Mimo że „wstępny raport MAK” nie podaje literalnie treści tychże rozmów, a tylko je omawia, to od razu podane są dokładne godziny połączeń. Te zaś są zsynchronizowane w moskiewską osią czasu, na której uporządkowano „zdarzenia smoleńskie” – zgodnie z jej „punktem zero”, a więc tym, do którego się dostosowuje potem całą ofic. narrację, czyli z „godziną Morozowa” (a nie np. z „godz. Szojgu” (10:50[8]), „godz. Bastrykina” (10:40 rus. czasu[9]), „godz. Antufjewa” (10:38 rus. czasu[10]), „godz. Amielina” (10:39 rus. czasu – zerwanie się linii enrgetycznej przy XUBS), „godz. Wosztyla” (około 8:35 pol. czasu[11]), ani tym bardziej „godz. Pyzy” („około 10-tej” rus. czasu[12]), tudzież „godz. Bodina” („około 10-tej” rus. czasu[13])).  
 
Wprawdzie legendarnego por. Wosztyla, jak sam przyznawał kiedyś, bodajże w rozmowie z red. Pyzą (w dniach „afery trotylowej”, gdy Wosztyl pojawił się na krótko na posiedzeniu ZP[14]), obowiązywał ze strony przełożonych zakaz udzielania wywiadów[15], ale chyba zakaz ten nie był taki do końca precyzyjny (tzn. nie dotyczył wszystkich mediów), skoro dla Czerskiej Prawdy[16] już dwa dni po „wstępnym raporcie MAK”, 21 maja 2010, czas na taki exclusive interview można było znaleźć[17]. I w tejże eleganckiej rozmowie, w której pewne rzeczy Wosztyl mówi, pewnych „nie może wyjawić”, A. Kublik z W. Czuchnowskim, świeżo upieczeni wtedy, wybitni znawcy lotnictwa i katastrof, światowi eksperci, można rzec (odwołując się do spostrzeżenia Anodiny odnoszącego się do Klicha), odwołują się właśnie do moskiewskich „ustaleń godzinowych”, jeśli chodzi o połączenia między PLF 031 a PLF 101. Są to, według nich, odpowiednio 8:25, 8:30 i 8:37, choć dalibóg Ruscy podają na konferencji ruskie namiary czasowe (stosownie do 10:41:06 jako „godziny katastrofy”). Domyślamy się jednak, że bystrzy redaktorzy Czerskiej Prawdy wiedzą w maju 2010, w jaki sposób „uporządkować zdarzenia” na polskiej osi czasu, choć 10 Kwietnia - od zawsze najlepiej poinformowana - Czerska Prawda podaje w nadzwyczajnym wydaniu nawet „8:57 polskiego czasu” jako „godzinę katastrofy”[18] – i wiedzą jaką zastosować „różnicę czasów”, by się w „zegarach smoleńskich” nie pogubić.    
 
Wosztyl, indagowany przez Czerską Prawdę o godziny połączeń PLF 031-PLF 101 (podawane przez „MAK” we „wstępnym raporcie”), odpowiada krótko: Nie spoglądałem na zegarek. I po sprawie. Choć wydawać by się mogło, że rozmaite „zegarki” i „zegary” należą do najczęściej używanych przez pilotów urządzeń. Nasuwa się tymczasem fundamentalne pytanie, wracając do „ustaleń MAK-u” (podanych 19 maja 2010): skąd miano by wiedzieć, kiedy dokładnie zachodzą połączenia radiowe między PLF 031 a PLF 101 w dn. 10-04[19]? Chyba nie z samego odsłuchu zapisów CVR, skoro tam, na tychże właśnie „nagraniach”, ani członkowie załogi jaka-40: chor. R. Kowaleczko, ani por. Wosztyl, ani chor. R. Muś, ani też drugi pilot PLF 101 ppłk. R. Grzywna – nie podają, o której godzinie/minucie zachodzi dana radiowa korespondencja (załoga PLF 031 nie podaje nawet pory swojego lądowania[20] ani też godzin/minut manewrów iła-76). Skąd mogliby te dokładne chwile połączeń PLF 031-PLF 101 znać owi odsłuchujący zapisy CVR, skoro (ruchomą) „godzinę katastrofy” ustalono na drodze „negocjacji” albo, mówiąc ściśle, zupełnie arbitralnie?
 
Można podejrzewać, że „godziny połączeń” radiowych między dwiema polskimi załogami - w ruskiej, zakrzywionej czasoprzestrzeni - zostałyby ustalone… na podstawie „zapisów z XUBS” zgranych chałupniczą metodą i – dodajmy dla porządku – nieopublikowanych, tak, nieopublikowanych 1 czerwca 2010 (wraz z „zapisami CVR” na stronie polskiego MSWiA). Jak jednak mógłby zauważyć w tym kontekście jakiś kompletny paranoik – najwyraźniej treści rozmów między PLF 031 a PLF 101, jak i godzin połączeń nie ustalano by na podstawie drobiazgowych przesłuchań członków załogi PLF 031 (np. przeprowadzonych 10 Kwietnia po powrocie jaka-40 bn. 044 do Polski). To byłoby przecież najprostszym, także ze względów technicznych, zabiegiem do wykonania, niewymagającym ani chwili żmudnych „badań fonoskopijnych”. Co więcej, treści tychże rozmów (między polskimi załogami) oraz poszczególne (choćby orientacyjne) godziny połączeń z 10-04, można by upublicznić już nazajutrz po „katastrofie”. A jeśli nie nazajutrz, to w poniedziałek, 12-04-2010, zanim cokolwiek w tej materii orzekłby „MAK”.
 
Na to najprostsze rozwiązanie jednak jakoś „nikt nie wpadł” nad Wisłą, choć tu takie tęgie głowy od tylu strategii i sytuacji kryzysowych pracują non-stop – a zwłaszcza głowy od zabezpieczania taśm najprzeróżniejszych. Jakimś „zrządzeniem losu”, dodatkowo, nadpisuje się 10 Kwietnia taśma CVR tegoż „Wosztylowego” jaka-40 w drodze ze Smoleńska do Warszawy, taśma, która, nie ma co kryć, winna być bezwzględnie zabezpieczona przez polskie służby już w Smoleńsku[21]. Jakimś przypadkiem też „taśmy jaka-40” mające rejestrować połączenia radiowe załóg lecących na Siewiernyj (tu, wedle legendy, „Frołowa” oraz „Protasiuka” wyłącznie[22]) trafiają na długie lata do wojskowego depozytu. Jakimś nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności „zapisy CVR” PLF 101 okażą się tak zaszumione, zabuczone buczeniem ruskiego prądu etc. i wymagające tak wielu filtracji[23], że powstanie kilka odmiennych wersji „odsłuchanych”[24], a jeszcze więcej wersji „apokryficznych”, zasłyszanych od kogoś „zbliżonego do” źródła słuchającego[25]. Jakieś fatum zaś sprawi, że „zapisy z XUBS” [26], czyli dialogi szympansów mundurowych, ujrzą światło dzienne dopiero po opublikowaniu „końcowego raportu MAK”, a więc w styczniu 2011. Nie wcześniej, mimo że polska strona posiada kopie „rozmów na wieży” w drugiej połowie kwietnia 2010.
 
Zapisy rozmów „kontrolerów”, podane do publicznej wiadomości odpowiednio wcześnie, pozwalałyby po pierwsze: skonfrontować to, co dałoby się „odsłuchać” z „rozmów w kokpicie PLF 101”, jak i to, w jaki sposób wyglądały inne korespondencje radiowe na linii XUBS–załogi – (skonfrontować) z tym, co zeznają piloci PLF 031 (gdyby tych ostatnich szczegółowo przesłuchano). Po drugie, pozwalałyby ustalić, jak miała wyglądać łączność „Korsaż”–PLF 031, którą „wstępny raport MAK” z 19 maja 2010 pomija milczeniem. Tak jak i pomija milczeniem sprawę niewydania zgody na lądowanie PLF 031 na XUBS[27], o których to (niewydaniu zgody i lądowaniu) należałoby wspomnieć na (majowej) konferencji „MAK-u” jako o incydencie lotniczym poprzedzającym w Smoleńsku cały ciąg „incydentów” typu: „katastrofalne przeloty iła-76” oraz „katastrofa smoleńska prezydenckiego tupolewa”. Patrząc zresztą na unikatowy „zapis mgły” dokonywany z parapetu hotelu Nowyj przez polskiego montażystę, prezentowany fragmentarycznie w styczniu 2011 przez KBWLLP wraz z wycinkami „zapisów z XUBS”, a następnie przedstawiony w „większych całościach” na posiedzeniu ZP, jakiś baran mógłby zadać pytanie: jak to się stało, że w tak gęstej mgle (widzimy ją, zgodnie z „zegarem kamery” już o 7:19 pol. czasu) 10 Kwietnia nie dochodzi do „katastrofy jaka-40” lecącego nad zdradliwym jarem po wschodniej stronie lotniska, jarem, nad którym „głupieją wysokościomierze”? No bo, że załoga „Frołowa” niejako „ociera się o katastrofę”, to wiemy z relacji świadków z jaka-40 – ale z kolei i „Frołowa” zapisy CVR jak i inne dane okazały się „niepublikowalne” dla „MAK” i KBWLLP.  
 
wieża szympansów
 
Historia z „zapisami z XUBS” (dialogi szympansów w „wieży”) jest intrygująca jednak nie tylko dlatego, że nie zostają one upublicznione równolegle z „zapisami CVR” PLF 101 (te ostatnie, przypomnę, wychodzą w dn. 1-06-2010, te pierwsze zaś, mimo że do ich „deszyfracji” nie trzeba było wielomiesięcznego odbuczania, dobre pół roku później dopiero). Przede wszystkim intryguje ona z tego powodu, że oba „nagrania” opublikowane są w wersjach „stenogramowych” – nie udostępnia się ich w całości w wersjach audio. Nigdzie i nigdy. Wprawdzie zarówno „MAK”, jak i KBWLLP posługują się w swych prezentacjach/na konferencjach fragmentami zapisów dźwiękowych, ale nie istnieje żadne oficjalne źródło, z którego można by pobrać pełną kopię „nagrań” (czy to „rozmów z kokpitu PLF 101”, czy dialogów „kontrolerów”). To w rezultacie skutecznie uniemożliwia przeprowadzenie jakiejkolwiek niezależnej analizy tychże magnetofonowych zapisów i porównania ich ze „stenogramami”. Przypadek to taki, jak ze „zniknięciem” karty z zachodnim podejściem do lądowania na XUBS – „zniknięciem” i z „dokumentacji MAK”, i z tej KBWLLP.
 
I na koniec warto wrócić do… pominiętych i pomijanych systematycznie przez katastrofologów przesłuchań członków załogi PLF 031. Zeznań pilotów „Wosztyla” (ani stewardessy) nie opublikowano w jakimś oficjalnym dokumencie, a przecież obfitują one w liczne zagadki. Zagadka goni w tych relacjach zagadkę – nawet, a może zwłaszcza, w tych przeciekach dot. protokołów zeznań, które pojawiły się w mediach – ba, również na posiedzeniu ZP z udziałem Wosztyla. Oczywiście ZP skoncentrowany usilnie na „eksplozji tupolewa w przestworzach” nie dostrzega tych wielu zagadek w zeznaniach członków załogi PLF 031, ale my możemy na nie zwrócić uwagę. Nie chodzi o „zgodę kontrolerów na zejście do 50 metrów” – tę kwestię obtrąbiono w mediach i „wyjaśniono”, że piloci jaka-40 musieli się przesłyszeć, a poza tym słabo znali ruski. Nie chodzi również o to, że wg Wosztyla (zeznania z 10-04) mieli wylądować jakiem-40 o 9:25 rus. czasu[28], co by znaczyło, że na mgielnym sitcomie widać „zarys jaka”, a nie „zarys iła” :).
 
zarys
 
Chodzi o to, że 1) Wosztyl zeznaje (10 Kwietnia, zaznaczam, na długo nim „stenogramy CVR” PLF 101 się zmaterializują), że korespondencję ze smoleńską wieżą prowadzi zrazu nawigator por. A. Ziętek – i o to, 2) że Muś zeznaje 23 czerwca (2010) (co przypomina ZP na swym historycznym posiedzeniu z Wosztylem): w końcowej fazie lotu kontroler zapytał się, czy chcą lądować. Załoga odpowiedziała, że warunkowo podejdziemy. Kontroler wyraził zgodę na podejście.
 
Muś - zeznania
 
Otóż ani korespondencji Ziętka nie ma w „zapisach CVR” PLF 101 (tę ma prowadzić od razu mjr A. Protasiuk), ani nie ma pytania żadnego „kontrolera” z „Korsaża”, czy załoga „prezydenckiego tupolewa” chce na Siewiernym lądować. Nie ma też odpowiedzi polskich pilotów na takie pytanie – sformułowanej w postaci: warunkowo podejdziemy. I nie ma wypowiedzianej zgody na lądowanie ze strony „kontroli” XUBS. Ponadto, przypomnę, co wielokrotnie sygnalizowałem, „kontrola” nie przekazuje załodze PLF 101 kursu lądowania (posadocznyj  2-5-9) ani też załoga PLF 101 nie deklaruje, że będzie wykonywać lądowanie (posadku); nie prosi także o kurs lądowania ani o zgodę na wykonanie lądowania.
 
Czy dlatego „kamień węgielny” (oficjalnej narracji) w postaci korespondencji między polskimi załogami rzeźbiono tygodniami z zupełnie innego kruszcu aniżeli zeznania pilotów PLF 031, z których to relacji wyłania się zupełnie odmienny obraz zdarzeń z 10-04 od tego, który aż za dobrze znamy? Ktoś może tu powiedzieć: zaraz, ale czy Protasiuk nie ogłasza „kierownikowi” Plusninowi: jeśli można, to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg? Owszem, takie, powiedzmy, zgłoszenie, się pojawia w „stenogramach” – tylko że nie w końcowej fazie lotu, jak to miał słyszeć Muś – a (trzymając się czasu „stenogramów”) zaraz po nawiązaniu łączności z „Korsażem” i… po wypowiedzi Plusnina: warunków do lądowania nie ma. Tak więc, po pierwsze, Protasiukowi (jeśli faktycznie byłaby to autentyczna odpowiedź na komunikat płynący z „Korsaża”) nie chodzi o lądowanie, a o kontrolne zajście (podchod). Po drugie – (i to chyba ważniejsze, jeśli bierzemy pod uwagę ewidentny aspekt manipulowania „zapisami CVR”) – nie wiadomo, czy Muś mógłby tę korespondencję w ogóle słyszeć, a nawet jeśliby jakoś słyszał, to czy by na nią zwracał uwagę, skoro równocześnie (wedle „zapisów”) z rozmową Protasiuk–Plusnin toczyłaby się rozmowa Grzywny i Wosztyla przez radio.
 
równoległość rozmów
 
Jeśli więc Muś słyszał to, o czym zeznawał, to jest to kolejny dowód na to, iż „kamień węgielny” moskiewskiej legendy wykonany został z paskudnej podróbki i zarazem wyjaśnienie, dlaczego zdeponowane „taśmy jaka” z wolna pokrywają się zielonkawym mchem. Zwłaszcza że do ich odzyskania wcale nie potrzeba „sprowadzania wraku” ze Smoleńska.    


[1] Moja czarna skrzynka, s. 119.
[2] j.w., s. 132. „Gruzińska opowieść” z „raportu MAK” wskazywałaby także na jakiegoś polskiego ghostwritera.
[3] O warunkach, w jakich dokonywano „odsłuchu” wspomina i Rzepa (http://freeyourmind.salon24.pl/489924,gora-z-gora) i Targalski (http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110827&typ=po&id=po03.txt). O przesłuchaniach Wosztyla w Moskwie przez ruskich prokuratorów wspomina zaś chor. R. Muś (6 lipca 2010, więc już po publikacji CVR-1); mogły one posłużyć do „ustalania szczegółów” tego, co się miało (10 Kwietnia) „zapisać na taśmach” http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu-154-i-il-tez,138702.html.
[5] Cytuję za Amielinem (s. 161-162), punkt 6 „wstępnego raportu” określony jako: Po poinformowaniu załogi o tym, że pogoda na lotnisku docelowym jest gorsza od ustalonego minimum: a) W trakcie lotu załoga była niejednokrotnie informowana o tym przez kontrolerów Mińska [por. na ten temat: http://freeyourmind.salon24.pl/583527,kotwica-smolenska – przyp. F.Y.M.], Smoleńska [jak widać, nie Moskwy – przyp. F.Y.M.], a także przez załogę Jaka-40Sił Powietrznych Polski, który dokonał lądowania na lotnisku o 9:15, czyli w przybliżeniu 1 godz. 30 min przed katastrofą. b) Gdy około 27 minut przed katastrofą samolot podczas schodzenia przekroczył wysokość 7500 metrów, kontroler z Mińska zawiadomił załogę, że na lotnisku docelowym jest mgła, widoczność 400 metrów. c) Po nawiązaniu łączności z lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj załoga dwukrotnie otrzymała informację, że na lotnisku jest mgła, widoczność 400 metrów, nie ma warunków do lądowania. d) W tym samym czasie (około 16 minut przed katastrofą) od załogi polskiego samolotu Jak-40 załoga Tu-154M otrzymała informację, że widoczność wynosi 400 metrów, a widoczność pionowa 50 metrów. e) Około 11 minut przed katastrofą załoga Jaka-40 poinformowała, że załoga rosyjskiego Iła-76 wykonała dwa podejścia do lądowania i odleciała na lotnisko zapasowe. f) Cztery minuty przed katastrofą załoga Jaka-40 poinformowała, że ocenia widoczność na 200 metrów.  
[7] Zauważmy, że o „Rosjan” załoga PLF 101 pyta pilotów PLF 031, a nie „kontrolerów”. Ci ostatni w ogóle o przelotach „Frołowa” nie informują załogi „prezydenckiego tupolewa” – nie podają jej nawet wiadomości, gdzie ił-76 odleciał.
[8] Podawaną przez Szojgu Putinowi podczas wieczornego spotkania 10 Kwietnia przed kamerami telewizyjnymi w namiocie na Siewiernym (por. Biała księga (ZP), s. 150: Szanowny Włodzimierzu Włodzimierzowiczu, dziś o godz. 10:50 przy podchodzeniu do lądowania na lotnisku Smoleńsk-„Północny” zniknął z radarów [propał s radarow – przyp. F.Y.M.] samolot Tu-154 M wykonujący przelot na trasie Warszawa-Smoleńsk.).
[9] http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1 Macierewicz podaje: Jak państwo świetnie pamiętacie, przez długi czas żyliśmy w przekonaniu, że tra-, że katastrofa wydarzyła się o godzinie 8:56. Utrzymywano blisko miesiąc społeczeństwo polskie i nie tylko w takim przekonaniu, w sytuacji, w której prokuratorzy rosyjscy w obecności prokuratorów polskich już o godzinie 23. wieczorem 10-04 ocenili, że katastrofa miała miejsce o godzinie 8:40.
Por. też Biała księga (ZP), s. 160-161.
[13] To było 10 kwietnia około godziny 10 rano. Była taka gęsta mgła. Akurat wracałem z daczy. Patrzę, a tu samolot leci bardzo nisko. Myślę: co on, zamierza lądować? A potem – to był moment, a on był już tu – dokładnie nade mną. Ja się schowałem pod płotem, a jego silniki zaryczały. Wtedy chyba oni zauważyli brzozę – relacja Bodina z filmu dok. Smoleński lot (por. też: http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-wl3.pdf s. 15).
[14] https://www.youtube.com/watch?v=Ii0IJin9s_Q od 11’29’’. Na tymże posiedzeniu nie poproszono (mocno zdenerwowanego) Wosztyla o odtworzenie 1) sytuacji na Okęciu przed wylotami, 2) przebiegu lotu PLF 031 i korespondencji radiowej z „Mińskiem”, „Moskwą” i „Smoleńskiem”, 3) tego, co się działo na Siewiernym po wylądowaniu PLF 031, 4) czy ruskie służby w żaden sposób nie ingerowały w pobyt załogi podczas oczekiwania po wylądowaniu itd. No ale ZP takimi kwestiami nie musi się zajmować, eksplorując od lat jedynie „końcóweczkę” lotu PLF 101.
[15] Wosztyl stwierdza to też na wstępie swej wypowiedzi na posiedzeniu ZP: będąc jeszcze, żałuję, że w czynnej służbie, dostaliśmy zakaz wypowiadania się na ten temat (…) gdybyśmy złamali zakaz, czego żołnierzowi nie wolno robić, być może zostałoby to przedstawione w zupełnie innym świetle. Wosztyl wtedy nie przypomina sobie, by PLF 031 dostał 10 Kwietnia komendę dot. 50 m jako wysokości decyzji (być może mi umknęła). Twierdzi ponadto, że nie słyszał korespondencji „Frołowa” z „Korsażem”. Potwierdza natomiast zeznania Musia (co do 50 m jako proponowanej przez „kontrolę” smoleńską wysokości decyzji – załodze PLF 101), dlatego też zdziwiło mnie, że pewnego elementu nie było w stenogramie. Nie wiem, z jakiej przyczyny, nie chcę się wypowiadać, nie chcę dywagować na ten temat. Wosztyl dodaje jedną istotną informację a propos Musia: Po lądowaniu w Warszawie (…) on był jednym człowiekiem z naszej załogi, która jeszcze raz przesłuchała taśmy na miejscu, dlatego być może on coś jeszcze dodatkowo wyłapał. I tutaj nie chcę się rozwodzić nad tym (…) w dłuższej wypowiedzi. Tak że na razie mam tyle do powiedzenia. Dziękuję. Na pytanie Macierewicza (dot. komunikatu o 50 m skierowanego do załogi PLF 101) Wosztyl odpowiada: Tak, słyszałem taką komendę i wielokrotnie to powtarzałem podczas przesłuchań w prokuraturze, czy nawet, jeżeli chodziło o pytania ze strony rosyjskiej o pomoc prawną. Wielokrotnie się na ten temat wypowiadałem, podtrzymuję swoje zdanie. Natomiast nie jestem w stanie wyjaśnić, skąd się biorą te rozbieżności [ze „stenogramami” – przyp. F.Y.M.]. 
[17] W filmie A. Gargas zobaczymy go (jako udzielającego specjalnego wywiadu do kamery) dopiero w Anatomii upadku 2. Jak pamiętamy, krótkiego interview zakończonego „uśmiechem Giocondy” udziela też Wosztyl w maju 2010 dla rządowego TVN24: https://www.youtube.com/watch?v=AzMgBbTW95Y.
[19] Ani „badacze” z Moskwy, ani ci z Warszawy nie byli na XUBS 10 Kwietnia w godzinach porannych i przedpołudniowych.
[20] Na pytanie Grzywny: A wyście wylądowali już? (świadczące, że załoga PLF 101 nie nawiązywała łączności z pilotami PLF 031, gdy ci lecieli) Wosztyl odpowiada enigmatycznie: No, nam się udało tak w ostatniej chwili wylądować. Jak zwracałem uwagę w Suplemencie (s. 33), gdzie obszernie analizowałem rozmowy pilotów obu załóg (https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf), Wosztyl nie podaje tu ani konkretnej godziny lądowania (Wylądowaliśmy o tej a o tej), ani nawet przedziału czasu, jaki upłynął od momentu wylądowania do nawiązania łączności przez PLF 031 z PLF 101 (Wylądowaliśmy 10/20 minut/pół godziny/godzinę temu).
[21] Naturalnie to założenie wynikające z analizy ofic. przekazu medialnego. Nigdy nie pojawiła się informacja (przynajmniej ja sobie nie przypominam), jakoby polskie służby zabezpieczyły zapisy rejestratora fonicznego jaka-40 bn. 044, nim wrócił on z urzędnikami prezydenckimi i kilkoma dziennikarzami ze Smoleńska do Warszawy. Było zaś na takie zabezpieczenie mnóstwo czasu, zważywszy na fakt, iż przez kilka godzin „jaczek” stał bezczynnie na płycie XUBS.
[22] Swoją drogą, ciekawe, czy zapisał się na „taśmie jaka” dialog z godz. 10:27/10:28 rus. czasu między ruskimi załogami dotyczący zrzutu i zniżania na wschód, który odnotowany jest w „stenogramach CVR” PLF 101. Muś (zapewne, jak Wosztyl, objęty zakazem udzielania wywiadów) w lipcowym (2010) ekskluzywnym interview dla rządowej telewizji przyznaje, iż włączali i wyłączali magnetofon zainstalowany na pokładzie: na naszym (JAK-a) magnetofonie, który miałem okazję raz później przesłuchać w obecności żandarmów, nagrana jest cała korespondencja Iła z wieżą. Po tym jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko magnetofon, tak jak wiele innych odbiorników, wyłączyliśmy. Byliśmy tam bez akumulatorów a nie wiedzieliśmy, czy dojedzie zasilanie lotniskowe. Później włączyliśmy już tylko naszą radiostację, bez magnetofonu. Szkoda. http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu-154-i-il-tez,138702.html.
[23] Na temat filtracji „zapisów CVR”, por. „raport MAK”, s. 70: W celu poprawy „zrozumiałości” mowy zastosowano różnego rodzaju metody filtracji.
[24] http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport-cvr.pdf „Raport MAK” podaje, że już 17 czerwca (zaledwie 16 dni po opublikowaniu pierwszej wersji przez MSWiA) sygnowana jest druga wersja „stenogramów” (rozmów w kokpicie PLF 101), na której z kolei opiera się „raport MAK” (s. 71): niniejsze sprawozdanie opracowano z uwzględnieniem wersji 2 transkrypcji (protokołu) rozmów, podpisanej przez rosyjskich i polskich specjalistów 17 czerwca 2010 roku. Jak jednak wiemy, żaden „stenogram CVR” nr 2 nie jest dołączony do „raportu MAK”. 
[25] Przy czym do dziś (sierpień 2014) nie wiadomo, czy te „odsłuchane” również nie są „apokryficzne”. 

fymreport.polis2008.pl 65,2 MB 88 MB FYM blog legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 yurigagarin@op.pl (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka