Oczywiście jako mężczyzna nie powinienem zabierać głosu w kwestii planowania rodziny – ani w demokratycznym państwie, ani w otwartym dialogu społecznym. Mam jednak jedną obserwację, którą chciałbym się podzielić.
Był taki czas w moim życiu, gdy żywo interesowałem się feminizmem. Samo zjawisko płci i tożsamości jest niezwykle pasjonujące – tak, gender studies potrafią fascynować. Trafiłem wtedy na tytanów myśli: Simone de Beauvoir, Virginię Woolf, Judith Butler czy stojące nieco z boku (i będące dla mnie ikonicznymi postaciami kobiecego intelektualizmu) Hannah Arendt i Susan Sontag. To było świeże. To było zaskakujące. To było mocne.
Odniosłem jednak wrażenie, że ten etap już się skończył. Na całe szczęście na czele awangardy rewolucji staje Warszawa i ratuje sytuację... „Abortomatem”.
Ktoś złośliwy mógłby zauważyć, że w tym samym czasie energia twórcza kobiet na świecie ukierunkowana jest na nieco inne obszary. Hiszpanka Judit Giró Benet wynalazła prosty test z moczu wykrywający raka piersi, którego nie łapią tradycyjne badania przesiewowe. Katerina Spranger z Wielkiej Brytanii pracuje nad sztuczną inteligencją wspierającą lekarzy w leczeniu tętniaków mózgu. Szwajcarka Carin Lightner optymalizuje analizę złożonych cząsteczek, co obniża koszty produkcji leków. Marie Perrin opracowała sposób na odzyskiwanie pierwiastków ziem rzadkich z elektrośmieci.
W Polsce mamy natomiast pudło na PIN. Z pigułkami. Na wypadek, gdyby ktoś zapomniał o antykoncepcji albo po prostu wolał nie uważać.
Możliwe, że przez powszechność pigułek wczesnoporonnych nigdy nie urodzi się jakiś kobiecy geniusz. Czy to jednak ważne? Usta, które nie mówią, nie zgłaszają sprzeciwu.
Kobiety na Zachodzie powinny nam zazdrościć. Polski feminizm osiągnął już taki poziom, że nie potrzebuje medycznych czy technologicznych przełomów. Niech patrzą z zazdrością, jak nasze siostry przodują na froncie walki o lepsze jutro. Cóż nam po testach na raka czy recyklingu?
Ale tak jak mówiłem – jako mężczyzna powinienem milczeć. Mój głos nie ma znaczenia, a w otwartym społeczeństwie o feminizmie mają prawo mówić wyłącznie feministki. Szkoda tylko, że ruch, który uważałem za ważny i potrzebny, coraz częściej zajmuje się sprawami, których nie sposób obronić i jeszcze trudniej wytłumaczyć komukolwiek spoza własnej bańki.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)