613 obserwujących
1599 notek
9296k odsłon
4890 odsłon

Moonwalker - reaktywacja

Wykop Skomentuj118

Można by powiedzieć, że ten człowiek-legenda wyłania się ze smoleńskiej mgły po raz trzeci. Za pierwszym razem „montażystę TVP” S. Wiśniewskiego widzieliśmy w kwietniu 2010 jako jedynego polskiego naocznego świadka „katastrofy”. Później „świat o nim zapomniał” jakoś aż do lutego 2011, kiedy to – miesiąc po „zamknięciu badań” przez MAK i niedługo po głośnej „prezentacji KBWLLP” (oba zdarzenia - styczeń 2011), w której premierowo upubliczniony został „mgielny sitcom”, tj. wideo-zapis z parapetu hotelowego – na swe posiedzenie zaprosił moonwalkera „zespół parlamentarny” A. Macierewicza. Z tej okazji skorzystała potem jedna z twórczyń „kinematografii smoleńskiej” A. Gargas, która z kolei wzięła moonwalkera do swojego filmu (o czym drobiazgowo i krytycznie pisałem nie tylko w Czerwonej stronie Księżyca, ale i w opracowaniu Wizja lokalna (por. choćby https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-wl1.pdf); teksty dostępne tu: https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/). Potem znów „świat zapomniał” o montażyście Wiśniewskim, ale oto po latach, w sierpniu 2016, smoleńska legenda powraca, znów nieco w cieniu jakiegoś wielkiego wydarzenia medialnego – tym razem chodzi o zbliżającą się dużymi krokami wrześniową premierę filmu A. Krauzego, który to film ma obrazować hipotezę wybuchową, na rozwijaniu której zęby zjedli eksperci ZP oraz uczestnicy kilku konferencji smoleńskich. Nie wiadomo jednak, czy ten comeback moonwalkera stanowi zarazem zwiastun końca „smoleńskiego sezonu ogórkowego”, jaki zapadł po przejęciu władzy przez PiS, czy nie.

 

Artykuł pt. Sławek Wiśniewski nie padł (aluzja do pewnej pieśni aż nadto czytelna) autorstwa Agnieszki Żądło (Polityka, 33/2016, s. 36-37) przybliża historię słynnego montażysty w kontekście miejskiej legendy (rozpowszechnianej przez trailery filmu Krauzego), zgodnie z którą autor materiału wideo pochodzącego z „miejsca katastrofy” zginął. Moonwalker więc żyje, jak się dowiadujemy i ma się całkiem dobrze, a nawet usiłował wykłócać się z producentami fabularnego filmu o to, by zamieścili jakieś sprostowanie (a przy okazji, by zapłacili za wykorzystane zdjęcia ze Smoleńska). Natomiast z pamięcią chyba nie jest u SW najlepiej. Niestety, zdani jesteśmy na relację autorki, a nie na zapis samej rozmowy moonwalkerem, więc w ostateczności w przekręcaniu elementów jego historii może być też częściowo wina Żądło, skoro pisze ona, że (s. 36):

 

montażysta Telewizji Polskiej, 10 kwietnia 2010 r. ustawił w oknie pokoju nr 201 hotelu Nowyj niedaleko smoleńskiego lotniska Siewiernyj prywatną kamerę. Chciał nagrać lądowanie prezydenckiego samolotu we mgle. Ciekawiło go, jak uda się to małemu tupolewowi, skoro dwa dni wcześniej  duży Ił 76 ledwie sobie poradził.

 

Tak jest w oryginale, w druku. Mały tupolew, a w dodatku duży ił nieradzący sobie z lądowaniem „dwa dni wcześniej”. Ale czytamy dalej:

 

W sąsiednich pokojach spali koledzy z innych ekip telewizyjnych i prasowych. Odpoczywali po wczorajszych zakrapianych urodzinach kierownika produkcji.           

 

Tak w oryginale. Zdając sobie sprawę z tego, że brać dziennikarsko-operatorska za kołnierz nie wylewa, a zatem i ma pełne prawo sobie potem, tj. po jakimś imprezowaniu, pospać, należałoby jednak uwzględnić (w tekście) to, że akurat „tamtego ranka” (10-04) od wczesnych godzin porannych ekipy żurnalistów tłumnie ciągnęły do Katynia, by „czekać” na delegację prezydencką. Oczywiście nie wszyscy wyjeżdżali o tej samej porze. Taki np. (nieco mniej legendarny od Wiśniewskiego) red. M. Pyza (wtedy związany z TVP) miał jeszcze osobiście słyszeć z hotelu Nowyj „podchodzenie tego samolotu do lądowania” (http://freeyourmind.salon24.pl/297779,zakrzywienie-czasoprzestrzeni), o co go jednak żaden ekspert ZP analizujący właśnie „podchodzenie do lądowania” PLF 101 nie zapytał na żadnym posiedzeniu ZP.

 

Niektórzy ludzie mediów wszelako nie wyjeżdżali z goroda-gieroja rankiem 10-04. Taki red. P. Kraśko, który chyba jako pierwszy wydał później książkę o „Smoleńsku” i jako jedyny znalazł się tragicznego sobotniego ranka w okolicy wozu strażackiego blokującego dostęp do pobojowiska przy XUBS, w ogóle nie udał się do Katynia, gdyż akurat „wracał z centrum miasta” (http://freeyourmind.salon24.pl/285796,oko-zaby-4). I były też 10 Kwietnia osoby związane z TVP, które – tak jak Wiśniewski – pozostawały w hotelu Nowyj, gdy „prezydencki tupolew spadał”, jak np. (wspominana w książce Kraśki) A. Daniluk-Jankowska, do której pokoju Kraśko miał wejść (po „powrocie z miasta”) i od której miał się dowiedzieć o „awarii samolotu”, o której to awarii Daniluk-Jankowska miała się dowiedzieć od kogoś telefonicznie – co jakiegoś nierozgarniętego czytelnika mogłoby skłonić do głupawego wnioskowania, iż Daniluk-Jankowska żadnej katastrofy nie zauważyła ani nie usłyszała, siedząc w hotelu Nowyj. No ale może tak głośno rozdzwoniły się telefony po prostu. Pech chce, że ZP nie zainteresował się tym świadkiem – podobnie i kinematografia smoleńska a la Gargas.

Wykop Skomentuj118
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale